Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 28.05.2006 08:47

Kamil Jaros

[email protected]

Przypuszczam, że ostatnie dwa tygodnie giełdowej historii wielu graczom

będą śniły się jeszcze przez długi czas. Od szczytu na 3342 pkt. do dołka

na 2722 pkt. kontrakty straciły ponad 18%. To wielokrotnie przekracza

Reklama
Reklama

wielkość wymaganych depozytów. Kto walczył ze spadkiem i ignorował słabość

rynku zapłacił wysoką cenę. Była ona tym wyższa, im wyższy był

wykorzystany lewar. W ciągu ostatnich dwóch tygodni można było stracić

wszystko, a nawet więcej. Oczywiście mówię tu o graczach, którym pojęcie

podejmowanego ryzyka nie było znane lub świadomie ignorowane. Tak modna w

hossie gra na maksa teraz się zemściła. Pojawiła się kolejna grupa

Reklama
Reklama

inwestorów, którzy zrozumieli, że wielkość depozytu zabezpieczającego jest

jedynie zmienną techniczną i nie ma żadnego związku z kalkulacją

podejmowanego ryzyka. To bowiem oblicza się zawsze od całości wartości

kontraktu.

W ciągu ostatnich dni wartość średniej zmienności skoczyła do poziomu

około 100 pkt. To pokazuje jak rozchwiany jest rynek, ale daje także

Reklama
Reklama

sygnał, że w tej chwili za w miarę bezpieczną jest gra niskim

zaangażowaniem kapitału. O ile w ogóle ktoś jest przekonany, że ta gra

jest konieczna. Pierwszy tydzień spadków był stosunkowo jednostajny, ale

już w drugim rynek poddawał się poważnym wahaniom w obie strony, co

zdecydowanie utrudniało obecność na nim. W tej chwili wiele zależy od

Reklama
Reklama

szczęścia. Warto sobie postawić pytanie, czy właśnie szczęście ma

decydować o wielkości posiadanego kapitału.

Przysłuchując się komentarzom do ostatnich wydarzeń można odnieść

wrażenie, że w ciągu tygodnia przeszliśmy z fazy histerii do fazy

zadziwiającego optymizmu. Nastroje na początku tygodnia były tak marne, że

Reklama
Reklama

nawet Premier Marcinkiewicz poczuł się zobowiązany wspomóc psychicznie

rynek mocą poparcia dla własnej osoby, a które przez niektórych uważane

jest za oznakę zaufania. Pozwolił on sobie na uspokajające tony sugerując,

że nie ma się czym przejmować, bo spadek był przewidywany i w związku z

tym będzie krótkotrwały. Trudno mi polemizować, ale przyznam, że moje

Reklama
Reklama

odczucia co do tego ruchu są jednak bardziej pesymistyczne. Owszem, uważam

za prawdopodobną możliwość powrotu do trendu, a nawet zaliczenia nowych

maksimów hossy. Nie mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to

scenariusz najbardziej prawdopodobny. Stąd też moje zdziwienie, gdy po

piątkowej sesji komentarze są w przeważnie optymistyczne, a WIGOMETR po

wielu miesiącach przypomniał sobie, co to jest wartość dodatnia.

Czy tego optymizmu nie jest za dużo, jak na sytuację, która ma miejsce?

Dwa tygodnie spadków wywołało zaniepokojenie wśród posiadaczy długich

pozycji, a zwłaszcza posiadaczy jednostek funduszy inwestycyjnych.

Ostatnie rewelacyjne wyniki zaczynają się psuć. Okazuje się (kto by

pomyślał!), że wycena jednostek może także mocno spadać. Pojawiły się

pierwsze dyspozycje umorzenia jednostek. Nie jest to na razie fala, która

zdestabilizuje rynek. Zarządzający zapewne liczyli się z taką

ewentualnością i mają pewien zapas gotówki. Nie są przymuszeni do

sprzedaży papierów. Problem w tym, że już kupować raczej nie będą mogli.

Napływ nowych środków będzie teraz znacznie mniejszy. Ewentualny wzrost

cen będzie się dokonywał przy niższym udziale inwestorów

instytucjonalnych, a za to przy sporym udziale inwestorów indywidualnych.

Rynek będzie rósł na kapitałowym bezdechu. Rodzi się pytanie, jak wysoko

może takim sposobem zajść?

Te dwa tygodnie szybkiego spadku to znak. Znak dla niedowiarków, że giełda

w Warszawie może także m dla wielu brzmi to jak kasandryczne

przepowiednie, ale zapewne takich niedowiarków jest mniej wśród tych,

którzy mają za sobą zakończenie hossy internetowej, a tym bardziej

przesilenie roku 1994 r.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że ostatnie dwa tygodnie to tylko przedsmak

tego, co nas czeka gdy zacznie się faktyczna bessa. Rynek tym spadkiem

pokazał pierwsza poważną oznakę słabości. Zapewne jeszcze popyt nie

skapitulował, co widać po obronie wsparć z połowy marca. Mimo to, teraz

już zakupy będą ostrożniejsze. Cześć inwestorów zacznie sobie zadawać

pytanie, czy faktycznie nie mamy do czynienia z końcem trendu. Nie będzie

ich wielu, ale już samo wahanie wprowadzi na rynek nerwową atmosferę.

Reakcją dostosowania się do zmiany warunków będzie zmiana dopuszczalnego

ryzyka. Nie przez zmianę zaangażowania (bo przecież "trzeba odrobić

straty"), ale przez ustawianie bliżej zleceń Stop. Nawyki pozostaną takie

same. Częsta aktywacja Stopów nieadekwatnych do panującej zmienności

będzie czynnikiem zwiększającym tą zmienność. Stąd moje wahania co do

możliwości nowych szczytów. Jestem przekonany, że popyt będzie jeszcze

chciał coś pokazać, bo trend był za długi, by tak nagle się skończyć. Nie

podejmę się jednak prognozy, czy ten akt rozpaczy kupujących wyciągnie

ceny ponad ostatnie rekordy.

Rynek traci impet i nie ma skąd czerpać siły. Opieranie się na rynkach

surowcowych jest już w tej chwili teorią mocno naciąganą. Zauważmy, że

obecne wyceny spółek surowcowych opierają się na założeniu wysokich cen na

rynku towarowym w przyszłości. Sam fakt, że one już nie rosną staje się

problemem. Będzie on większy, jeśli rynek surowcowy zacznie tracić. Wtedy

mocna pozycja KGH w indeksie stanie się nagle przekleństwem dla byków. Po

ostatnich spadkach życzenie sobie nowej fali wzrostów jest właśnie niczym

więcej niż życzeniem. Ten optymizm widoczny także w wielkości bazy jest w

tej chwili jednym z poważniejszych problemów.

Kolejne sesje poprawy sytuacji będą odbierane jako zakończenie fali

spadków. O końcu korekty mówi się już od czwartku. Owszem, technicznie

rzecz biorąc bessa się jeszcze nie zaczęła. Cały czas znajdujemy się nad

dołkiem z połowy marca br. Jednak sam fakt, że ceny dotarły tak nisko nie

pozwala z czystym sumieniem mówić, że nadal mamy hossę. Nie chodzi tu o

samą skalę przeceny, bo przecież takie korekty już bywały. Chodzi mi o

fakt przekreślenia całej poprzedzającej fali wzrostów. To jest już coś.

Coś, co każdemu powinno dać do myślenia.

Na koniec kilka wykresów. Jak widać na Wykres_1.gif , szykuje nam się

pierwsza od września 2003 roku czarna miesięczna świeca, której obrót był

wyższy niż miesiąc wcześniej. Ba, tym razem zapowiada się, że obrót będzie

najwyższy w tym roku i bliski rekordowemu z września 2005 roku. Myślę, że

warto o tym wspomnieć, bo to pokazuje skalę podaży. Fakt zatrzymania się

cen na poziomie dolnego ograniczenia konsolidacji z początku roku

( Wykres_2.gif ) wywołał spory optymizm obserwowany także w wielkości bazy

( Wykres_3.gif ). Optymizm przy wsparciu technicznym rzadko przynosi

spodziewane przez większość efekty. Odbicie faktycznie może się pojawić,

choć mam poważne obawy, czy zaowocuje to nowymi rekordami. Byk został

poważnie raniony i wcale nie jest pewne, czy będzie miał jeszcze siłę się

podnieść. Nawet jeśli mu się uda, to być może tylko po to, by otrzymać

finalny cios.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama