Reklama

Co dalej z Elektrim em?

"Nie ma takich opresji, z których Elektrim, przy pomocy Auksyliów Niebieskich oraz wsparcia zastępów własnych jurystów i akcjonariuszy wiernych obronną ręką na chwałę Rzplitej by nie wyszedł" - pisał dwa lata temu wieloletni prawnik konglomeratu do wieloletniej rzeczniczki spółki, trawestując Sienkiewicza. Czy miał rację?

Publikacja: 19.12.2005 08:59

Elektrim, jedna z najstarszych firm giełdowych (zadebiutowała na GPW w 1992 r.) znowu jest w opałach. Fani losów konglomeratu, arcyciekawych, pełnych absurdu, naszpikowanych skandalami i procesami, mają na pewno nadzieję, że i tym razem wyjdzie z nich obronną ręką. Przeciwnie: wierzyciele, kontrahenci i zmęczeni "brazylijskim" serialem czytelnicy. Dziś warszawski Sąd Rejonowy przy Marszałkowskiej rozpatrzy wniosek o upadłość Elektrimu, a (dopiero) w środę inny skład sędziowski pochyli się nad ważnym z punktu widzenia wypłacalności konglomeratu dokumentem. Wyniki obu rozpraw mogą okazać się kluczowe dla dalszego istnienia spółki. A przypomnijmy, że swego czasu Elektrim był jedną z lokomotyw polskiej giełdy. Miał największy udział w indeksie WIG20, w skład którego wchodziły tzw. blue chips. W najlepszych czasach - w marcu 2000 r. - kurs Elektrimu wynosił prawie 75 zł (historyczne maksimum). Teraz waha się wokół zaledwie 3 zł.

Co na wokandzie

O upadłość giełdowej firmy, drugi raz w tym roku, wnioskuje Law Debenture Trust (LDT), powiernik obligacji konglomeratu. W maju sąd układowo-upadłościowy oddalił wniosek LDT, stwierdzając, że spór powinien zostać rozstrzygnięty w Londynie.

Teraz sprawa wróciła do Polski. Podpierając się orzeczeniami angielskich sądów obligatariusze spółki wskazują, że Elektrim na początku tego roku naruszył warunki papierów i w związku z tym już wówczas powinien był je wykupić. Wierzyciele co tydzień naliczają odsetki za zwłokę i według ich obliczeń spółka winna jest im już ponad 480 mln euro, których nie spłaca, bo nie ma z czego. Aktywa, które mogłaby spieniężyć, są albo sporne, albo zajęte.

Dlatego pełnomocnicy LDT będą dziś domagać się ogłoszenia upadłości Elektrimu. Z kolei przedstawiciele konglomeratu z pewnością złożą wniosek o odroczenie rozprawy do momentu, gdy zostanie ustalone, co składa się na majątek spółki. To, jak wiele wydarzeń w historii firmy, nie jest jasne.

Reklama
Reklama

Niepłynny majątek

Zarząd Elektrimu oraz kontrolujący spółkę od dwóch lat Zygmunt Solorz-Żak, właściciel Polsatu - jednej z dwóch polskich prywatnych stacji telewizyjnych - uważają, że konglomerat posiada prawie połowę udziałów Polskiej Telefonii Cyfrowej (PTC). Cały operator sieci Era i Heyah jest wyceniany na kilkanaście miliardów złotych. Problem w tym, że aktywa te, nawet jeśli uznać, że giełdowa firma ma do nich prawo, nie są płynne. Są sporne i zajęte.

Nie tylko Elektrim uważa się za właściciela tych papierów. Podobnie twierdzą Elektrim Telekomunikacja (ET, spółka kontrolowana przez francuski koncern Vivendi Universal, kiedyś znaczącego, a teraz mniejszościowego akcjonariusza Elektrimu) i Deutsche Telekom (DT). Ta sytuacja to pokłosie orzeczenia Trybunału Arbitrażowego z Wiednia wydanego rok temu, po kilku latach sporu między Elektrimem, ET popieranym przez Vivendi i DT.

ET uważa się za prawowitego właściciela udziałów na mocy umów inwestycyjnych z Elektrimem z 1999 i 2001 r. Jednak Trybunał zakwestionował skuteczność aportu, wniesionego przez giełdowy konglomerat do ET. Z kolei DT podnosi, że wykonał opcję call i odkupił udziały PTC należące do Elektrimu w tym roku.

Kwestia interpretacji

Elektrim i ET różnie interpretują treść orzeczenia i przykładają wagę do różnych jego zapisów. Dla giełdowej firmy najistotniejszy jest punkt mówiący, że zawsze był i jest właścicielem 48% udziałów PTC. Dla ET zaś fragment mówiący o tym, że Elektrim jest zobowiązany odzyskać te udziały, co oznacza, że to ET jest w ich posiadaniu. Prawnicy strony francuskiej podkreślają też konsekwentnie, że Trybunał przyznał, iż nie ma jurysdykcji nad ET, co oznacza, że ET wyrok nie wiąże. Bzdura - odpowiadają Z. Solorz-Żak i Elektrim. Podkreślają, że ET cały czas był stroną postępowania, a brak jurysdykcji Trybunału wynika z treści uzasadnienia wyroku.

Reklama
Reklama

Różne interpretacje orzeczenia z Wiednia sprawiły, że DT wystąpił do Trybunału o wyjaśnienie kwestii. Zainteresowani nie spotkali się w pierwszym wTrybunał drugiego na razie nie wyznaczył.

Przed rozprawą o uznanie

Brak jasności nie przeszkadza Elektrimowi starać się, aby wyrok Trybunału został uznany na terenie Polski. Do tego potrzebna jest decyzja polskiego sądu. Ten wydał ją w lutym, ale została zakwestionowana przez ET. Dlatego w najbliższą środę sąd okręgowy ponownie rozpatrzy wniosek Elektrimu o częściowe uznanie wiedeńskiego wyroku.

Tym razem w rozprawie wezmą też udział prawnicy ET. Można domyślać się, jaką linię obrony przyjmą. Niedawno ET zamieścił w prasie ogłoszenia, w których podał, że Elektrim "deformuje" wyrok z Wiednia. W internecie krążyła też multimedialna prezentacja, w której nożyczki odcinały część wyroku, tak jak to zrobił - zdaniem ET - Elektrim.

Nie forma przekazu oburzyła najbardziej Z. Solorza-Żaka i Elektrim. W ogłoszeniach prasowych ET wydawało się tłumaczyć wyrok z Wiednia w następujący sposób: "Elektrim już nie jest właścicielem udziałów PTC". Skąd taka interpretacja? Przedstawiciel ET odpowiadający za PR w tej sprawie skierował nas do prawnika firmy. Ten odmówił komentarza, twierdząc, że "nie zajmuje się PR-em".

Elektrim odpowiedział na ogłoszenie ET własnym. ET opublikowało kolejne.

Reklama
Reklama

W efekcie, w ubiegłym tygodniu Elektrim wystosował pismo do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, skarżąc się na działania ET. Zarząd firmy zwrócił się do przewodniczącego KPWiG o "niezwłoczne wszczęcie stosownych i przewidzianych prawem kroków". "Publikowanie oczywistej nieprawdy, poprzez przedstawianie (...) wycinkowej intepretacji wyroku wiedeńskiego potęguje ryzyko upadłości giełdowej spółki Elektrim, wprowadza w błąd rynek i jest działaniem na szkodę inwestorów" - napisali Piotr Nurowski, p.o. prezesa Elektrimu i wiceprezes Roman Jarosiński.

Era niezgody

Era GSM, sieć PTC, niemal od samego początku istnienia budziła emocje, a relacje między jej właścicielami często pozostawały tajemnicą. Elektrim i Deutsche Telekom należą do grona inwestorów założycieli PTC. W 1995 r. polska firma posiadała 32,5% udziałów operatora Ery, a DT Mobil 22,5%. Pozostałymi właścicielami komórkowej firmy byli Kulczyk Holding (4,8%), BRE Bank (5%), TUiR Warta (4,1%) i amerykańska spółka US West (niedługo potem kupił ją DT). W 1998 r. londyńskie City zagotowało się ze złości, gdy okazało się, że od dwóch lat Kulczyk Holding posiada prawo odkupienia 6,5% udziałów PTC od Elektrimu dużo taniej, niż wynosiła cena rynkowa. Nawet bank inwestycyjny Merrill Lynch odwrócił się wówczas od konglomeratu (o którym jeszcze niedawno wyrażał się pochlebnie) i zalecał kupowanie jego papierów. Wzburzenie inwestorów kosztowało stanowisko pierwszego prezesa (wcześniej wieloletniego dyrektora generalnego) Elektrimu, Andrzeja Skowrońskiego. Akcjonariusze wymusili jego odejście pod koniec 1998 r., mimo że Kulczyk Holding w końcu zrezygnował z przysługującej mu opcji. Za odstąpienie od niej Elektrim musiał mu zapłacić 25 mln USD.

"Baśka miała fajny..." gest

Po odejściu A. Skowrońskiego na krótko zarządzanie Elektrimem przejął Ryszard Jacyna, oddelegowany z rady nadzorczej. Po nim nastały czasy Barbary Lundberg, Amerykanki zarządzającej i inwestującej z gestem. Za jej kadencji Elektrim podążał za obowiązującą modą i wydawał krocie na budowanie wizerunku firmy nowych technologii. B. Lundberg koncentrowała się na inwestycjach w firmy telekomunikacyjne i internetowe. "Sprzedała" (w transakcji z Warsaw Equity Holding) ponad 70 firm nie pasujących do trendu. Tymczasem długi Elektrimu rosły. Prezes Lundberg z sukcesem znajdowała sposób na kolejne zakupy. Elektrim pożyczył pieniądze od Vivendi, aby następnie przeznaczyć je na dokupienie kilkunastoprocentowego pakietu udziałów PTC od BRE Banku i Kulczyk Holding za blisko 680 mln USD. Transakcję oprotestował DT, powołując się na przysługujące mu prawo pierwokupu papierów członków konsorcjum założycielskiego PTC. Skierował sprawę do Trybunału Aribtrażowego w Wiedniu.

Reklama
Reklama

Do zasług prezes Lundberg należało uplasowanie obligacji Elektrimu wartych 440 mln USD na międzynarodowych rynkach (spółka do tej pory ich nie spłaciła). Nie lada talentu trzeba było też, aby - mimo arbitrażu z Niemcami - sprzedać Vivendi Universal 49% udziałów Elektrimu Telekomunikacja (Elektrim wniósł do ET 48% udziałów PTC) i pozostawić Francuzów bez kontroli nad komórkowym operatorem na kilkanaście miesięcy. DT oprotestował także i te operacje.

Dopiero zarząd Elektrimu kierowany przez Waldemara Siwaka, następcę B. Lundberg, podpisał z Vivendi tak zwaną Trzecią Umowę Inwestycyjną i pozycja Francuzów uległa diametralnej zmianie. Elektrim przekazał kolejne 2% udziałów ET wehikułowi Ymer Finance. Vivendi dopiero po latach, i tylko jeden raz, przyznało, że konsoliduje Ymer i ma na niego wpływ. Przez długi okres utrzymywało, że Ymer działa w niezależny sposób, co pozwoliło koncernowi sprawować władzę w ET. Otwarcie (i dopiero w 2003 r.) wystąpił przeciwko temu układowi Z. Solorz-Żak, a Elektrim wypowiedział Vivendi feralną umowę.

Pod koniec 2001 r. W. Siwak i Jacek Walczykowski, wiceprezes Elektrimu, podjęli działania zmierzające do zawarcia układu z wierzycielami.

Pamiętny rok 2002

Dopiero kolejny rok przyniósł - nie bez trudu - przełom. W tym okresie Elektrimem ponownie zainteresował się BRE Bank, który skupił bezpośrednio i pośrednio znaczący pakiet akcji konglomeratu. Powodem zainteresowania spółką były, jak zawsze, jej aktywa telekomunikacyjne w ET. Firmę tę chcieli kupić od Elektrimu także wierzyciele, posiadacze obligacji. Jednak konglomerat uznał, że cena, jaką proponują, jest zbyt niska.

Reklama
Reklama

W 2002 r. rządy nad Elektrimem trzykrotnie przechodziły w ręce nowego prezesa. Każdy z nich zasłynął z czego innego. Jacek Krawiec - z umów z firmami zewnętrznymi opiewającymi na 15 tys. euro (limit ustalony przez wierzycieli), którym zlecał badanie, czy banki dobrze naliczają odsetki oraz prognozowanie kursu euro. Maciej Radziwiłł, negocjując restrukturyzację zadłużenia Elektrimu z obligatariuszami, 13 września złożył wniosek o upadłość spółki. Był to pierwszy tego rodzaju wniosek złożony przez zarząd konglomeratu. Obserwatorzy komentowali wówczas, że stanowił element gry psychologicznej. O tym, czy przyniosła efekty, mógł przekonać się dopiero Wojciech Janczyk. M. Radziwiłł został odwołany na kilka dni po pamiętnym 13 września, a W. Janczyk opowiadał potem mediom, że sam wynegocjował z obligatariuszami warunki umowy restrukturyzacyjnej. Podpisano porozumienie, w którym niemal cały majątek Elektrimu (z wyjątkiem Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin) stał się zabezpieczeniem spłaty obligacji, a w skład zarządu konglomeratu weszła osoba wskazana przez obilgatariuszy. Miała prawo wetowania uchwał zarządu konglomeratu. Wierzyciele uzyskali m.in. zastaw na udziałach ET należących do Elektrimu.

Pod koniec 2002 r. BRE Bank zaczął wycofywać się z inwestycji w Elektrim. Po kilku miesiącach jego miejsce zajął Z. Solorz-Żak i grupa Polsatu. On również interesował się przede wszystkim cennymi aktywami telekomunikacyjnymi Elektrimu. Początkowo w kooperacji ze znanym, choć rzadko widocznym na łamach mediów inwestorem - Yaronem Brucknerem. Ostatecznie jednak Z. Solorz-Żak wszedł do Elektrimu sam. Przynajmniej oficjalnie, bo od samego początku jego ruchy naśladowała firma TCF należąca do Leszka Maciusowicza.

Miał nosa, czy nie

Razem z wejściem do Elektrimu właściciela Polsatu, w inwestorów giełdowych wstąpiła znowu nadzieja na to, że firma wyjdzie na prostą. Wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku. Elektrim wygrał pierwszy arbitraż wytoczony mu przez Deutsche Telekom. Świadczy o tym chociażby korespondencja profesora Stanisława Sołtysińskiego z kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak z Ewą Bojar, rzecznikiem Elektrimu, której treść cytujemy na początku tekstu. Z. Solorz-Żak mówił wówczas, że "miał nosa".

Nie był to jedyny spór toczony przez konglomerat w czasie, gdy jego akcjonariuszem był już Z. Solorz-Żak. Inwestor zaognił też stosunki Elektrimu z obligatariuszami (kierowana przez niego rada nadzorcza zawiesiła w obowiązkach członka zarządu, którego wskazali).

Reklama
Reklama

W 2002 r., gdy kolejne zarządy firmy próbowały porozumieć się z wierzycielami, DT złożył w Wiedniu wniosek o uznanie, że sytuacja gospodarcza Elektrimu pogorszyła się w znaczący sposób. Gdyby arbitrzy to przyznali, DT mógłby przejąć tanio udziały w PTC w ramach opcji call.

Tę kwestię Trybunał rozstrzygnął w listopadzie 2004 r., orzekając, że naruszenia nie było, ale może wystąpić, jeśli w ciągu dwóch miesięcy Elektrim nie "odkręci" przeszłości i nie odzyska udziałów PTC. Jednocześnie wiedeńscy arbitrzy uznali, że wniesienie udziałów PTC do ET kilka lat temu było nieskuteczne i Elektrim w każdym czasie był właścicielem tych papierów.

Elektrim ochoczo zabrał się do "odkręcania" przeszłości. Wiedział m.in., że musi wystąpić o uznanie wyroku z Wiednia przez polski sąd oraz doprowadzić do zmian w rejestrowych dokumentach PTC.

DT uznało, że nie zdążył na czas i deklaruje, że zrealizowało opcję call na zakup udziałów PTC od konglomeratu (choć warto w tym miejscu pamiętać, że mimo tych deklaracji toleruje przedstawicieli Elektrimu we władzach PTC i nadal nie zdecydował się wykazać kontrolnego pakietu Ery w sprawozdaniach finansowych).

ET i Vivendi twierdzą, że 48-proc. pakiet jest ich, bo Trybunał w Wiedniu orzekł, iż nie ma jurysdykcji nad ET, a poza tym Francuzi przypominają, że sporo zainwestowali.

Jak już wspomnieliśmy, podjęto próbę uzyskania odpowiedzi na pytanie, co dokładnie miał na myśli Trybunał w orzeczeniu z listopada 2004 r. Jak się wydaje, stronom nie spieszy się, by uzyskać na nie odpowiedź.

Spieszy się natomiast obligatariuszom, domagającym się upadłości Elektrimu. Liczą, że w ten sposób przejmą kontrolę nad 49% ET. Dlatego są zgodni z Vivendi: żeby mogli odzyskać pieniądze wyłożone na obligacje Elektrimu, to ET musi być właścicielem 48% PTC.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama