Reklama

Polska to dla nas strategiczny rynek

Publikacja: 30.08.2006 08:02

Dlaczego Vivendi odrzuciło propozycję Elektrimu, która mówiła o tym, że giełdowa spółka odkupi za 1 mld euro 51 proc. udziałów w firmach Elektrim Telekomunikacja, Elektrim Autoinvest i Carcom?

Koncern Vivendi Universal (VU) wielokrotnie deklarował, że Polska jest dla niego rynkiem o strategicznym znaczeniu. Przy współpracy z Elektrimem Telekomunikacją (ET) Vivendi zamierza inwestować w rozwój Polskiej Telefonii Cyfrowej (PTC). Przy wykorzystaniu swojego potencjału i doświadczenia koncern chce stworzyć na bazie PTC silnego, nowoczesnego operatora telekomunikacyjnego. Dlatego udziały w PTC nie są na sprzedaż. VU zainwestowało już 2 mld euro w Polsce i chce dalej rozwijać tu swoje przedsięwzięcia.

Tak na marginesie - oferta Elektrimu rodzi wiele pytań. Skoro Elektrim uważa się za właściciela PTC, to dlaczego chce zapłacić 1 mld euro za udziały w ET? Dlaczego chce zapłacić 1 mld euro za udziały w ET, a jednocześnie ogłasza, że wkrótce musi sprzedać za najwyżej 600 mln euro 48 proc. udziałów w PTC? Dlaczego, skoro dysponuje miliardem euro, nie spłaca długu wobec obligatariuszy, który wynosi około 550 mln euro? No i w ogóle skąd spółka, której w oczy zagląda bankructwo, ma 1 mld euro? A może oferta Elektrimu jest tylko zasłoną dymną?

Co sądzi Pan o oskarżeniach, które zarząd Elektrimu kieruje wobec ET i Vivendi? Chodzi m.in. o zarzut wpływania na decyzje sądów, zatajania informacji we wnioskach sądowych, manipulowania opinią publiczną.

Elektrim zawsze po niekorzystnym dla niego wyroku o coś nas oskarża. Tym razem dowiedzieliśmy się, że próbujemy manipulować opinią publiczną czy sędziami. Jedyne co robimy, to chronimy nasze interesy na drodze prawnej. Oskarżenia świadczą o tym, że kierującym Elektrimem puściły nerwy. To oni w tej chwili chcą manipulować opinią publiczną.

Reklama
Reklama

Oczekujemy jak najszybszej zmiany wpisu w KRS - to chyba naturalne po postanowieniu sądu z 16 sierpnia. Logiczną konsekwencją tego, że jesteśmy właścicielami 48 proc. PTC, jest to, iż taki wpis powinien widnieć w rejestrze sądowym. Dodam, że zgodnie z decyzją londyńskich arbitrów z początku sierpnia Elektrim ma nam pomóc w całej tej sprawie, a nie przeszkadzać. Zarząd Elektrimu nic sobie jednak nie robi z prawomocnych postanowień sądów i cały czas opiera się na uchylonym już przez austriacki sąd powszechny I instancji wyniku arbitrażu wiedeńskiego. Nie może być tak, że ktoś wybiera sobie wyroki, których chce przestrzegać, a resztę ignoruje. Elektrim jest spółką giełdową, publiczną, więc tym bardziej obowiązują go wyższe standardy działania. Niestety, nie przestrzega ich.

Elektrim wytyka ET, że woli długoletnie spory sądowe, niekorzystne dla PTC, niż polubowne, kompromisowe załatwienie sprawy. Czy tak jest naprawdę?

DT i Elektrim zawarły porozumienie, mające na celu pozbawienie ET jego aktywów. Musimy się bronić. Zawsze byliśmy jednak gotowi do zakończenia sprawy polubownie.

Arbitraż wiedeński postanowił pod koniec 2004 r., że wcześniejszy transfer udziałów w PTC z Elektrimu do ET był nieskuteczny. Sąd dał Elektrimowi dwa miesiące na to, aby odzyskał sporne aktywa. W przeciwnym razie Deutsche Telekom (DT), posiadający 49 proc. Ery, nabyłby prawo do realizacji opcji call (przymusowej sprzedaży) na sporne 48 proc. PTC wobec Elektrimu.

Pomimo że w orzeczeniu Trybunał uznał, iż jego wyrok nie dotyczy ET, postanowiliśmy pójść Elektrimowi na rękę i w styczniu 2005 r. zaproponowaliśmy zawarcie porozumienia, na mocy którego udziały zostałyby przetransferowane z powrotem do Elektrimu, a zasady współpracy między nami na nowo uregulowane - z korzyścią dla Elektrimu, ET, PTC i DT.

Na dzień przed datą wyznaczonego posiedzenia rady nadzorczej ET, która miała podjąć decyzję o transferze udziałów, jeden z zasiadających w niej członków, nominowany przez Elektrim, złożył rezygnację. Z tego powodu, zgodnie z regulaminem, rada nie mogła podjąć decyzji. Tymczasem przedstawiciele DT zbojkotowali posiedzenie rady nadzorczej PTC, zgodę na transfer udziałów.

Reklama
Reklama

Czy w marcu tego roku sytuacja była podobna?

Przez cały luty i marzec spotykaliśmy się z przedstawicielami Elektrimu i DT, by wynegocjować pełne porozumienie kończące spór. Tak też się stało. Było to jeszcze przed wyrokiem sądu II instancji o częściowym uznaniu wyroku wiedeńskiego. Formalnie udziały w PTC miał ET. Wszystko było dopięte na "ostatni guzik". Elektrim miał sprzedać Vivendi za 750 mln euro posiadane udziały w ET (49 proc., resztę ma koncern Vivendi). Była to cena rynkowa za prawie 24 proc. Ery, które kontrolował pośrednio Elektrim poprzez ET. Pieniądze te pozwoliłyby giełdowej spółce na spłatę obligatariuszy, jak również na inwestycje za ponad 200 mln euro. Wynegocjowano również, że Grupa Vivendi sprzeda DT 1 proc. Ery (kontrolowała dotychczas pośrednio 51 proc. PTC). W ten sposób, po obydwu transakcjach, DT i Vivendi miałyby po 50 proc. Ery. Tymczasem po 29 marca, kiedy polski sąd częścio-

wo uznał wyrok wiedeński z 2004 r., DT i Elektrim nie podpisały uzgodnionego już porozumienia. Była to ewidentnie zła wola. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że DT miał uzyskać prawo do wykonania opcji call.

Będzie epilog tej sprawy?

Oczywiście, że tak. Toczy się postępowanie przed Trybunałem Arbitrażowym w Genewie w tej sprawie. Umowa była przygotowywana według właściwości prawa szwajcarskiego. A mówi ono, że kontrakt jest ważny, jeśli został przez strony zaakceptowany, niekoniecznie podpisany. Dokładnie taka sytuacja ma miejsce w przypadku omawianej umowy. Dlatego oddaliśmy sprawę do arbitrażu. Wszystko to jednak zdaje się mieć drugie dno.

Jakie?

Reklama
Reklama

Zygmunt Solorz-Źak jest głównym akcjonariuszem zarówno Elektrimu, jak i Polsatu. Ewidentnie dążył do wykonania przez Niemców opcji call. Zgodnie z niedawnym oświadczeniem pana Piotra Nurowskiego (prezesa Elektrimu - przyp. red.), zamierza sprzedać Niemcom 48 proc. Ery za okazyjną cenę - w najlepszym wypadku za obecną wartość księgową tych udziałów (mniej niż 600 mln euro).

A co w ostatnim czasie zyskał? Niemcy zgodzili się, aby Polsat dostał umowę, na mocy której stanie się operatorem wirtualnym Ery. Nie znamy szczegółów tego kontraktu, ale można się spodziewać, że będzie on bardzo korzystny dla Polsatu. Pierwszy fakt: obdarcie Elektrimu i jego akcjonariuszy z aktywów poprzez sprzedaż udziałów w PTC zdecydowanie poniżej ich wartości rynkowej (która wynosi między 1,8 a 2,5 mld euro). Drugi fakt: zapewnienie Polsatowi lukratywnego kontraktu. Efekt? Zygmunt Solorz-Źak chce wyprowadzić z Elektrimu wartość. Pieniądze, które zarobi na kontrakcie Polsatu z PTC będą bowiem wolne od roszczeń obligatariuszy i Vivendi. Dlatego też bankructwo Elektrimu nie byłoby dla niego czymś złym.

Czy ET wystąpi wobec DT z opcją call, kiedy zostanie wpisany do KRS-u? ET może przecież dowieść, że Niemcy działali na jego szkodę jako największego akcjonariusza PTC - m.in. poprzez przepychanki wokół zarządu, próbę kupienia udziałów od Elektrimu. Zgodnie ze statutem Ery (punkt 16), przymusowa sprzedaż po cenie księgowej mogłaby w takim wypadku dojść do skutku. A wtedy Vivendi miałoby całe PTC.

Jest to jedna spośród wielu możliwości. Będziemy domagać się odszkodowania od wszystkich podmiotów i osób, które biorą udział w funkcjonowaniu wspomnianego mechanizmu.

Oprócz obligatariuszy, także ET złożył do sądu wniosek o upadłość Elektrimu. Dlaczego?

Reklama
Reklama

Zrobiliśmy to wtedy, gdy Elektrim uzyskał wpis do rejestru sądowego PTC. Wniosek miał służyć zabezpieczeniu naszych interesów, ponieważ działania Elektrimu uszczupliły nasz majątek o 2 mld euro. Rozliczone aktywa po bankructwie mogłyby, choć w części, zrekompensować nam stratę. W obecnej sytuacji to ET jest prawnym właścicielem Ery, więc możemy mówić już o mniejszej wielkości odszkodowania.

Dlaczego twierdzi Pan, że tylko Vivendi gwarantuje PTC zachowanie charakteru narodowego?

Deutsche Telekom działa podobnie jak Orange (France Telecom) i Vodafone. Firmy te budująDlatego też, jeśli nie my będziemy mieli wpływ na zarządzanie PTC, to zniknie Era i Heyah, a pojawi się T-Mobile. A jaki jest sens rezygnowania z marek numer jeden w Polsce i zastąpienie ich marką numer cztery w Europie? Wówczas trzeba by też płacić Niemcom za wykorzystywanie marki. A po co? Lepiej pieniądze te np. zainwestować w rozwój operatora.

Poza tym Niemcy nominują do zarządu tylko Niemców. My zatrudniamy polskich menedżerów. ET chce, aby Era pozostała polską firmą. Taka jest strategia działania Grupy Vivendi, która jest zdecentralizowana. Wychodzimy z założenia, że na lokalnym rynku najlepiej poradzą sobie lokalni profesjonaliści, którzy uzyskują dostęp do światowego know-how koncernu. Nam zależy tylko na jak najbardziej efektywnym funkcjonowaniu PTC.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama
Reklama

CV

Philippe Houdouin

Prezes

zarządu spółki

Elektrim

Reklama
Reklama

Telekomunikacja

W 1999 r.

był członkiem

zespołu

negocjacyjnego Vivendi Universal do spraw

inwestycji w ET.

W latach 1998-1999

pełnił funkcję dyrektora

finansowego

Vivendi Telecom

International.

Przed

rozpoczęciem pracy w Vivendi przez siedem lat pracował

w funduszach private equity.

Jest członkiem

rady nadzorczej PTC od 2002 r.

Fot. Fotorzepa

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama