Żywot człowieka poczciwego godny jest pozazdroszczenia. Stary, ale przestronny dom, wokół prastare knieje i dzika zwierzyna. Miejsce, w którym czas płynie leniwie. I zewsząd bije spokój. Cisza, którą przerywa najwyżej śpiew ptaków, wycie wilka lub żubr, który w trawie niekiedy puszczy.
To nie jest życie polityka ani biznesmena. Nawet nie inwestora. Nie to tempo, nie ten rytm, nie te emocje. Szalony pewnie jest ten, kto zostawia leśne ostępy i zielone pola, by się nurzać w świecie człowiekowi poczciwemu nieprzyjaznym. W świecie polityki, biznesu, inwestycji. Ale szalonych nie brak przecież. Jak na przykład kandydat, który niczym Wałęsa nie chciał, ale musiał, a teraz musi - a w każdym razie powinien, choćby dla zasady - ale już nie chce i nie będzie. Kandydować, oczywiście.
Zostawmy na boku politykę. A nawet piękną leśną głuszę. Zostańmy przy biznesie i inwestycjach. Pierwszy raz się chyba zdarza, że ktoś przestaje być kandydatem poniekąd z winy giełdowych inwestycji. Nie mnie rozstrzygać, czy akurat w tym przypadku dobrze się stało. I czy kandydat - już nie kandydat - ma w tej materii coś na sumieniu. Czy - jak mówi - stracił na inwestycjach, bo niezguła, czy dlatego, że nie słuchał (nie pytał?) lepiej poinformowanych kolegów. Czy sprzedał akcje Orlenu, bo wiedział, co się święci (kto jeszcze wiedział i co z tą wiedzą zrobił?), czy nie wiedział i sprzedał po prostu. Kandydat wyjaśniał, inni mówili swoje, a prawda - jak to ona - może leżeć gdzieś pośrodku, choć równie dobrze bardziej z lewej lub z prawej strony.
Ale tak czy inaczej stało się coś ważnego. Giełdowe lokaty urosły do rangi, o jakiej się chyba nikomu dawniej nie śniło. Kilka lat temu żaden z polityków nie zastanawiał się pewnie nad tym, czy powinien inwestować, a jeśli - to w co, jak i kiedy. Czyżby powoli murszały stare konstrukcje? Takie, w których można było bezkarnie łączyć biznes z polityką, a politykę z poufną wiedzą, łatwym zyskiem, wielkimi pieniędzmi, układami w spółkach i diabli wiedzą, czym jeszcze.
Los nie jest sprawiedliwy. Kandydat - już nie kandydat - poślizgnął się na akcjach Orlenu, choć nie wiadomo nawet, czy sprawa rzeczywiście jest śliska. Tymczasem mnóstwo jego sojuszników i kolegów po politycznym fachu od lat się ślizga bezkarnie. I raczej na tym nie traci. Na ich tle los Pęczaka jest wyjątkiem, nie regułą. Pisałem już kiedyś w tym miejscu, że byłoby rzeczą arcyciekawą prześledzić operacje giełdowe polityków i osób z nimi związanych...