szybkie wyleczenie.
Ocena skutków działania huraganu jest zarówno ważna sama w sobie, ale
zyskuje szczególnie na istotności w kontekście pojawiających się wcześniej
pewnych oznak spowolnienia tempa aktywności gospodarczej. Istnieje ogólnie
zgoda, że o ile sam huragan z pewnością nie pociągnął za sobą aż tak
wielkich strat, by wywołać recesję, to przejście żywiołu może być jednym z
katalizatorów pogorszenia się sytuacji makroekonomicznej (na razie tylko w
krótkim terminie, ale nie wiadomo, czy oznaki spowolnienia nie są sygnałem
poważniejszych kłopotów). Gdyby Katrina nawiedziła Stany trzy, cztery
miesiące wcześniej tak poważnych obaw by nie było.
Na razie oceny są uspokajające, a nawet część z analityków widzi szansę w
"rozbujaniu" gospodarki dzięki odbudowie zniszczeń. Zdaniem sporej ich grupy
negatywne skutki huraganu będą odczuwalne w trzecim i czwartym kwartale tego
roku (wzrost gospodarczy będzie słabszy o ok. 0,5%), by już na początku
przyszłego roku wpływać korzystnie na dynamikę PKB, który wg wcześniejszych
prognoz miała w tym okresie osłabnąć. Mamy więc paradoks, bo okazuje się, że
huragan świetnie się wpasował w potrzeby gospodarki. Mam obawy, czy nie ma w
tych prognozach zbyt dużo czynnika życzeniowego i zaklinania rzeczywistości.
Inni takich wątpliwości nie mają i tak: analitycy z Lehman Brothers obniżyli
prognozę wzrostu amerykańskiego PKB w II połowie br. z 4,5% dego zdaniem
początkowe straty będą odrabiane w ramach trwających później prac odbudowy.
W związku z możliwym spowolnieniem gospodarczym pojawiają się spekulacje, że
w czasie najbliższego posiedzenia (20 września) FOMC zdecyduje się przerwać
trwającą od miesięcy sekwencję podwyżek stóp procentowych. Ci liczący na to,
że stopy nie zostaną podniesione, są zdania, że Fed zdecyduje się "pomóc"
gospodarce, a przynajmniej jej nie przeszkadzać. Jest też duża grupa
ekonomistów, którzy są zdania, że podwyżki będą kontynuowane. Przyznam, że
zaliczam się właśnie do tej drugiej grupy. Wynika to z kilku powodów. Jednym
z najważniejszych jest fakt, że zmiany w polityce pieniężnej nie mają
natychmiastowego przełożenia na gospodarkę. Tym bardziej jeśli są one
czynione małym krokami. Tym samym, brak obniżki niewiele pomoże dynamice
wzrostu gospodarczego w III kw, bo ten już właściwie się kończy, ale i nie
będzie odczuwalny w IV kw. Paradoksalnie, prognozowana poprawa w przyszłym
roku może pociągać za sobą pojawienie się poważnych napięć inflacyjnych, na
które Fed musi reagować zdecydowanie. Nie zapominajmy też o rynku
nieruchomości, który nadal jest mocno nadmuchany. Poza tym polityka
pieniężna oddziałuje na całą gospodarkę, tym samym przy podejmowaniu decyzji
należy brać pod uwagę całość kraju, a nie tylko sytuację (niezależnie od jej
charakteru) jednego regionu.
Wprawdzie oficjalne wskaźniki zmian cen w Stanach nie mają alarmujących
wartości, to dane, które mogą wpływać w przyszłości na wielkość inflacji, są
przynajmniej niepokojące. W ubiegłym tygodniu opublikowana została dynamika
wydajności pracy, a wraz z nią dynamika kosztów zatrudnienia w II kw. Była
to rewizja wcześniejszej publikacji i rewelacji nie oczekiwano. Tymczasem
dynamika kosztów zatrudnienia wyniosła 2,5%. W porównaniu z rokiem ubiegłym
wzrost wyniósł 4,2%. Tym samym okazało się, że koszty zatrudnienia zaliczyły
najszybszy wzrost od III kw. 2000 r. Pojawił się zatem kolejny czynnik
napięć inflacyjnych. To oczywiście nie wszystko. Ceny surowców są w
większości w trendach wzrostowych, co pokazuje wartość indeksu CRB crb.gif ,
który niedawno zaliczył wieloletni rekord wychodząc nad poziom ostatniego
lokalnego szczytu. Zapewne spory w tym udział miał cały czas wysoki poziom
cen ropy naftowej, która w tym tygodniu nieco staniała, ale nie na tyle, by
zejść z czołówek serwisów.
Wysoka cena ropy to czynnik, który dotyka niemal wszystkich. Także w Polsce
problem wysokiej ceny paliw stał się tematem numer jeden. Na początku
tygodnia zrobiło się głośno o zapowiedzi obniżenia akcyzy na benzynę 95. Z
jednej strony dobre i to, choć należy pamiętać, że znacznie większe
znaczenie dla gospodarki miałaby obniżka akcyzy na olej napędowy. W związku
z tym czynnik wpływu wysokiej ceny ropy na poziom polskiej inflacji nie
znika. Jak jest on duży będziemy mieli się okazję przekonać już w tym
tygodniu.
W poniedziałek NBP opublikuje dane o bilansie płatniczym za lipiec, w środę
Ministerstwo Finansów organizuje przetarg obligacji 20-letnich, a GUS poda
właśnie mocno oczekiwane dane o inflacji w sierpniu. Wobec tej publikacji
nie można przejść obojętnie. Pamiętamy, że inflacja lipcowa okazała się
nieco wyższa od prognoz. Uznano, że na razie nie ma się czym martwić, gdyż
jedna jaskółka wiosny nie czyni, tym bardziej, że sama inflacja i tak jest
niższa od celu inflacyjnego wyznaczonego przez polski bank centralny. Gdyby
okazało się, że i tym razem inflacja nas negatywnie zaskoczy, kwestia skali
kolejnych obniżek stóp procentowych będzie stała pod znakiem zapytania. Na
razie przynajmniej jedno cięcie o 25 pkt bazowych jest oczekiwane, choć
więksień doprowadził rynek na nowe szczyty hossy. Kontraktom udało
się zaliczyć nowy rekord, a indeksowi brakowało ledwie kilka punktów. Trend
jest wzrostowy i nie ma sensu nad tym się zastanawiać. Na wykresie
tygodniowym sytuacja wydaje się wystarczająco klarowna WIG20tyg.gif Kolejne
dołki pojawiają się na coraz wyższych poziomach, a potencjalnej opory nie
sprawiają kupującym problemów.
Cały czas otwartym pozostaje pytanie, kiedy ta hossa się skończy? Nie wiem,
kiedy się skończy i nawet nie próbuje prognozować. Wychodzę z założenia, że
rynek sam pokaże, kiedy popyt zacznie słabnąć. W tej chwili czekam na choćby
wstępne oznaki wyczerpywania się potencjału wzrostu. Za jedną z takich oznak
można uznać wzrost optymizmu inwestorów. Do tej pory tego nie zauważyłem. Na
razie inwestorzy cały są bardzo ostrożni i szukają szczytu. Ten się jednak
pojawi dopiero, gdy tych wątpiących będzie niewielu.
Zwróćmy uwagę na to, co się działo jesienią 2003 roku wig20_2003.gif Impuls
wzrostowy zakończył się euforią kupna, którą poprzedzała krótka i płytka
korekta. Właśnie na podobną euforię czekam. Nie wiem, czy zatrzymanie
wzrostu w sierpniu tego roku jest analogiczną korektą do tej, która
poprzedzała wyskok cen w 2003 r. Nie można jednak tego wykluczyć. Wykres cen
wydaje się podobny. Być może oczekiwany wzrost nie będzie aż tak
spektakularny pod względem długości ruchu, ale ta długość jest tu rzeczą
drugorzędną. Nie jest moim zamiarem łapanie szczytu. Gorąca atmosfera na
rynku ma być tylko wskazówką, że trend się wyczerpuje. Wskazówką wstępną. O
tym, czy faktycznie rynek zawraca, dowiemy się po spadku cen i przełamaniu
któregoś z poważniejszych wsparć. Szczyt będzie wtedy już za nami.
Kamil Jaros