Mimo że akcje gazowego potentata od września 2005 r. są notowane na warszawskiej giełdzie, to jednak formalnie prywatyzacja PGNiG jeszcze się nie rozpoczęła. Na rynek trafiło tylko 900 mln akcji z nowej emisji. Skarb Państwa posiada 84,75 proc. walorów spółki i nie chce się pozbyć ani jednej akcji. Wstrzymuje przydział 750 tys. walorów (ok. 12 proc.) pracownikom spółki. Tłumaczy, że papiery mogłyby trafić w niepowołane ręce (np. rosyjskiego Gazpromu) i narazić bezpieczeństwo energetyczne kraju. Pracownicy spółki czują się oszukani, gdyż poprzedni rząd obiecał im, że w ciągu 6 miesięcy od giełdowego debiutu rozpocznie się przydzielanie należnych im papierów. Jednak rząd Kazimierza Marcinkiewicza zmienił zdanie i jak dotąd proces ten się nie rozpoczął. - Z około 61 tys. uprawnionych połowa to ludzie starsi, emeryci, renciści. Dla nich liczy się każdy dzień - mówi Dariusz Matuszewski, przewodniczący Federacji ZZ Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Związkowcy zapowiadają, że nie zrezygnują. Ministerstwo Skarbu Państwa nie reaguje, a konflikt narasta. Tylko czy jest o co się kłócić?
Gdyby SP zbył tylko jeden walor PGNiG, tak aby uruchomić przydział akcji pracowniczych, to w efekcie jego udział w kapitale zakładowym spółki spadłby o ok. 12 punktów procentowych, do ponad 72 proc. - Właściwie nie wiadomo, czemu MSP nie chce przydzielić akcji pracowniczych. Z udziałem, jaki zostałby mu po tej operacji i tak zachowałby kontrolę - mówi Michał Mierzwa, analityk DI BRE Banku. - To zupełnie niepotrzebny konflikt, przez który traci spółka - dodaje. Wyjaśnia, że chodzi tu głównie o wizerunek i reputację spółki. Ocenia, że sam konflikt między Skarbem Państwa a pracownikami nie powinien na razie odbić się na kursie. - Inwestorzy już przyzwyczaili się do tych protestów, jednak w dłuższym terminie może to negatywnie wpłynąć na jej wycenę - wyjaśnia analityk. W piątek na zamknięciu akcje spółki rosły o 1,6 proc. do 3,83 zł.