sytuację uspokajać wydają się pozorowane, a przynajmniej niezdarne.
Oficjalne okoliczności nagłej dymisji Kazimierza Marcinkiewicz są
przynajmniej dyskusyjne. Nie wiem ile osób jest w stanie uwierzyć w
sprzedawany wszystkim motyw misji objęcia fotela Prezydenta Warszawy.
"Wysunięcie Kazimierza Marcinkiewicza na najważniejsze stanowisko
samorządowe pokazuje jego szczególną rolę". Jaka to szczególna rola
sprawia, że zamiast szefowania państwem jest mu proponowana możliwość (bo
przecież wybory przed nami) szefowania miastem, choćby to była nawet
stolica? Przyznam, że mi to bardziej przypomina pamiętne stanowiska
attache kulturalnego w jakiś egzotycznych krajach wykorzystywane jako
miejsce zsyłki dla już mniej potrzebnych działaczy PZPR.
Brak znajomości faktycznych i wiarygodnych powodów zmiany szefa rządu
skutecznie mąci całą sytuację, a to jest tylko jeden z czynników
wzbudzających niepokój na rynkach finansowych. Brak informacji, lub jej
kamuflowanie jest gorsze niż zła informacja. Rynek musi opierać się na
spekulacjach, co jest najgorszym wyjściem. Brak wiarygodności sprawia, że
już na starcie nowy rząd, a zwłaszcza jego szef - Jarosław Kaczyński nie
są w stanie zbudować wokół siebie zaufania. To może być bardzo kosztowny
czynnik zmiany.
W tym konkretnym przypadku problemem nie jest tylko o styl zmiany
Premiera. Usunięcie Kaziemierza Marcinkiewicza to także usunięcie
człowieka, k Pawła Wojciechowskiego na miejsce Profesor
Giowskiej gdy rozpętała się burza wokół jej oświadczenia lustracyjnego,
było dobrym posunięciem, gdyż rynki nie miały czasu na wątpliwości. W tej
chwili to uczucie komfortu pryska.
Szybkie zapewnienia o ciągłości dotychczasowej polityki w finansach
publicznych wydają się nie mieć pokrycia. Nie wiadomo, kto będzie tymi
finansami rządził. Szef PiS zapewnia, że "Kandydaci są [...] mają
kwalifikacje i niczego złego dla finansów publicznych nie zrobią". To ma
być uspokajające? Jako inwestor mam być zadowolony, że do nowego szefa
resortu finansów oczekuje się, by niczego nie zepsuł? Zauważmy, że mowa o
"kandydatach", czyli faktycznie nic nie wiemy, a słowa są na tyle
ogólnikowe, że może to być każdy. Brak określonego następcy na stanowisku
ministra finansów podważa niestety tok usprawiedliwiania samej zmiany
rządu. Skoro faktycznie Marcinkiewicz miał być "oddelegowany" do
kandydowania na Prezydenta Warszawy to chyba było wystarczająco wiele
czasu, by przygotować się do zmiany. Po co ten pośpiech? Przecież wiadomo
od dawna, że będą wybory samorządowe. Ta rubryka to nie miejsce na
spekulacje polityczne. Nie szukam tu faktycznych powodów odejścia Premiera
Marcinkiewicza. Wskazuję jednak, że taki sposób działania czyni wiele
szkód.
Premier Jarosław Kaczyński to wiele niewiadomych. Jak poradzi sobie z
naciskiem koalicjantów? Mając w pamięci kampanię przed wyborami
parlamentarnymi pojawiają się obawy, czy dla "dobra" własnych celów nie
będzie skłonny odpuścić w sferze gospodarczej? Wystarczy przypomnieć sobie
łatwy przeskok retoryki gospodarczej w kierunku "gospodarki solidarnej", a
więc odwołaniu się do chwytliwych socjalnych haseł. Małe rozeznanie w
tematyce gospodarczej zwiększa zagrożenie zaskakującymi decyzjami, które w
konsekwencji mogą w większym stopniu obciążyć budżet, a więc nas
wszystkich.
Na koniec kilka zdań ostatnim raporcie o stanie rynku pracy w USA. Został
on opublikowany w piątek i okazał się rozczarowujący. Rozczarowanie to
było tym większe, że w środę pojawiły się dane sugerujące, że liczba
miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wzrosła mocniej niż wcześniej
prognozowano. Skok oczekiwań widać było wyraźnie po wynikach aukcji
derywatów ekonomicznych, które przeprowadza CME. We wtorek oceniano, że
liczba miejsc pracy wzrosła o 148 tyś. Na aukcji czwartkowej prognozowano
już wzrost o ponad 200 tyś. Piątkowe dane, które mówiły o wzroście
"jedynie" o 121 tyś. mogły więc rozczarować. Nie musiało to od razu
oznaczać wielkich problemów dla rynku akcji. Tu przecież nadal nie jest
klarowna kwestia kolejnej podwyżki stóp procentowych w USA.
Niejednokrotnie słabsze dane były odbierane pozytywnie ze względu na
nadzieję zatrzymania podwyżek. Tym razem sesja za oceanem zakończyła się
fatalnie. Przeważył rozsądek oraz wniosek, że nie sposób przez cały czas
ignorować sygnałów możliwych kłopotów w sferze realnej gospodarki. Powoli
wyczerpuje się zasada "im gorzej tym lepiej". Wraca normalność, a tym
samym czas na dyskontowanie oczekiwanego spowolnienia.
Zapomnijmy na razie o całej tej informacyjnej otoczce i skupmy uwagę
jedynie na wykresach. Co można tu wyczytać? Piątkowym wzrostem dotarliśmy
do górnego ograniczenia konsolidacji z I kw. br. Raz udało się ten poziom
pokonać, ale na ceny nie utrzymały się nad nim długo ( Wykres_1.gif ).
Teraz mamy kolejną próbę. Warto zauważyć, że odbywa się ona przy znacznie
niższej aktywności. Obrót nie potwierdza ostatnich zmian cen, a warto
pamiętać, że był całkiem spory w czasie spadku cen ( Wykres_2.gniu się do szczytów.
Problem w tym, że zwyżka w takim stylu jest bardzo podejrzana.
Kamil Jaros
[email protected]