Prymus należał w całości do Krzysztofa Moski - od niedawna także znaczącego akcjonariusza Lubawy (razem ze spółką zależną ma 7%, sam - ponad 5% kapitału). Giełdowa spółka przejęła od niego udziały, za które zapłaciła w sumie 3,15 mln zł. Ponadto objęła nowe udziały w ramach podwyższenia kapitału. Kosztowały ją 2,6 mln zł. W efekcie ma 200 udziałów, czyli połowę wszystkich.
Teraz fuzja?
Do końca czerwca Lubawa ma jednak zamiar zwołać WZA w sprawie połączenia z Prymusem. Do fuzji mogłoby dojść - jak informuje zarząd - w ten sposób, że giełdowa firma przejęłaby 200 udziałów Prymusa, wydając w zamian własne akcje. Krzysztof Moska otrzymałby do 600 tys. walorów Lubawy (maksymalnie 6 mln sztuk, jeśli 9 lutego NWZA przedsiębiorstwa uchwali podział papierów w stosunku 1 do 10). Bieżąca wartość rynkowa takiego pakietu to 24 mln zł. Aktualnie kapitał Lubawy dzieli się na 2,9 mln akcji. To oznacza, że w ramach fuzji z Prymusem spółka może podwyższyć kapitał o ponad 20%.
Gdyby K. Moska objął 600 tys. walorów, miałby już z tego tytułu ponad 17-proc. udział w podwyższonym kapitale. Do tego doliczyć trzeba akcje, które sam zgromadził do tej pory (ponad 145 tys.). W efekcie dysponowałby ponad 21-proc. pakietem. Dla porównania, obecny największy akcjonariusz Lubawy Krzysztof Fijałkowski ma 421 tys. papierów (14,5% kapitału i 12% - gdyby uwzględnić planowaną emisję 600 tys. papierów). Pozycję K. Moski wzmacnia fakt, że ponad 6% akcji Lubawy dysponuje teraz Ewa Kobosko, prezes Prymusa.
W wyniku wchłonięcia Prymusa Lubawa stałaby się także właścicielem 57,6 tys. akcji własnych, chyba że do tego czasu zmienią właściciela. Co z nimi zrobi? - Są różne interpretacje przepisów. Mówią o konieczności zbycia takich akcji w ciągu pół roku lub roku, ale także o możliwości ich zatrzymania. Musimy rozważyć tę kwestię - mówi Witold Jesionowski, prezes Lubawy.