Dla większości Polaków wyjście do restauracji nadal jest związane ze specjalną okazją. Częściej chodzimy do pizzerii, pubu czy na hamburgera. Powoli przyzwyczajamy się do jedzenia poza domem. (W dużych miastach, z uwagi na długie godziny pracy, jest to często nie przejaw zamożności, a konieczność). Nadal jednak daleko nam do USA i rozwiniętych gospodarek Europy. Amerykanin je poza domem ok. 150 razy w ciągu roku. Anglik, Francuz, Włoch lub Niemiec od 50-70 razy. W Polsce brakuje takich statystyk. Szacunki specjalistów z branży mówią, że średnio robimy to kilka razy w roku. Najczęściej poza domem jadają mieszkańcy dużych miast.
Dobre perspektywy
Skłonność do korzystania z usług gastronomicznych zależy głównie od zamożności społeczeństwa. Jednak istotna jest też kwestia przyzwyczajeń i tradycji. Zarówno przyzwyczajenia, jak i tradycja ostatnio się zmieniają. - Sytuacja na polskim rynku gastronomicznym jest trochę lepsza od stanu gospodarki, i w ostatnich latach rośnie on nieco szybciej niż PKB - ok. 5-7% - mówi Piotr Mikołajczyk, prezes Sfinksa. Wartość rynku usług gastronomicznych w 2005 r. była szacowana na 16,7 mld zł. W 2008 r. ma sięgnąć 18,23 mld zł. Wydatki na wizyty w restauracjach i jedzenie poza domem stanowią niewielką, 5-proc., część budżetu przeznaczanego na żywność ogółem. W Niemczech jest to 35%, a w USA 50%. Zdaniem Wojciecha Mroczyńskiego, dyrektora zarządzającego AmRestu (operatora sieci KFC i Pizza Hut), udział ten będzie dynamicznie rósł.
Zmiana zwyczajów
- Coraz częściej zauważalne są zmiany przyzwyczajeń konsumpcyjnych. Polacy częściej jedzą w restauracjach i w ogóle poza domem. Myślę, że pod tym względem będziemy zmierzać w kierunku wytyczonym przez kraje zachodnie - mówi Wojciech Mroczyński. - Szczególnie wyraźnie widoczne są zmiany w mentalności młodszego pokolenia, które - zwłaszcza w dużych miastach - coraz częściej chodzi do placówek gastronomicznych - dodaje Piotr Mikołajczyk.