Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 09.04.2006 19:55

Pierwszy tydzień kwietnia, a zarazem nowego kwartału zakończyliśmy w

dobrych nastrojach. Daleko im do nastrojów szampańskich, jakich pojawienie

się nie powinno nikogo dziwić skoro indeksy biją swoje rekordowe wartości.

Trwający właśnie post raczej w niewielkim stopniu wpływa na taki stan

rzeczy. Rynek wydaje się mieć wiele obaw o przebieg notowań, co wskazują

Reklama
Reklama

zarówno wskaźniki nastrojów, jak i sama analiza czynników, które mają

szansę wpłynąć w najbliższym czasie na poziom cen polskich papierów.

Próbując badać nastroje rynkowe do ciekawych obserwacji można dojść gdy

rzucimy okiem na wyniki ostatniej ankiety będącej podstawą wyznaczania

wskaźnika Wigometr. Okazuje się, że 25% pytanych oczekuje wzrostu, a 35%

spadku wartości indeksu WIG20 na koniec przyszłego tygodnia. Stąd wartość

Reklama
Reklama

Wigometru jest ujemna i wynosi -10 pkt. Ta ujemna wartość, gdy indeks bije

swoje historyczne rekordy jest bardzo zastanawiająca. Owszem, co do ruchu

wzrostowego można mieć wiele zastrzeżeń, ale tu się nie pyta o ruch w

skali miesięcy, ale najbliższych pięciu sesji. Czy faktycznie jest tak

źle, że zarządzający mimo rekordowych wartości indeksu nie są skłonni do

założenia, że wzrost jest bardziej prawdopodobny? Także z punktu widzenia

Reklama
Reklama

analizy technicznej byki mają przewagę, bo doszło do wybicia się indeksu

ponad poziom górnego ograniczenia kanału.

Ta rezerwa ankietowanych jest widoczna także w czym innym. Zauważmy, że

skoro 25% z nich liczy na wzrost, a 35% na spadek to aż 40% nie jest w

stanie określić swojego zdania. Nie mówię tu o zgadywaniu, bo przecież

Reklama
Reklama

nikt nie zna przyszłości, ale o wyznaczeniu kierunku ruchu cen w tym

tygodniu, czyli pokazaniu, która strona gry rynkowej ma większe szanse na

sukces. Skąd ta rezerwa w takiej sytuacji? Warto zauważyć, że ma ona

miejsce, gdy jeszcze tydzień temu znaczna większość ankietowanych liczyła

na spadek indeksu (poprzednia wartość Wigometru wynosiła -58 pkt.). Daleki

Reklama
Reklama

jestem od stwierdzenia, że ankietowani się zawsze mylą, bo Wigometr nie

jest dobrym antywskaźnikiem. Są jednak pewne sytuacje, które pozwalają na

nieco odważniejsze wnioski. Tak było tydzień temu, gdy Wigometr był bardzo

niski, co wprost wynikało z oczekiwań. Wzrost Wigometru w tym tygodniu z -

58 pkt. do -10 pkt. nie jest wynikiem przeważających oczekiwań zwyżki cen,

Reklama
Reklama

ale wycofania się sporej grupy ankietowanych z podjęcia decyzji. Jedynie

co czwarty z pytanych liczy na wzrost co pozwala na przypuszczenie, że ten

wzrost faktycznie ma szansę się pojawić.

Równie ciekawie zachowuje się baza. Fakt wyjścia indeksu ponad poziom

górnego ograniczenia kanału spadkowego szczególnie nie zmienił jej

wartości. Nadal jest ona ujemna. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę możliwe

wypłaty dywidendy to i tak poziom notowań kontraktów znajduje się pod

poziomem wartości teoretycznej. Zatem i "teoretyczna baza" jest ujemna.

Gdyby taka sytuacja miała miejsce w zakresie obserwowanego ostatnio

kanału, to nikt nie mógłby się temu dziwić. Tym razem taka baza to brak

oznak optymizmu w chwili kreślenia przez indeks rekordów, co można

odczytać jako rezerwę graczy. Czy wszyscy są tak przebiegli, że nie mają

zamiaru się podpinać pod zwyżkę? Skoro mamy tylu sprytnych inwestorów to

kto ostatnio kupował, a zwłaszcza na co ten kupujący liczy? Być może

chodzi tylko o wybicie cen poza obszar konsolidacji, by wywołać euforię?

Jeśli tak, to na razie się to udaje połowicznie

Brak euforii zakupów ma zapewne wiele powodów, z których kilka przewija

się w komentarzach. Część z nich stało się jeszcze bardziej wyrazistych w

czasie piątkowych notowań. Przykład pokonanie bariery 4,7%. Chyba każdy już wie, że

taka tendencja nie jest dla nas korzystna, gdyż skłania do przeniesienia

kapitału z rynków bardziej ryzykownych do tego, który uważany jest za

najbardziej bezpieczny.

Odpowiedzią na zwiększenie rentowności papierów w USA jest wzrost

rentowności papierów w Polsce. Wprawdzie w Radzie Polityki Pieniężnej

dominują gołębie, co pokazał wynik ostatniego głosowania, to już na rynku

daje się zauważyć zmianę. Na środowej aukcji sprzedano obligacje z

rentownością wyższą od osiągniętej na wcześniejszej aukcji. Obligacje

dwuletnie sprzedane z rentownością na poziomie 4,37%. Na aukcji, która

miała miejsce miesiąc wcześniej rentowność dwulatek wyniosła 3,975%. Tym

samym sukces oferty, o jakim trąbiły serwisy, był po prostu związany z

niższą ceną, po jakiej sprzedano papiery.

Czy to już pierwsza oznaka walki o kapitał globalny? Walki, na którą

jesteśmy skazani. Problemem Polski jest fakt, że nie możemy sobie pozwolić

na odrzucenie kapitału zagranicznego. Trzymanie się własnego poglądu na

sprawy rynkowe bez kontekstu zmian, jakie zachodzą na świecie nie ma

sensu. Nawet jak się komuś marzą niskie stopy procentowe to nie może ich

na siłę obniżać, bo kapitał zagraniczny nie będzie nami zainteresowany.

Nikt nie kupi drogich obligacji, gdy gdzieś indziej ma je tańsze.

Krążący po świecie kapitał kieruje się prostą zasadą ryzyko/dochód.

Inwestorzy zagraniczni dopuszczają możliwość zaangażowania w bardziej

ryzykowne papiery (np. polskie), ale przy odpowiednio większym dochodzie.

Jeśli ten dochód będzie za mały, to po prostu tych papierów nie kupią.

Pokazała to już wspomniana wcześniej aukcja obligacji. Nie ma się co

łudzić, że ktoś będzie kupował polskie papiery na tych samych warunkach,

gdy rentowność amerykańskich wzrasta. Różnica stóp procentowych między

Polską, a USA jest korzystna dla nas jedynie w wartościach nominalnych. W

inwestycjach ważniejsza jest wartość realna i tu wychodzi faktyczny poziom

ryzyka, jakie jest akceptowane przez inwestorów. Nie wolno tego ignorować.

Wzrost rentowności papierów w USA ma szersze skutki niż tylko zmiana cen

obligacji u nas. Zmusza ona skarb państwa do obsługi zadłużenia na mniej

korzystnych warunkach, a tym samym bardziej obciąża budżet. Innymi słowy

pieniądze, które mogłyby iść na inne cele, albo których obecność

zmniejszyłaby deficyt budżetowy będą musiały został wydatkowane na wyższy

procent dla kupujących polskie obligacje. Każdy wzrost rentowności

obligacji przekłada się na konkretną kwotę pieniędzy z budżetu. Kwotę,

którą trzeba zapłacić, bo inaczej nikt nie kupi obligacji, a tym samym nie

pożyczy pieniędzy na wydatki zapisane w budżecie. To uzależnienie nie jest

wygodne, ale przy obecnej strukturze wydatków nie ma innego wyjścia. Na

nieszczęście nie zapowiada się, by miała się ona zmienić. Ostatnie

propozycje płynące z ministerstwa finansów dotyczyły głównie strony

dochodowej. Za wydatki nikt się nie chce brać, bo właściwie każda zmiana

wymusza podjęcie mało popularnych decyzji, na co obecnie rządzących nie

stać. Budowana w ostatnich dniach koalicja PiS i Samoobrony nie tylko nie

sprzyja odważnym decyzjom, ale jeszcze rodzi kolejne obawy o dalsze psucie

stanu finansów publicznych.

Pewnym paradoksem jest to, że jedno z zagrożeń dla rynku amerykańskiego,

jakim jest wzrost cen surowców dla nas jest kołem ratunkowym. Wzrost cen

ropy naftowej, miedzi czy srebra sprawia, że umacniają się ceny polskich

spółek surowcowych. Kto dziś pamięta panikę na papierach KGH i krzyki o

początku bessy? Było, minęło na sytuację u nas. Ten mechanizm jest jednak

wolniejszy, a więc na razie przeważa radość.

Zachowanie indeksów w ostatnich dniach pozwala na stwierdzenie, że

pozytywne czynniki krótkoterminowe przeważają, nad tymi mniej

sprzyjającymi w dłuższym terminie. Kupujący w chwili, gdy indeks bije

rekordy hossy dają do zrozumienia, że na razie żyją chwilą, a kacem, który

z pewnością się pojawi, zbytnio się nie przejmują. Łącząc takie podejście

z faktem, że nastroje są dalekie od euforycznych można oczekiwać dalszej

zwyżki cen.

Jak daleko rynek jest w stanie wzrosnąć? Zadawanie takiego pytania w

czasie hossy jest mało rozsądne, a rzeczą jeszcze mniej rozsądną jest

próba odpowiedzi na takie pytanie. Hossa ma swoje prawa, a jednym z

podstawowych jest to, że w czasie jej trwania, to nie opory i możliwe do

osiągnięcia poziomy są ważne. W czasie wzrostów liczą się sygnały, które

mogłyby świadczyć o ich zakończeniu. Należy się skupić na wsparciach. Jest

to mało widowiskowe, ale za to daje nadzieję na podjęcie bardziej

racjonalnej decyzji. Ile razy w czasie tej hossy odtrąbiono jej

zakończenie? Jak pokazuje ostatni piątek, każde z takich wydarzeń było

fałszywe.

Czy tym razem będzie inaczej i ta fala rekordów będzie tą ostatnią? Nie

wiem. Porównując zachowanie się rynku w ostatnich dniach, z tym co

mieliśmy kilka miesięcy temu, to daje się zauważyć wygaśnięcie pewnego

wigoru. Wzrosty nie przychodzą już tak łatwo. Może to świadczyć o tym, że

hossa ma się ku końcowi, ale z pewnością nie pozwala na wyznaczanie

prawdopodobnych poziomów jej zakończenia. Obecnie można jedynie się

pokusić o stwierdzenie, że wybicie z kanału powinno dać ruch przynajmniej

równy wysokości tego kanału. Wynika z tego, że mogą to być okolice 3150

pkt. Czy faktycznie tam dojdziemy, a tym bardziej, czy będzie to już

koniec hossy dowiemy się z opóźnieniem. Pewną wskazówką mogą być nastroje,

które w chwili kreślenia szczytu powinny być optymistyczne. Na razie do

optymizmu nam daleko. Łącząc ten brak optymizmu z nowymi rekordami hossy

nie sposób zakończyć wnioskiem, że posiadacze długich pozycji mają w tej

chwili nieco więcej szans na zyski. Nie jest to łatwy wniosek mając w

głowie szereg poważnych wątpliwości i argumentów skłaniających bardziej do

skracania pozycji. Z rynkiem jednak walczyć nie należy. W tej chwili

wygląda na to, że ten ma szansę na poprawienie wartości z ubiegłego

tygodnia.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama