O godzinie 12.20 tonę miedzi w transakcjach terminowych wyceniano na 7.840 dolarów, czyli 20 dolarów poniżej piątkowego zamknięcia. Porannej zwyżce ceny metali sprzyjały dziś przede wszystkim ostatnie doniesienia z Chile. Toczone od kilku tygodni negocjacje ze związkami zawodowymi największej na świecie kopalni miedzi Escondida zakończyły się fiaskiem i 2.000 jej pracowników przygotowuje się właśnie do rozpoczęcia akcji strajkowych.
Zdaniem większości analityków, obawy dotyczące zakłóceń w dostawach z Chile sugerują duże prawdopodobieństwo dalszych wzrostów ceny metalu w krótkiej perspektywie. W dłuższym okresie popyt inwestorów może jednak hamować ich zdaniem perspektywa spowolnienia globalnej gospodarki oraz, będącego jego efektem, spadku popytu na surowce. Kluczowe dla nastrojów na rynkach metali będzie zatem jutrzejsze posiedzenie amerykańskiego banku centralnego, uważają dealerzy.
"Jeśli (Fed) pozostawi stopy bez zmian, wzrost gospodarczy może spowolnić słabiej, niż niektórzy tego oczekują. Niskie zapasy sugerują zatem, że przynajmniej w krótkim terminie metale mogą drożeć" - napisał w poniedziałkowym raporcie analityk BaseMetals.com, William Adams.
"Z drugiej strony, ewentualna decyzja o pozostawieniu stóp na dotychczasowym poziomie będzie wynikała z faktu, że gospodarka (USA) zwalnia, więc w czwartym kwartale ceny metali mogą zacząć spadać" - głosi raport.
Większość ekonomistów ankietowanych przez Agencję Reutera prognozuje, że koszt pieniądza w USA nie ulegnie jutro zmianie. Główna stopa procentowa za oceanem wynosi dziś 5,25 procent.