obniżona o połowę do 2010 roku. Teraz wiadomo, że jest to nierealne.
Prezydent Bush, wbrew zaleceniom Międzynarodowego Funduszu Walutowego, nie
ma zamiaru się wycofywać z przez siebie wprowadzonych cięć podatków. Cały
czas poważnym obciążeniem jest budżet wojskowy, który w najbliższych
latach ma dynamicznie rosnąć. No i jeszcze pojawił się program ponownego
lądowania na księżycu, który wg obecnych szacunków ma pociągnąć za sobą
ponad 100 mld dolarów.
Oprócz negatywnego wpływu na stan finansów federalnych bardzo często w
serwisach pojawia się problem wysokich cen ropy i benzyny. Faktycznie
notują one wartości najwyższe od lat. Tylko w tym roku cena obu towarów
wzrosła o kilkadziesiąt procent. Trzeba jednak zauważyć, że powszechne
zdawałoby się obwinianie za ten stan rzeczy Katriny jest co najmniej
dziwne. Wykresy Wykres_1.gif Wykres_2.gif przedstawiają przebieg cen
kontraktów terminowych na ropę naftową i benzynę bezołowiową. Faktycznie,
pod koniec sierpnia na obu rynkach cena zaczęła szybko rosnąć. To był
okres formowania się huraganu. Zauważmy jednak, że ceny niemal równie
szybko spadły w okolice sprzed obecności Katriny. Późniejszy wzrost (w
ostatnich dniach) to już wynik formowania się kolejnego huraganu Rity,
który właśnie gaśnie i jest już w tej chwili kwalifikowany jedynie jako
burza tropikalna. Na obu wykresach widać wyraźnie, że obwinianie natury o ń
dobiega końca i zbliża się sezon publikacji wyników finansowych. Już w
wakacje było wiadomo, że osiągnięcia nie będą równie dobre, jak w II kw.
Może się tylko zastanawiać ile firm wykorzysta klęskę żywiołową dla
usprawiedliwienia słabszego wyniku. Firmy ubezpieczeniowe mają do tego
prawo. Podobnie część przedsiębiorstw położonych bezpośrednio na terenie
dotkniętym kataklizmem, ale reszta? Takie kolosy jak Wal-Mart pewnie tego
za mocno nie odczują, a takie jak Home Depot mogą nawet w najbliższym
czasie sporo zyskać.
W takich okolicznościach we wtorek w sprawie wysokości stóp procentowych
miał zabrać głos FOMC. Tuż po nadejściu Katriny mówiło się, że istnieje
prawdopodobieństwo pozostawienia stóp na tym samym poziomie. W tym
tygodniu już takich tez nie słyszano. Ocena rynku była zgodna - stopy
zostaną po raz kolejny podniesione. Ta zgodność wynikała m.in. z analizy
wystąpień szefów kilku banków rezerwy federalnej, które miały miejsce już
po wyciszeniu się Katiny. Słowa Chicagowskiego banku ,Michaela Moskowa,
szefowej banku z San Francisco ,Janet Yelleny oraz banku z Filadelfii
Anthony`ego Santomero wyraźnie sygnalizowały, że sekwencja podwyżek stóp
nie zostanie zatrzymana. Różnica w ocenach analityków dotyczyła tego, czy
pojawią się jakieś zmiany w "wordingu" komunikatu po posiedzeniu. Rynek
finansowy oczekiwał także oceny skutków obecności Katriny.
Stopy zostały podniesione, a wymowa komunikatu poważnie się nie zmieniła.
Zdaniem banku centralnego wpływ Katriny na gospodarkę kraju będzie
ograniczony, a nadal niebezpieczeństwem jest inflacja. Potwierdziły się
zatem głosy analityków, którzy zwracali uwagę m.in. na cenowe subindeksy w
ostatnio publikowanych wskaźnikach aktywności gospodarczej oraz nastrojów
konsumentów. Nie należy także zapominać, że pomoc federalna to także
impuls, który sprzyja inflacji. O rynku nieruchomości nawet nie ma co
przypominać, bo wydaje się to już stałym elementem tej analizy. Brak
poważnych zmian w postępowaniu FOMC sugeruje, że i na najbliższym
posiedzeniu, na początku listopada, stopy zostaną podniesione o kolejne 25
pkt. bazowych.
Nastroje na rynku w USA są raczej pesymistyczne, co może być odebrane,
jako oznaka możliwej zwyżki. Gdy Katrina już ucichła Merrill Lynch
przeprowadził comiesięczną ankietę dotyczącą perspektyw światowej
gospodarki. Ankietowanych jest 300 zarządzających funduszami, a na bazie
ich odpowiedzi tworzony jest wskaźnik nastrojów. Gdy w sierpniu był on
jeszcze dodatni i wynosił +14, tak po wrześniowej ankiecie jego wartość
spadła do -26. Co ciekawe, za główny czynnik pogorszenia perspektyw uznano
wpływ huraganu Katrina na ceny surowców energetycznych (dochodzę do
wniosku, że oglądamy rożne wykresy). Zdaniem zarządzających globalny
wzrost zysku na akcję wyniesie +4,5%, podczas gdy jeszcze miesiąc
wcześniej oceniano to na +5,9%. To spora zmiana zważywszy, że klęską
został dotknięty jedynie rejon USA, co w skali globalnej jest mało
znaczące.
Nasz rynek w tym czasie był jakby odcięty od świata. Ostatnio korelacja z
rynkami zagranicznymi sprowadza się do giełd naszego regionu. Reszta liczy
się znacznie mniej. Ten tydzień przebiegał pod znakiem korekty hossy. Jak
widać na wykresie tygodniowym nie była ona zbyt głęboka Wykres_3.gif Dane
o dynamice produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej przeszły niemal
zupełnie bez echa. Większe wrażenie na inwestorach zrobiła w połowie
tygodnia informacja o zmianie lidera w sondażach parlamentarnych.
Ta nieczułość na napływające dane makro każe sądzić, że jest całkiem nie się długiej strony rynku. Taki stan rzeczy nie może trwać w
nieskończoność. Prędzej czy później (a wydaje się, że jednak prędzej) ceny
muszą nieco poważniej spaść. Rynek to nie jest miejsce do łatwego
zarabiania pieniędzy. Ostatnie tygodnie zdają się tej tezie przeczyć, ale
tylko chwilowo. Wszystko musi wrócić do normy i "średnia skomplikowania
rynku" powinna zostać osiągnięta.
Czeka nas trudny okres. Rosnąca zmienność cen sugeruje, że zbliżamy się do
szczytu czteroletniej hossy. Tym samym każdy, kto w tej chwili uczestniczy
w grze, powinien się zastanowić, czy jest sens nadal ryzykować. Kreślenie
szczytu hossy to okres specyficzny. Ruchy są tu duże i dynamiczne.
Potencjalnie istnieje okazja to szybkich zysków, ale w praktyce często
kończy się to szybkimi stratami. Warto sobie uzmysłowić, że obecność na
rynku nie jest obowiązkowa, ale obowiązkowa jest za to ochrona kapitału.
Nie należy liczyć na to, że szczyt okaże się pojedynczą szpicą. Jak uczy
nas historia, zmiana kierunku trendu z wzrostowego na spadkowy trwa kilka
tygodni. Taki scenariusz miał miejsce zarówno przy wyznaczaniu szczytu w
1994, jak i 2000 roku. Oczywiście teraz może być inaczej, ale chyba tylko
w kwestii długości tego procesu. Inicjatorzy tego wzrostu, gracze zza
granicy, posiadają teraz polskie papiery i muszą się ich jakoś pozbyć.
Kolejne rekordy są do tego wymarzoną okazją. Trzeba tylko wywołać
optymizm, a jak to zrobić prościej niż najpierw trochę postraszyć, a potem
uspokajająco poklepać po plecach? Głębsza korekta rynek przestraszy, a
uspokajająco i optymistycznie zadziałają następujące po niej rekordy.
Giełda wskoczy ponownie na czołówki tygodników, co będzie sygnałem, że
wzrost ma się ku końcowi.
Na koniec pewna uwaga. Dlaczego spodziewam się wkrótce szczytu? Argumentów
za tym jest wiele, a podam tylko najważniejsze. Po pierwsze, cała ta hossa
zdecydowanie przekracza w swojej skali optymizmu procesy zachodzące w
samej gospodarce. Po drugie, wspominany już na tych łamach układ stóp
procentowych jest coraz mniej korzystny dla Polski z każdym posiedzeniem,
czy to RPP czy FOMC, staje się on jeszcze gorszy. Wreszcie spójrzmy na
wykres zmian podaży pieniądza Wykres_4.gif W czerwcu zanotowano znaczącą
zmianę w stosunku do końcówki roku 2004. Tym samym, można przypuszczać, że
około kwartału później może pojawić się znaczący szczyt. Tak się składa,
że właśnie ten czas się zbliża. Oczywiście nie oznacza to walki z trendem.
Sama analiza podaży pieniądza nie jest podstawą do składania zleceń. Służy
ona jako pomoc przy potwierdzaniu ewentualnych sygnałów
średnioterminowych, a tych przecież jeszcze nie było. Właśnie ich brak
jest w tej chwili podstawową przesłanką do trzymania się długich pozycji.
W imię zasady, że rynek sam wskaże nam drogę.
Kamil Jaros