Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 13.11.2005 17:53

Nie będzie żadnym odkryciem stwierdzenie, że najważniejszym wydarzeniem

ubiegłego tygodnia było głosowanie nad wotum zaufania dla rządu Kazimierza

Marcinkiewicza oraz poprzedzające to głosowanie expose. Wykrystalizowanie

się koalicji parlamentarnej w składzie PiS, Samoobrona, LPR i PSL to

spełnienie się czarnych scenariuszy, podawanych ostatniego lata jako

Reklama
Reklama

straszak. Nikt wtedy poważnie nie brał takiego układu pod uwagę, a teraz

stał się on faktem. Na takim tle zachowanie naszego rynku w ostatnich dniach

zdecydowanie można określić jako mocne.

Ceny w ciągu ostatnich kilku dni właściwie nie zmieniły poziomu notowań.

Rynek kreśli małą konsolidację, co trzeba uznać za miłą niespodziankę biorąc

pod uwagę wydarzenia, jakie zaszły na scenie politycznej. Trzeba bowiem

Reklama
Reklama

uznać, że skład ugrupowań politycznych popierających rząd Marcinkiewicza nie

jest nie tylko gwarantem potrzebnych przemian i reform, ale wręcz budzi

obawy, czy w ogóle do tych reform dojdzie. Już warunki wstępne, które miały

umożliwić poparcie dla rządu sygnalizują, że postawy roszczeniowe i żądania

będą dominowały. Czy stać nas na płacenie okupu w zamian za istnienie

takiego rządu? "Nas" gdyż to przecież nie PiS z własnej kasy będzie

Reklama
Reklama

finansować np. obiecane LPR becikowe.

Pojawiły się głosy, że faktycznie ta koalicja była tylko doraźnym tworem,

który nie będzie już więcej powtarzany. Celem było powołanie rządu i został

on osiągnięty. Gdy już jest rząd, to w obecnej sytuacji parlamentarnej

trudno będzie go odwołać. Wymagałoby to koalicji PO z Samoobroną, czy LPR,

Reklama
Reklama

na co trudno sobie wyobrazić. Tym bardziej, że musiałaby ona mieć propozycję

alternatywną, co już zakrawa o fantastykę.

Wydaje się więc, że rząd ten ma całkiem spore szanse wytrzymać przez dłuższy

czas, a może i do końca kadencji. Tylko, czy można to uznać za pocieszenie?

Faktycznie politycznie będzie nieco spokojniej. Problem w tym, jaki cel chce

Reklama
Reklama

osiągnąć PiS? Przecież gra parlamentarna to nie tylko uchwalenie wotum

zaufania, ale także głosowania nad poszczególnymi ustawami. To już pociąga

za sobą konieczność klecenia kolejnych podobnych do czwartkowej koalicji, co

musi się łączyć z kolejnymi ustępstwami na rzecz partnerów. Oczywiście

wychodzę tu z założenia, że PiS ma jakiś inny cel poza samą przyjemnością

Reklama
Reklama

rządzenia. Jeśli nie chodzi tylko o dryfowanie to niestety każde głosowanie

będzie poprzedzone targami. Można się obawiać, ile będzie to nas kosztować.

Jak już ostatnio zauważyliśmy, misyjność działalności PiS pozwala temu

ugrupowaniu iść na wielkie kompromisy. Ile jest w stanie poświęcić PiS, by

osiągnąć własne cele? Już wiadomo, że gospodarka nie jest dla tej partii

priorytetem. Niestety, wiele dobrego z tego nie może wyniknąć - mamy

alternatywę rządu bez inicjatywy, lub z inicjatywą, ale pociągającą za sobą

koszty, których akurat teraz powinniśmy unikać.

Perspektywa jest raczej przygnębiająca. Przyznam, że dla mnie jest to dość

dobry powód do oczekiwania na większy spadek cen. Rynek antycypuje przyszłe

wypadki, a te nie zapowiadają się dobrze. Wprawdzie najbliższy rok może być

jeszcze neutralny, to przyszły jest jedną wielką niewiadomą. Chodzi tu

zarówno o układ budżetu na 2007 rok, ale także choćby problem obsadzenia

szefa banku centralnego. Padające w ust nowego Prezydenta słowa "Balcerowicz

musi odejść" nie pozostawiają cienia wątpliwości, że obecny szef NBP

zakończy swoją misję. Pytaniem otwartym pozostaje kwestia, kto będzie jego

następcą, a raczej na ile będzie to osoba dyspozycyjna w stosunku do obecnej

ekipy rządzącej.

Tak nakreślone tło nie pozostawia wielkiego pola do optymizmu. Można

wprawdzilnymi rozwiązaniami szkodliwymi dla

gospodarki.

Jedno trzeba stwierdzić z całą pewnością - nie jest to układ wymarzony przez

uczestników rynków finansowych. Tym samym wymagana premia za ryzyko

posiadania polskich aktywów będzie prawdopodobnie większa, niż by to miało

miejsce przy współrządzeniu PO. Propozycje zmian w podatku dochodowego od

osób fizycznych mogą nie wystarczyć. Zresztą już teraz mówi się o możliwości

wprowadzenia forsowanej przez Samoobronę propozycji trzeciej stawki 50% dla

osób o najwyższych dochodach. Takie ruchy o zacięciu populistyczno-socjalnym

z pewnością nie pomogą w odzyskaniu zaufania u inwestorów, a przecież na tym

zaufaniu powinno rządowi zależeć. Większa premia za ryzyko, to większe

koszty obsługi długu, a tym samym mniejsza pula na pozostałe wydatki, jakie

by one nie były.

Perspektywa gospodarcza nie jest zachęcająca i sprzyja wątpliwościom. Spadek

cen akcji w takiej sytuacji byłby usprawiedliwiony. Tymczasem na naszym

rynku wykreślona została konsolidacja. Czy oznacza to, że rynek się nie boi?

Myślę, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Rynek został w pewnym

sensie zaskoczony. Na początku przez długo czas mówiło się o koalicji

PO-PiS. To był jeden z czynników wzrostu cen. Liczono, że PO coś zmieni.

Potem okazało się, że może to być koalicja PiS-PO. Rozmowy trwały, ale cały

czas gdzieś na końcu oczekiwano porozumienia. Chyba większość mimo wszystko

liczyła na zdrowy rozsądek, że populistyczne hasła PiS z wyborów zostaną

nieco przycięte do realiów. Myślę, że niewiele osób poważnie brało pod uwagę

koalicję, jaką mamy teraz. W ciągu tygodnia wszystko się przewróciło do góry

nogami. Wygląda na to, że gdy cały kraj przyglądając się letnim sondażom

liczył głosy przyszłej koalicji POPiS, Jarosław Kaczyński liczył także głosy

koalicji PiS, Samoobrony, LPR i PSL. Nasze szczęście, że nie mówił tego

głośno, bo rynki prawdopodobnie zareagowałyby zupełnie inaczej na wynik

wyborów.

Tak czy inaczej wygląda na to, że spora grupa inwestorów obudziła się z ręką

w nocniku. Można stwierdzić, że znaczna ich część to inwestorzy zagraniczni,

którzy posiadają aktywa w otoczeniu, które nie jest już tak sprzyjające.

Pozostaje im rozpocząć plan ewakuacji. W takich sytuacjach panika nie jest

dobrym rozwiązaniem. Tym bardziej, że najbliższe miesiące nie muszą oznaczać

katastrofy. Budżet jest już opracowany i nowa ekipa może w nim niewiele

zmienić. Tym samym ramy finansowe działalności na przyszły rok pozostają w

miarę znane. Zyskuje się tym samym czas na spokojne zredukowanie pozycji.

Myślę, że właśnie ten spokój i przeświadczenie, że na wyjście z rynku będzie

czas sprawiło, że nie mamy nerwowych ruchów na rynku akcji.

Pozostaje się zastanowić, co oznacza to mała konsolidacja? Czy to tylko

korekta październikowego spadku cen, czy też powrót do trendu wzrostowego,

gdzie październikowy spadek był tylko korektą. Mając na uwadze ostatnie

wydarzenia w sferze polityki, można odnieść wrażenie, że scenariusz spadkowy

ma znacznie więcej argumentów za sobą. Kto będzie kupował papiery, gdy

szykuje nam się rząd populistyczno-roszczeniowy? Faktycznie perspektywa nie

jest zbyt dobra, ale tu argumentem pozostaje fakt istnienia wspomnianego

okresu ochronnego.

Sygnały płynące z rynku nie są jednak tak jednoznacznie negatywne. Nie

chodzi tu już nawet o sam fakt konsolidacji, ale także o zachowanie się

innych zmiennych opisujących stan walki popytu z podażą. Na szczególną uwagę

zasługuje liczba otwartych kontraktów, bo tu może być najciekawsze

wskazówka. Przyjrzyjmy się jej zachowaniu w czasie wzrostu cen sprzed dwóch

tygodni. Ownie dynamiczny spadek LOP,

co wynika z faktu, że zwyżka była jedynie efektem zamykania krótkich

pozycji.

W naszym wypadku LOP rosła, a zatem wzrost był wynikiem pojawienia się na

rynku nowego kapitału, a nie tylko strachu niedźwiedzi. Ten wzrost LOP w

czasie zwyżki cen jest argumentem za oczekiwaniem na dalszy ruch w górę.

Dlaczego więc ceny nie rosną? Niedźwiedziom wpadło w ręce kilka dobrych

argumentów za spadkami i skwapliwie z tego korzystają. Tym bardziej, że

wspomniana zwyżka sprzed dwóch tygodni zaprowadziła ceny do poziomu

zniesienia 61,8% poprzedniego spadku, a więc (zapominając o LOP) nadal

uznawana jest za korektę.

Moje zdanie jest odmienne. Ja nadal trzymam się zdania, że to właśnie

październikowy spadek cen był jedynie korektą wzrostu. Świadczy o tym choćby

jego skała, która przecież nie była znacząca w porównaniu z poprzednimi

wzrostami cen. Dwie czarne świece na wykresie tygodniowym, moim zdaniem, nie

są wystarczającym powodem, by przekreślać dorobek byków. Tym samym nadal

obowiązującym pozostaje nastawienie bycze.

Myślę, że właśnie ścieranie się tych dwóch wniosków prowadzi do wahań cen w

dość wąskim przedziale. W efekcie mamy konsolidację. Nie jest to bynajmniej

okres spokoju. Wewnętrznie rynek się napina, by w końcu wystrzelić poza

obszar konsolidacji. Zauważmy, że cały czas rośnie LOP. Tym samym, rośnie

polaryzacja oczekiwań i zaangażowanego kapitału. Jak zwykle w takich

wypadkach, jak już dojdzie do wybicia, to można spodziewać się dynamicznego

ruchu, który będzie wynikał także z zamykania stratnych pozycji.

Jak zwykle w konsolidacjach, niewiadomym pozostaje kierunek wybicia. Każdy

ma swoje przesłanki, ale nie ma tu wskazówek rozstrzygających. W sumie nie

powinno to dziwić, bo inaczej nie dochodziłoby do konsolidacji. Mimo tych

ograniczeń, skłaniam się ku tezie, że wybicie nastąpi górą. Przekonują mnie

do tego przynajmniej dwa czynniki. Pierwszym jest wcześniejszy wzrost cen,

który kreślenie konsolidacji poprzedzał. Skoro po takim dynamicznym wzroście

rynek kreśli konsolidację, a nie spada, to można tu mówić raczej o jego

sile, a samą konsolidację brać rodzaj formacji flagi Wykres_1.gif

Drugim czynnikiem, nie mniej ważnym jest stan rynkowych nastrojów. Tu cały

czas notuje się ujemną bazę Wykres_2.gif Właściwie można by się było

przyzwyczaić, gdyby nie przeświadczenie, że to jest ułomność naszego rynku.

Ujemna baza to wskazówka, że na rynku terminowym panują raczej ponure

nastroje, czemu właściwie nie można się dziwić zważywszy na okoliczności.

Rynek rządzi się jednak swoimi prawami i wcale nie musi zachowywać się

racjonalnie. Ten widoczny pesymizm wskazuje, że potencjał spadku jest

ograniczony. Rynek ma tendencję do wykonywania większych ruchów w kierunku,

który nie był spodziewany. Skoro tak, to większy potencjał na sukces ma

scenariusz wzrostowy. Nie zapominajmy także, że mamy za sobą formację

podwójnego dna. Na razie nie doszło nawet do testu poziomu wybicia.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama