Reklama

Co w trawie puszczy?

Publikacja: 16.09.2005 08:43

Żywot człowieka poczciwego godny jest pozazdroszczenia. Stary, ale przestronny dom, wokół prastare knieje i dzika zwierzyna. Miejsce, w którym czas płynie leniwie. I zewsząd bije spokój. Cisza, którą przerywa najwyżej śpiew ptaków, wycie wilka lub żubr, który w trawie niekiedy puszczy.

To nie jest życie polityka ani biznesmena. Nawet nie inwestora. Nie to tempo, nie ten rytm, nie te emocje. Szalony pewnie jest ten, kto zostawia leśne ostępy i zielone pola, by się nurzać w świecie człowiekowi poczciwemu nieprzyjaznym. W świecie polityki, biznesu, inwestycji. Ale szalonych nie brak przecież. Jak na przykład kandydat, który niczym Wałęsa nie chciał, ale musiał, a teraz musi - a w każdym razie powinien, choćby dla zasady - ale już nie chce i nie będzie. Kandydować, oczywiście.

Zostawmy na boku politykę. A nawet piękną leśną głuszę. Zostańmy przy biznesie i inwestycjach. Pierwszy raz się chyba zdarza, że ktoś przestaje być kandydatem poniekąd z winy giełdowych inwestycji. Nie mnie rozstrzygać, czy akurat w tym przypadku dobrze się stało. I czy kandydat - już nie kandydat - ma w tej materii coś na sumieniu. Czy - jak mówi - stracił na inwestycjach, bo niezguła, czy dlatego, że nie słuchał (nie pytał?) lepiej poinformowanych kolegów. Czy sprzedał akcje Orlenu, bo wiedział, co się święci (kto jeszcze wiedział i co z tą wiedzą zrobił?), czy nie wiedział i sprzedał po prostu. Kandydat wyjaśniał, inni mówili swoje, a prawda - jak to ona - może leżeć gdzieś pośrodku, choć równie dobrze bardziej z lewej lub z prawej strony.

Ale tak czy inaczej stało się coś ważnego. Giełdowe lokaty urosły do rangi, o jakiej się chyba nikomu dawniej nie śniło. Kilka lat temu żaden z polityków nie zastanawiał się pewnie nad tym, czy powinien inwestować, a jeśli - to w co, jak i kiedy. Czyżby powoli murszały stare konstrukcje? Takie, w których można było bezkarnie łączyć biznes z polityką, a politykę z poufną wiedzą, łatwym zyskiem, wielkimi pieniędzmi, układami w spółkach i diabli wiedzą, czym jeszcze.

Los nie jest sprawiedliwy. Kandydat - już nie kandydat - poślizgnął się na akcjach Orlenu, choć nie wiadomo nawet, czy sprawa rzeczywiście jest śliska. Tymczasem mnóstwo jego sojuszników i kolegów po politycznym fachu od lat się ślizga bezkarnie. I raczej na tym nie traci. Na ich tle los Pęczaka jest wyjątkiem, nie regułą. Pisałem już kiedyś w tym miejscu, że byłoby rzeczą arcyciekawą prześledzić operacje giełdowe polityków i osób z nimi związanych...

Reklama
Reklama

Pytanie, czy wątki giełdowe pojawiają się tylko w przypadku kandydata - już nie kandydata. U niego wzmocnione były przez fakt, że miał on poparcie prezesów publicznych spółek z dużym udziałem Skarbu Państwa, co rodzi podejrzenie, że nie było to poparcie bezinteresowne. Co z innymi? Dla przykładu - Tusk. Pewnie od giełdy - inaczej niż na przykład Paweł Piskorski, Rafał Zagórny albo, w innej nieco roli, Andrzej Olechowski - trzymał się chyba z daleka. Mój kolega redakcyjny uzyskał jednak w jego sztabie, a później w biurze sejmowym informację, że kandydat ma poparcie Jacka Merkla. Że Merkel nie jest wprawdzie członkiem sztabu czy oficjalnym współpracownikiem, ale kandydatowi pomaga. Tak, ten sam Merkel, który roztaczał przed inwestorami - równie barwną, jak i nieprawdziwą - wizję koncernu medialnego na miarę imperium Murdocha. Trzeba mieć nadzieję, że w swojej nadgorliwości sztabowcy się jednak mylą... Oficjalnie giełdowe wątki w przypadku Tuska ograniczają się do krytyki w telewizyjnych spotach wysokich odpraw dla byłych prezesów Orlenu. I niechby tak zostało, jak na człowieka z zasadami przystało.

Kiedyś się wydawało - zwłaszcza przy lekturze ustaw - że politycy nie mają pojęcia, co to jest rynek kapitałowy, papiery wartościowe, manipulacja czy nawet spółka akcyjna. Ale złudzenia prysły przy okazji afer Rywina, Orlenu czy PZU. Apele o to, żeby politycy oraz ich zaufani dali sobie spokój z biznesem, giełdą i wszystkim, co jej dotyczy, było wołaniem na puszczy. Przynajmniej do tejKilka miesięcy temu słuchałem telewizyjnego wywiadu z Aleksandrem Gudzowatym, który twierdził, że gospodarczo-polityczno-mafijny układ jest u nas ponadpartyjny, okrzepły i bardzo wpływowy. Pewnie wie, co mówi, bo zna przecież rodzimy biznes od podszewki. Dodał też wtedy, że gdyby miał na kogoś głosować, to na Wałęsę, bo choć ma swoje wady, to przynajmniej jest uczciwy. No, ale Wałęsa nie kandyduje, więc nad jego zaletami też się nie ma co rozwodzić. Jego alter ego z czasów prezydentury zatrzymała zaś wczoraj ABW. I to też dowód, że stare konstrukcje się kruszą. Pora, żeby się rozsypały.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama