Reklama

Arbitrażu (na razie) nie będzie

- Podamy Orlen do sądu arbirtażowego dopiero wtedy, gdy wyczerpią się inne możliwości rozwiązania problemu - powiedzial wczoraj Andrej Babiš, prezes Agrofertu. Według niego, taki wniosek mógłby wpłynąć pod koniec roku.

Publikacja: 14.09.2005 07:37

Zgodnie z umową z kwietnia ub.r. Orlen miał, po przejęciu czeskiej grupy Unipetrol, odsprzedać pięć należących do niej firm chemicznych Agrofertowi. Ustalona wówczas cena (łącznie 103 mln euro) z dzisiejszej perspektywy jest bardzo niska. Teraz spółki są warte dwa do trzech razy więcej. W opinii szefa Agrofertu, 1,5 roku temu (gdy ustalano wysokość należności) była to normalna cena.

Ile za co?

Czeski holding ujawnił wczoraj, jaką cenę wynegocjowano za poszczególne firmy z grupy Unipetrolu. Za 50% akcji spółki Agrochemie Agrofert miałby zapłacić 12,12 mln euro, za 38,79% Aliachemu - 6,06 mln euro, za spółkę Kaučuk - 57,88 mln euro, za 60% Paramo - 3,63 mln euro, a za 40% Chemopetrolu - 23,33 mln euro.

- Wtedy boom petrochemiczny był nie do przewidzenia - wyjaśniał A. Babiš. Najlepiej jego zdaniem obrazuje to wzrost cen samego Unipetrolu. Wtedy, gdy Orlen składał propozycję 99 koron za jedną akcję Unipetrolu, giełdowy kurs spółki wahał się w granicach 65-70 koron. Gdy polski koncern przejmował Unipetrol, akcje czeskiego przedsiębiorstwa kosztowały już 144 korony za sztukę. Ich obecna cena to ponad 200 koron. Bardzo podobnie zwiększała się też wartość spółek wchodzących w skład grupy, w tym i spółek chemicznych.

Sprawiał wrażenie,

Reklama
Reklama

ale nie chce sprzedać

- Choć do połowy lipca Orlen sprawiał wrażenie, że sprzeda nam spółki chemiczne, teraz nie chce tego zrobić. Nie przedstawił też żadnej konkretnej propozycji rozwiązania problemu - powiedział Andrej Babiš.

Gdy upłynął wyznaczony termin, a płocki koncern nie sprzedał spółek, Agrofert zażądał kar umownych wynikających z kontraktu (75% ustalonej ceny). - Orlen odpowiedział nam, że żądanie kar jest nieuzasadnione - stwierdził wczoraj A. Babiš.

Agrofert szacuje, że jego straty, gdyby nie przejął pięciu spółek chemicznych z grupy Unipetrolu, wyniosą co najmniej 350 mln euro.

Mimo to czeski holding wciąż czeka na polubowne załatwienie sprawy i nie spieszy się z wnioskiem do sądu arbitrażowego. Dlaczego? - Mam wrażenie, że cała ta sprawa jest efektem jakiejś sytuacji w Polsce. Liczę na to, że po wyborach Orlen przedstawi w końcu konkretne propozycje - stwierdzil podczas konferencji prasowej szef Agrofertu.

Co na to Orlen?

Reklama
Reklama

Zapytany o ewentualność arbitrażu Dawid Piekarz, rzecznik Orlenu, powiedział: - Stanowisko PKN Orlen zostało przekazane Agrofertowi i jest mu znane. To dziwna sytuacja. Mimo naszych próśb, Agrofert ujawnił tylko część informacji związanych z umowami. Nie chciał skomentować wypowiedzi prezesa Babiša, że Orlen uważa żądanie kar za bezzasadne. - W tej sytuacji prawnej nie możemy niczego więcej powiedzieć.

"Opublikowanie tylko części umów nie daje pełnego obrazu i informacji o ich zawartości i może powodować mylne interpretacje. Podtrzymujemy wniosek o kontrasygnatę dokumentu zezwalającego na ujawnienie całej treści umów, listów intencyjnych oraz umów towarzyszących, związanych z umową dotyczącą sprzedaży Agrofertowi części aktywów Unipetrolu. Tylko takie działanie będzie świadczyło o dobrych intencjach i chęci zachowania pełnej przejrzystości w stosunku do uczestników rynku" - podał Orlen we wczorajszym komunikacie.

Praga

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama