Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 09.07.2006 19:57

Kamil Jaros

Ten tekst miał być zupełnie o czym innym. Sekwencja zdarzeń jaka została

zapoczątkowana piątkową informacją o dymisji Premiera Marcinkiewicza

obróciła w pył wcześniejsze plany co do treści, jakie miały się tu

pojawić. Nie chcę tego, ale w takiej chwili nie sposób przemilczeć zmian

Reklama
Reklama

na scenie politycznej. Tym bardziej, że te zmiany są w stanie wywołać

rzeczywiste skutki dotykające każdego z nas.

Ostatni weekend zarówno pod względem temperatury za oknem, jak i

temperatury politycznej był weekendem szczególnym. Dokonano kolejnej

poważnej zmiany politycznej. Najgorsze jest to, że jej przyczyny są

niejasne. Podniósł się lament środowisk opozycyjnych, zdziwienie

Reklama
Reklama

komentatorów politycznych, a co najważniejsze z punktu widzenia

inwestorów, pojawił się ruch na rynkach finansowych (osłabienie złotego w

piątek wieczorem). Zmiana rządu zwykle budzi niepokój - wzrasta ryzyko

polityczne. Często dzieje się tak, że wszystko po jakimś czasie wraca do

normy. Warunkiem podstawowym tego powrotu jest jednak uspokojenie

nastrojów, przejrzystość poczynań decydentów, zapewnienie o utrzymywaniu

Reklama
Reklama

dotychczasowego kierunku zachodzących procesów oraz zbudowanie zaufania

dotyczącego przyszłości.

Sama zmiana na stanowisku Prezesa Rady Ministrów nie musi automatycznie

oznaczać katastrofy. Świat się nie wali z tego powodu, choć złotówka w

piątek wieczór nieco się ugięła. Jest całkiem prawdopodobne, że ugnie się

Reklama
Reklama

także w poniedziałek razem z całym rynkiem finansowych w Polsce (swoje

doda słaba piątkowa sesja w USA). To jest zwykła konsekwencja wprowadzania

zmian. Te muszą spowodować pewne zachwianie w krótkim terminie. Pytaniem

otwartym jest kwestia wpływu zmian rządu w perspektywie średnio-,

długoterminowej. Tu niewiadomych jest znacznie więcej. Niestety wygląda na

Reklama
Reklama

to, że wiele nadal nimi pozostanie.

Przez jakiś czas rynek będzie znajdował się w lekkim szoku. Pojawią się

pierwsze kalkulacje i oceny, poznamy kilka czynników, które w tej chwili

są niewiadomymi. Dopiero na ich bazie będzie można budować prognozy. Jedno

jest pewne - mamy duży zakres niepewności, a na razie ruchy, które miałyby

Reklama
Reklama

sytuację uspokajać wydają się pozorowane, a przynajmniej niezdarne.

Oficjalne okoliczności nagłej dymisji Kazimierza Marcinkiewicz są

przynajmniej dyskusyjne. Nie wiem ile osób jest w stanie uwierzyć w

sprzedawany wszystkim motyw misji objęcia fotela Prezydenta Warszawy.

"Wysunięcie Kazimierza Marcinkiewicza na najważniejsze stanowisko

samorządowe pokazuje jego szczególną rolę". Jaka to szczególna rola

sprawia, że zamiast szefowania państwem jest mu proponowana możliwość (bo

przecież wybory przed nami) szefowania miastem, choćby to była nawet

stolica? Przyznam, że mi to bardziej przypomina pamiętne stanowiska

attache kulturalnego w jakiś egzotycznych krajach wykorzystywane jako

miejsce zsyłki dla już mniej potrzebnych działaczy PZPR.

Brak znajomości faktycznych i wiarygodnych powodów zmiany szefa rządu

skutecznie mąci całą sytuację, a to jest tylko jeden z czynników

wzbudzających niepokój na rynkach finansowych. Brak informacji, lub jej

kamuflowanie jest gorsze niż zła informacja. Rynek musi opierać się na

spekulacjach, co jest najgorszym wyjściem. Brak wiarygodności sprawia, że

już na starcie nowy rząd, a zwłaszcza jego szef - Jarosław Kaczyński nie

są w stanie zbudować wokół siebie zaufania. To może być bardzo kosztowny

czynnik zmiany.

W tym konkretnym przypadku problemem nie jest tylko o styl zmiany

Premiera. Usunięcie Kaziemierza Marcinkiewicza to także usunięcie

człowieka, k Pawła Wojciechowskiego na miejsce Profesor

Giowskiej gdy rozpętała się burza wokół jej oświadczenia lustracyjnego,

było dobrym posunięciem, gdyż rynki nie miały czasu na wątpliwości. W tej

chwili to uczucie komfortu pryska.

Szybkie zapewnienia o ciągłości dotychczasowej polityki w finansach

publicznych wydają się nie mieć pokrycia. Nie wiadomo, kto będzie tymi

finansami rządził. Szef PiS zapewnia, że "Kandydaci są [...] mają

kwalifikacje i niczego złego dla finansów publicznych nie zrobią". To ma

być uspokajające? Jako inwestor mam być zadowolony, że do nowego szefa

resortu finansów oczekuje się, by niczego nie zepsuł? Zauważmy, że mowa o

"kandydatach", czyli faktycznie nic nie wiemy, a słowa są na tyle

ogólnikowe, że może to być każdy. Brak określonego następcy na stanowisku

ministra finansów podważa niestety tok usprawiedliwiania samej zmiany

rządu. Skoro faktycznie Marcinkiewicz miał być "oddelegowany" do

kandydowania na Prezydenta Warszawy to chyba było wystarczająco wiele

czasu, by przygotować się do zmiany. Po co ten pośpiech? Przecież wiadomo

od dawna, że będą wybory samorządowe. Ta rubryka to nie miejsce na

spekulacje polityczne. Nie szukam tu faktycznych powodów odejścia Premiera

Marcinkiewicza. Wskazuję jednak, że taki sposób działania czyni wiele

szkód.

Premier Jarosław Kaczyński to wiele niewiadomych. Jak poradzi sobie z

naciskiem koalicjantów? Mając w pamięci kampanię przed wyborami

parlamentarnymi pojawiają się obawy, czy dla "dobra" własnych celów nie

będzie skłonny odpuścić w sferze gospodarczej? Wystarczy przypomnieć sobie

łatwy przeskok retoryki gospodarczej w kierunku "gospodarki solidarnej", a

więc odwołaniu się do chwytliwych socjalnych haseł. Małe rozeznanie w

tematyce gospodarczej zwiększa zagrożenie zaskakującymi decyzjami, które w

konsekwencji mogą w większym stopniu obciążyć budżet, a więc nas

wszystkich.

Na koniec kilka zdań ostatnim raporcie o stanie rynku pracy w USA. Został

on opublikowany w piątek i okazał się rozczarowujący. Rozczarowanie to

było tym większe, że w środę pojawiły się dane sugerujące, że liczba

miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wzrosła mocniej niż wcześniej

prognozowano. Skok oczekiwań widać było wyraźnie po wynikach aukcji

derywatów ekonomicznych, które przeprowadza CME. We wtorek oceniano, że

liczba miejsc pracy wzrosła o 148 tyś. Na aukcji czwartkowej prognozowano

już wzrost o ponad 200 tyś. Piątkowe dane, które mówiły o wzroście

"jedynie" o 121 tyś. mogły więc rozczarować. Nie musiało to od razu

oznaczać wielkich problemów dla rynku akcji. Tu przecież nadal nie jest

klarowna kwestia kolejnej podwyżki stóp procentowych w USA.

Niejednokrotnie słabsze dane były odbierane pozytywnie ze względu na

nadzieję zatrzymania podwyżek. Tym razem sesja za oceanem zakończyła się

fatalnie. Przeważył rozsądek oraz wniosek, że nie sposób przez cały czas

ignorować sygnałów możliwych kłopotów w sferze realnej gospodarki. Powoli

wyczerpuje się zasada "im gorzej tym lepiej". Wraca normalność, a tym

samym czas na dyskontowanie oczekiwanego spowolnienia.

Zapomnijmy na razie o całej tej informacyjnej otoczce i skupmy uwagę

jedynie na wykresach. Co można tu wyczytać? Piątkowym wzrostem dotarliśmy

do górnego ograniczenia konsolidacji z I kw. br. Raz udało się ten poziom

pokonać, ale na ceny nie utrzymały się nad nim długo ( Wykres_1.gif ).

Teraz mamy kolejną próbę. Warto zauważyć, że odbywa się ona przy znacznie

niższej aktywności. Obrót nie potwierdza ostatnich zmian cen, a warto

pamiętać, że był całkiem spory w czasie spadku cen ( Wykres_2.gniu się do szczytów.

Problem w tym, że zwyżka w takim stylu jest bardzo podejrzana.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama