Bogusław Marzec poinformował, że złożył dymisję w związku "z atakami prasowymi wymierzonymi w jego osobę" (chodzi o zarzuty działania na szkodę stoczni Gryfia). Oświadczył też, że podał się do dymisji w trosce o wizerunek spółki. Jego decyzja nie oznacza przyznania się do winy.
Bogusław Marzec objął stanowisko prezesa PGNiG pod koniec kwietnia tego roku. Zwyciężył w konkursie na szefa spółki. Na początku czerwca Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego cofnęła mu jednak certyfikat zapewniający dostęp do informacji niejawnych. Wkrótce okazało się też, że prokuratura postawiła mu zarzuty, które dotyczą działania na szkodę szczecińskiej stoczni remontowej Gryfia, którą Marzec kierował w latach 2002-2004. Bogusław Marzec twierdzi, że nie wiedział o trwającym od roku postępowaniu prokuratorskim. - Dowiedziałem się o nim przed miesiącem - tłumaczy. - Nikt mnie nie przesłuchiwał, a zarzuty skierowane przeciwko mnie są bardzo łatwe do obalenia i absurdalne - dodaje. Podkreślił, że po odejściu z PGNiG skoncentruje się na jak najszybszym oczyszczeniu z zarzutów.
Śledztwo prokuratury
Zarzuty prokuratury dotyczące Marca dotyczą sprzedaży ośrodków wypoczynkowych należących do stoczni Gryfia oraz remontu statków po zaniżonych kosztach. Pierwszy z nich Bogusław Marzec odpiera, tłumacząc się m.in. nieznajomością prawa. - Nie było tutaj złego działania, został jednak złamany przepis - wyjaśnia. Chodzi o to, że sprzedał on ośrodek wczasowy w Baniewicach, godząc się na zapłatę w dwóch ratach, tymczasem prawo wymaga, aby cała kwota od razu wpłynęła w gotówce na konto sprzedającego. Marzec twierdzi, że nie rozumie zarzutów dotyczących narażenia Skarbu Państwa na stratę przy sprzedaży ośrodka wczasowego w Karpaczu. Tłumaczy, że wszystkie pieniądze ze sprzedaży ośrodka przekazał na fundusz świadczeń socjalnych.
Absurdalne, jego zdaniem, jest również twierdzenie o remoncie statków poniżej kosztów. B. Marzec zaznacza, że lata, w których on kierował stocznią, były bardzo ciężkie dla rynku. Sytuacja zmuszała np. do przyjmowania płatności za remonty statków w ratach. - Wszyscy tak robili - tłumaczy B. Marzec. W związku z bankructwem państwowego armatora rosyjskiego do stoczni nie wpłynęła ostatnia płatność za wyremontowaną jednostkę.