Niedawno prezes Lubawy Witold Jesionowski w rozmowie z nami podtrzymał deklaracje, zgodnie z którymi spółka może w tym roku powtórzyć zeszłoroczne - bardzo dobre - rezultaty. W 2004 roku przedsiębiorstwo miało ponad 3 mln zł zysku i przeszło 30 mln zł przychodów. Wczoraj z prezesem nie udało nam się skontaktować. Na razie sprawdziły się nasze informacje, że III kwartał będzie dużo lepszy niż dwa poprzednie i że firma będzie miała narastająco około 2 mln zł zysku netto. Od lipca do września powiększyła zarobek o 1,7 mln zł, do 2,1 mln zł. Choć przychody były sporo niższe niż w III kwartale 2004 r. (4,9 mln zł w porównaniu z 7,5 mln zł, narastająco 11,1 mln zł wobec 16,2 mln zł), to zysk netto okazał się prawie o 0,6 mln zł wyższy.

Podstawowa działalność nie była tak dochodowa jak przed rokiem. Wzrost zysku netto jest zasługą tzw. pozostałych przychodów operacyjnych, być może wynikających z zamknięcia niektórych projektów inwestycyjnych. Żeby spełnić obietnice, giełdowa spółka - produkująca m.in. namioty i kamizelki kuloodporne oraz handlująca sprzętem sportowym - musi w końcówce roku zarobić co najmniej kilkaset tysięcy złotych. Przed rokiem ta sztuka jej się udała.

Skonsolidowane przychody Lubawy po trzech kwartałach wynoszą ponad 12 mln zł, a zysk netto 3,2 mln zł (2,1 mln zł przed rokiem), z czego 2,9 mln zł udało się wypracować w III kwartale. Jednocześnie grupa ma narastająco niewielką stratę ze sprzedaży. Skąd więc zatem bardzo wysoki zarobek? Tu na pewno daje o sobie znać zamknięcie niektórych projektów, a zwłaszcza niedawna sprzedaż przez firmę zależną - Sarmatę - nieruchomości. W skonsolidowanym rachunku wyników uwagę zwracają nie tylko pozostałe przychody operacyjne, ale przede wszystkim wysokie przychody finansowe, będące skutkiem zaksięgowania 3,1 mln zł zysku ze zbycia inwestycji.

Kurs Lubawy, który w ostatnich tygodniach szybko rósł, mimo początkowego silnego spadku zyskał wczoraj 0,7%. Wyniósł 29,4 zł.