Kamil Jaros
Przypuszczam, że ostatnie dwa tygodnie giełdowej historii wielu graczom
będą śniły się jeszcze przez długi czas. Od szczytu na 3342 pkt. do dołka
na 2722 pkt. kontrakty straciły ponad 18%. To wielokrotnie przekracza
Kamil Jaros
Przypuszczam, że ostatnie dwa tygodnie giełdowej historii wielu graczom
będą śniły się jeszcze przez długi czas. Od szczytu na 3342 pkt. do dołka
na 2722 pkt. kontrakty straciły ponad 18%. To wielokrotnie przekracza
wielkość wymaganych depozytów. Kto walczył ze spadkiem i ignorował słabość
rynku zapłacił wysoką cenę. Była ona tym wyższa, im wyższy był
wykorzystany lewar. W ciągu ostatnich dwóch tygodni można było stracić
wszystko, a nawet więcej. Oczywiście mówię tu o graczach, którym pojęcie
podejmowanego ryzyka nie było znane lub świadomie ignorowane. Tak modna w
hossie gra na maksa teraz się zemściła. Pojawiła się kolejna grupa
inwestorów, którzy zrozumieli, że wielkość depozytu zabezpieczającego jest
jedynie zmienną techniczną i nie ma żadnego związku z kalkulacją
podejmowanego ryzyka. To bowiem oblicza się zawsze od całości wartości
kontraktu.
W ciągu ostatnich dni wartość średniej zmienności skoczyła do poziomu
około 100 pkt. To pokazuje jak rozchwiany jest rynek, ale daje także
sygnał, że w tej chwili za w miarę bezpieczną jest gra niskim
zaangażowaniem kapitału. O ile w ogóle ktoś jest przekonany, że ta gra
jest konieczna. Pierwszy tydzień spadków był stosunkowo jednostajny, ale
już w drugim rynek poddawał się poważnym wahaniom w obie strony, co
zdecydowanie utrudniało obecność na nim. W tej chwili wiele zależy od
szczęścia. Warto sobie postawić pytanie, czy właśnie szczęście ma
decydować o wielkości posiadanego kapitału.
Przysłuchując się komentarzom do ostatnich wydarzeń można odnieść
wrażenie, że w ciągu tygodnia przeszliśmy z fazy histerii do fazy
zadziwiającego optymizmu. Nastroje na początku tygodnia były tak marne, że
nawet Premier Marcinkiewicz poczuł się zobowiązany wspomóc psychicznie
rynek mocą poparcia dla własnej osoby, a które przez niektórych uważane
jest za oznakę zaufania. Pozwolił on sobie na uspokajające tony sugerując,
że nie ma się czym przejmować, bo spadek był przewidywany i w związku z
tym będzie krótkotrwały. Trudno mi polemizować, ale przyznam, że moje
odczucia co do tego ruchu są jednak bardziej pesymistyczne. Owszem, uważam
za prawdopodobną możliwość powrotu do trendu, a nawet zaliczenia nowych
maksimów hossy. Nie mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to
scenariusz najbardziej prawdopodobny. Stąd też moje zdziwienie, gdy po
piątkowej sesji komentarze są w przeważnie optymistyczne, a WIGOMETR po
wielu miesiącach przypomniał sobie, co to jest wartość dodatnia.
Czy tego optymizmu nie jest za dużo, jak na sytuację, która ma miejsce?
Dwa tygodnie spadków wywołało zaniepokojenie wśród posiadaczy długich
pozycji, a zwłaszcza posiadaczy jednostek funduszy inwestycyjnych.
Ostatnie rewelacyjne wyniki zaczynają się psuć. Okazuje się (kto by
pomyślał!), że wycena jednostek może także mocno spadać. Pojawiły się
pierwsze dyspozycje umorzenia jednostek. Nie jest to na razie fala, która
zdestabilizuje rynek. Zarządzający zapewne liczyli się z taką
ewentualnością i mają pewien zapas gotówki. Nie są przymuszeni do
sprzedaży papierów. Problem w tym, że już kupować raczej nie będą mogli.
Napływ nowych środków będzie teraz znacznie mniejszy. Ewentualny wzrost
cen będzie się dokonywał przy niższym udziale inwestorów
instytucjonalnych, a za to przy sporym udziale inwestorów indywidualnych.
Rynek będzie rósł na kapitałowym bezdechu. Rodzi się pytanie, jak wysoko
może takim sposobem zajść?
Te dwa tygodnie szybkiego spadku to znak. Znak dla niedowiarków, że giełda
w Warszawie może także m dla wielu brzmi to jak kasandryczne
przepowiednie, ale zapewne takich niedowiarków jest mniej wśród tych,
którzy mają za sobą zakończenie hossy internetowej, a tym bardziej
przesilenie roku 1994 r.
Trzeba sobie zdawać sprawę, że ostatnie dwa tygodnie to tylko przedsmak
tego, co nas czeka gdy zacznie się faktyczna bessa. Rynek tym spadkiem
pokazał pierwsza poważną oznakę słabości. Zapewne jeszcze popyt nie
skapitulował, co widać po obronie wsparć z połowy marca. Mimo to, teraz
już zakupy będą ostrożniejsze. Cześć inwestorów zacznie sobie zadawać
pytanie, czy faktycznie nie mamy do czynienia z końcem trendu. Nie będzie
ich wielu, ale już samo wahanie wprowadzi na rynek nerwową atmosferę.
Reakcją dostosowania się do zmiany warunków będzie zmiana dopuszczalnego
ryzyka. Nie przez zmianę zaangażowania (bo przecież "trzeba odrobić
straty"), ale przez ustawianie bliżej zleceń Stop. Nawyki pozostaną takie
same. Częsta aktywacja Stopów nieadekwatnych do panującej zmienności
będzie czynnikiem zwiększającym tą zmienność. Stąd moje wahania co do
możliwości nowych szczytów. Jestem przekonany, że popyt będzie jeszcze
chciał coś pokazać, bo trend był za długi, by tak nagle się skończyć. Nie
podejmę się jednak prognozy, czy ten akt rozpaczy kupujących wyciągnie
ceny ponad ostatnie rekordy.
Rynek traci impet i nie ma skąd czerpać siły. Opieranie się na rynkach
surowcowych jest już w tej chwili teorią mocno naciąganą. Zauważmy, że
obecne wyceny spółek surowcowych opierają się na założeniu wysokich cen na
rynku towarowym w przyszłości. Sam fakt, że one już nie rosną staje się
problemem. Będzie on większy, jeśli rynek surowcowy zacznie tracić. Wtedy
mocna pozycja KGH w indeksie stanie się nagle przekleństwem dla byków. Po
ostatnich spadkach życzenie sobie nowej fali wzrostów jest właśnie niczym
więcej niż życzeniem. Ten optymizm widoczny także w wielkości bazy jest w
tej chwili jednym z poważniejszych problemów.
Kolejne sesje poprawy sytuacji będą odbierane jako zakończenie fali
spadków. O końcu korekty mówi się już od czwartku. Owszem, technicznie
rzecz biorąc bessa się jeszcze nie zaczęła. Cały czas znajdujemy się nad
dołkiem z połowy marca br. Jednak sam fakt, że ceny dotarły tak nisko nie
pozwala z czystym sumieniem mówić, że nadal mamy hossę. Nie chodzi tu o
samą skalę przeceny, bo przecież takie korekty już bywały. Chodzi mi o
fakt przekreślenia całej poprzedzającej fali wzrostów. To jest już coś.
Coś, co każdemu powinno dać do myślenia.
Na koniec kilka wykresów. Jak widać na Wykres_1.gif , szykuje nam się
pierwsza od września 2003 roku czarna miesięczna świeca, której obrót był
wyższy niż miesiąc wcześniej. Ba, tym razem zapowiada się, że obrót będzie
najwyższy w tym roku i bliski rekordowemu z września 2005 roku. Myślę, że
warto o tym wspomnieć, bo to pokazuje skalę podaży. Fakt zatrzymania się
cen na poziomie dolnego ograniczenia konsolidacji z początku roku
( Wykres_2.gif ) wywołał spory optymizm obserwowany także w wielkości bazy
( Wykres_3.gif ). Optymizm przy wsparciu technicznym rzadko przynosi
spodziewane przez większość efekty. Odbicie faktycznie może się pojawić,
choć mam poważne obawy, czy zaowocuje to nowymi rekordami. Byk został
poważnie raniony i wcale nie jest pewne, czy będzie miał jeszcze siłę się
podnieść. Nawet jeśli mu się uda, to być może tylko po to, by otrzymać
finalny cios.
Kamil Jaros
Globalna roczna produkcja srebra od lat waha się w przedziale od 800 do 900 milionów uncji – czasami nieco więce...
Bezpieczeństwo żywnościowe, technologie jutra i kierunki dla handlu. Branża spożywcza i rynek z konsumentami w c...
- Nie zakładamy już stabilizacji długu w średnim terminie, przy braku dodatkowych działań konsolidacyjnych. Prog...
Cele polityki energetycznej nakreślone są na wiele lat w przód, ale ich realizacja trwa już od długiego czasu. Z...
– Naszym celem jest większa kontrola i lepsza ochrona graczy – mówi Jari Vähänen, przewodniczący Fińskiego Stowa...
Udało nam się zmienić domenę .pl z jednej z najniebezpieczniejszych, w których jest najwięcej stron scamowych, w...