Głównym celem NIK była ocena wykorzystania dochodów ze sprzedaży udziałów w spółkach Skarbu Państwa w latach 1991-2004. Zdaniem Izby, w tym okresie nie udało się wypracować koncepcji, jak wykorzystać środki z prywatyzacji. Małą część przychodów wykorzystuje się m.in. na restrukturyzację przedsiębiorstw oraz aktywizację zawodową. Ponad 54 proc. przychodów, uzyskanych w latach 1998-2004, przeznaczono na pokrycie deficytu budżetowego. Sporą część pochłonęły też wydatki na reformę systemu ubezpieczeń społecznych. W ciągu sześciu lat wydano na ten cel prawie 21 mld zł, czyli ok. 32 proc. wszystkich wpływów z prywatyzacji.
Najwięcej dała sprzedaż TP
Od 1991 do 2004 r. przychody z prywatyzacji wyniosły ponad 87 mld zł. Jeśli liczyć tę wartość po cenach z 2004 r., to zyski wyniosłyby ponad 113 mld zł. Najwięcej wpływów uzyskano w 2000 r. - ponad 27 mld zł. Powodem tak dobrego wyniku była sprzedaż akcji Telekomunikacji Polskiej. Przychody z tego tytułu wyniosły prawie 19 mld zł. Ogółem sprzedaż kolejnych udziałów w TP w latach 1998, 2000 i 2001 przyniosła ponad 27 mld zł. To największa transakcja prywatyzacyjna w ciągu badanego przez NIK okresu. Duże zyski pochodziły też ze sprzedaży największych polskich banków. Wprowadzenie do obrotu giełdowego w 2004 r. akcji PKO BP przyniosło 7,6 mld zł. Sprzedaż akcji Pekao SA w 1999 r. dała ponad 4,2 mld zł.
Mało ofert publicznych
Najczęściej prywatyzowano spółki poprzez sprzedaż akcji inwestorom strategicznym. Do 2004 r. sprzedano w ten sposób akcje 256 przedsiębiorstw, czyli ponad 72 proc. wszystkich prywatyzowanych firm. Poprzez ofertę publiczną, czyli sprzedaż udziałów na giełdzie, zbyto akcje zaledwie 46 spółek. W kilkunastu przypadkach prywatyzacja odbywała się drogą mieszaną, tj. jednocześnie sprzedawano pakiet udziałów inwestorowi strategicznemu i pewną część akcji wprowadzano na giełdę. - Przez wiele lat panowało przekonanie, że jednorazowa wpłata pieniędzy przez inwestora jest więcej warta niż żmudne przeprowadzanie oferty publicznej spółki - twierdzi Jacek Socha, minister skarbu w latach 2004-2005. - Tymczasem wejście spółki ma wpływ na wiele obszarów gospodarki. Handel akcjami, wypłaty dywidend - to wszystko przekłada się na dochody z podatków - tłumaczy Socha.