Najbardziej pesymistyczne dla odbiorców tego surowca okazały się prognozy japońskich specjalistów. 80 USD za baryłkę w III kwartale spodziewa się Sumitomo Corp., trzeci co do wielkości japoński gracz na rynku surowcowym. Szef analityków tej firmy Keiichi Sano przyczyn tak znacznego wzrostu cen ropy upatruje we wzmożonym popycie w Chinach spowodowanym dynamiką tamtejszej gospodarki.
Winne Chiny
Cena ropy jest teraz trzykrotnie wyższa niż w 2001 r. Walnie przyczynił się do tego właśnie chiński popyt. Chiny zajmują teraz drugie miejsce na świecie po Stanach Zjednoczonych pod względem zużycia ropy. Zużycie energii tylko w ub.r. wzrosło tam o 13,5%. Żywiołowy rozwój transportu towarów, motoryzacji czy wreszcie komunikacji lotniczej powoduje wzrost zużycia paliw o kilkadziesiąt procent rocznie. W tym roku tempo wzrostu chińskiej gospodarki ma wynieść 8,5% - podał pod koniec stycznia tamtejszy urząd statystyczny.
Nie bez znaczenia dla cen ropy będzie też dalszy, wciąż duży wzrost amerykańskiej gospodarki i obserwowane już, a także zapowiadane przyspieszenie w Japonii, która wszystkie potrzebne surowce importuje.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy w najnowszej prognozie przewiduje, że w tym roku tempo wzrostu światowej gospodarki wyniesie ok. 4,5%. Po stronie popytu wszystko zatem przemawia za tym, że K. Sano ma rację. Chyba że znowu przecenił znaczenie Chin. Ten sam analityk we wrześniu ub.r. prognozował, że w I kw. br. baryłka ropy będzie kosztowała 80-90 USD i uzasadniał to stale rosnącym popytem w Chinach. Tymczasem w listopadzie ub.r. chiński import był o 7,1% mniejszy niż rok wcześniej, a w grudniu o 6,9%. Tamtejsze rafinerie mniej kupowały, bo władze wprowadziły ograniczenia wzrostu cen produktów i rafinerie nie mogły bez końca przerzucać na klientów coraz wyższych kosztów zakupu ropy. Podobnej interwencji nie można wykluczyć i w tym roku.