Reklama

Więcej pizzy i hamburgerów

Wzrost zasobności, brak czasu i zmiana przyzwyczajeń - te czynniki sprawiają, że Polacy coraz więcej jadają poza domem. Najczęściej w barach szybkiej obsługi i restauracjach typu casual dinnig (średniej klasy z obsługą). Nasz rynek ma duże możliwości rozwoju - przyznają reprezentanci największych sieci fast-foodów.

Publikacja: 06.02.2006 08:35

Dla większości Polaków wyjście do restauracji nadal jest związane ze specjalną okazją. Częściej chodzimy do pizzerii, pubu czy na hamburgera. Powoli przyzwyczajamy się do jedzenia poza domem. (W dużych miastach, z uwagi na długie godziny pracy, jest to często nie przejaw zamożności, a konieczność). Nadal jednak daleko nam do USA i rozwiniętych gospodarek Europy. Amerykanin je poza domem ok. 150 razy w ciągu roku. Anglik, Francuz, Włoch lub Niemiec od 50-70 razy. W Polsce brakuje takich statystyk. Szacunki specjalistów z branży mówią, że średnio robimy to kilka razy w roku. Najczęściej poza domem jadają mieszkańcy dużych miast.

Dobre perspektywy

Skłonność do korzystania z usług gastronomicznych zależy głównie od zamożności społeczeństwa. Jednak istotna jest też kwestia przyzwyczajeń i tradycji. Zarówno przyzwyczajenia, jak i tradycja ostatnio się zmieniają. - Sytuacja na polskim rynku gastronomicznym jest trochę lepsza od stanu gospodarki, i w ostatnich latach rośnie on nieco szybciej niż PKB - ok. 5-7% - mówi Piotr Mikołajczyk, prezes Sfinksa. Wartość rynku usług gastronomicznych w 2005 r. była szacowana na 16,7 mld zł. W 2008 r. ma sięgnąć 18,23 mld zł. Wydatki na wizyty w restauracjach i jedzenie poza domem stanowią niewielką, 5-proc., część budżetu przeznaczanego na żywność ogółem. W Niemczech jest to 35%, a w USA 50%. Zdaniem Wojciecha Mroczyńskiego, dyrektora zarządzającego AmRestu (operatora sieci KFC i Pizza Hut), udział ten będzie dynamicznie rósł.

Zmiana zwyczajów

- Coraz częściej zauważalne są zmiany przyzwyczajeń konsumpcyjnych. Polacy częściej jedzą w restauracjach i w ogóle poza domem. Myślę, że pod tym względem będziemy zmierzać w kierunku wytyczonym przez kraje zachodnie - mówi Wojciech Mroczyński. - Szczególnie wyraźnie widoczne są zmiany w mentalności młodszego pokolenia, które - zwłaszcza w dużych miastach - coraz częściej chodzi do placówek gastronomicznych - dodaje Piotr Mikołajczyk.

Reklama
Reklama

Liczba transakcji zawartych w 2005 r. w placówkach gastronomicznych przekroczyła 88 tysięcy. Oczekuje się, że za dwa lata wzrośnie ona do blisko 93 tys. Przyzwyczajenia i preferencje zmieniają się także w innym aspekcie. Grupy klientów, z uwagi na coraz bogatszą ofertę, już przebierają w typach lokali. Następuje segmentacja rynku. - Dzieci i podróżni, szczególnie zmotoryzowani, preferują restauracje McDonald's, a młodzież pizzerie, bary i puby. Ludzie z bardziej zasobnym portfelem natomiast, w wieku 20-35 lat, preferują restauracje casual dinning na co dzień, a od święta i przy okazjach nadzwyczajnych restauracje tzw. obrusowe, wyższego segmentu - mówi prezes Sfinksa.

Trudne początki

Wartość średniej transakcji w gastronomii jest niska - ok. 10 zł. Mniej więcej taki jest koszt zestawu w barze szybkiej obsługi. To najczęściej odwiedzany typ placówek gastronomicznych (nie tylko w naszym kraju).

Na początku lat 90. do Polski weszło kilka sieci restauracji szybkiej obsługi. Pojawiły się: McDonald's, Burger King, KFC, Taco Bell, Wendy's. Nie wszystkim udało się przetrwać. Ograniczona siła nabywcza Polaków, brak lokalnych dostawców i błędy w zarządzaniu spowodowały, że do dziś przetrwały właściwie tylko dwie sieci szybkiej obsługi: McDonald's i Kentucky Fried Chicken (KFC).

Nie tylko hamburgery

Podobnie jak w wielu innych krajach, również w Polsce pierwsze miejsce wśród barów szybkiej obsługi zajmuje McDonald's (209 placówek, z czego 41 działa na zasadzie franczyzy). To niewiele, biorąc pod uwagę, że we Francji jest ich 1059, w Niemczech - 1267, Wielkiej Brytanii - 1259, Hiszpanii - 357, a na Węgrzech - 89. - Uwzględniając obecność naszej sieci w Polsce oraz zamożność społeczeństwa, oceniam, że perspektywy rozwoju są dobre - twierdzi Krzysztof Kłapa, odpowiedzialny za kontakty z mediami w McDonald's. Dodaje, że plany na ten rok zakładają otwarcie przynajmniej kilku nowych placówek. - Nie będzie to jednak gwałtowny rozwój. Obecnie głównym naszym celem jest modernizacja istniejących restauracji - zaznacza Krzysztof Kłapa. Dodaje, że to spory wydatek dla firmy, bo koszt modernizacji jednej restauracji to około 2 mln zł. Obroty McDonald's w Polsce w 2004 r. wyniosły 568 mln zł, a zysk netto 36,4 mln zł.

Reklama
Reklama

Głównym konkurentem McDonald's w Polsce jest sieć KFC. (oferuje dania głównie z kurczaka). W 2002 r. miała 62 restauracje KFC oraz 56 Pizza Hut. Obecnie KFC ma 75 restauracji. W Polsce działają natomiast 52 restauracje Pizza Hut. Na ten rok firma planuje zakończenie modernizacji istniejących restauracji oraz kontynuowanie ekspansji. - Uważamy, że rynek w Polsce nie jest jeszcze nasycony. Będziemy budować nowe placówki Pizza Hut i KFC - zapewnia Wojciech Mroczyński. Poza rozwojem na dotychczasowych rynkach, spółka ma już 41 restauracji KFC w Czechach, chce również wkroczyć na Ukrainę. W 2006 roku zamierza otworzyć tam dwie restauracje. Pierwsza, w Kijowie, ma być uruchomiona na przełomie kwietnia i maja. - Uważamy, że rynek ukraiński ma duży potencjał - mówi dyrektor Mroczyński.

Dalszy dynamiczny rozwój swojej sieci zapowiada również trzeci najważniejszy gracz branży gastronomicznej - polska sieć restauracji Sfinks. Notowana na CTO spółka ma 78 restauracji. - Jak pokazuje historia, budujemy 15-20 placówek rocznie i chcielibyśmy, żeby przez następne kilka lat tak zostało - mówi prezes.

Nowe kierunki

Zwiększanie liczby placówek nie jest jedynym sposobem spółki na rozwój. W tym roku AmRest chce rozpocząć budowę dwóch nowych sieci. Rodeo Drive ma być restauracją z nieco wyższej półki niż Pizza Hut. Będzie oferować głównie mięso wołowe z grilla (firma szacuje, że koszt budowy jednej placówki Rodeo Drive to 5-6 mln zł). Pierwsza tego typu restauracja ma powstać we Wrocławiu. Do końca roku spółka chce mieć 3-5 takich lokali w Polsce. Ponadto w połowie roku AmRest planuje uruchomić pierwsze restauracje typu fast food, oferujące kanapki. W. Mroczyński zapowiada, że będą to placówki mniejsze od KFC, zlokalizowane w miejscach o dużym natężeniu ruchu - na stacjach kolejowych, w centrach miast. W ten sposób spółka chce zagospodarować rosnącą część rynku - bary kanapkowe. W ostatnim czasie duża liczba barów sałatkowych, serwujących kanapki, zaczęła odbierać klientów tradycyjnym fast foodom. - Wchodzenie kolejnych sieci, nowych typów restauracji jest nieuniknione wraz z rozszerzaniem się rynku. Sami do tego się przykładamy - twierdzi Wojciech Mroczyński. Krzysztof Kłapa z McDonald's zaznacza, że wejście na polski rynek z nową siecią restauracji wymaga dużych nakładów. - Obecne już na rynku firmy zdążyły wykreować markę, zbudować lokalne sieci zaopatrzenia i umocnić pozycję. Nowym będzie trudno - mówi Krzysztof Kłapa. Zwraca też uwagę, że konkurencją dla restauracji szybkiej obsługi są właściwie wszystkie rodzaje gastronomii. - Polski klient, gdy zje w jednym miejscu, to już raczej nie ma pieniędzy, żeby potem iść gdzie indziej - mówi. W tym kontekście można powiedzieć, że zagrożeniem dla fast foodów mogą być również sieci barów kawowych, które również serwują kanapki i przekąski. W dużych miastach działa już wiele sieci tego typu, m.in.: Tchibo, Coffe heaven, Daily Cafe, Stoney Point Java, Mercer's Gourmet Coffe. Wejście na polski rynek zapowiada też światowy prekursor i potentat - Starbucks.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama