Wbrew zapowiedziom, we wtorek nie przerwano pracy w dwóch rafineriach węgierskiego koncernu paliwowego MOL Szazhalombatta i Tiszaujvaros. Organizatorzy odwołali protest, uzasadniając, że mógłby on zagrozić procesowi produkcji i narazić spółkę na straty. Władze koncernu mówią o małym poparciu akcji ze strony załogi.

Strajk miał się rozpocząć o 6 rano i potrwać 72 godziny, a jego zapowiedź pogorszyła w ubiegłym tygodniu notowania spółki. Organizatorem protestu był jeden z trzech związków zawodowych firmy - MOL Rt. Olajipari Szakszervezet, reprezentujący 1150 pracowników przedsiębiorstwa, z około 5300 zatrudnionych. Jego przedstawiciele podkreślają, że władze spółki nie spełniły dotąd żadnego z postulatów i dlatego będzie utrzymywany stan gotowości strajkowej. Głównym żądaniem związkowców jest podwyżka płac średnio o 7 proc. (zarząd firmy zgadza się na 5 proc.). Związkowcy chcą również, aby spółka przeznaczyła 1 proc. ubiegłorocznego zysku netto na premię dla pracowników spoza kierownictwa koncernu.

Niewykluczone że do fiaska strajku przyczyniła się wczorajsza informacja o rozpoczęciu realizacji programu motywacyjnego dla pracowników spółki. W poniedziałek MOL zlecił zakup do 60 tys. własnych walorów, które mają wkrótce zostać rozdzielone pomiędzy uczestniczących w programie pracowników. Wczoraj prowadzący dla spółki operację ING Bank nabył na budapeszteńskiej giełdzie 20 tys. walorów po 21 210 forintów (312,6 zł). We wtorek na zamknięciu za papiery węgierskiej firmy płacono w Budapeszcie 21 210 forintów (spadek o 1,3 proc). W Warszawie wyceniano je na 334 zł (wzrost o 4,5 proc.).