Na otwarciu wtorkowej sesji nic nie zapowiadało hossy na papierach Elektrimu. Sytuacja zmieniła się w ciągu jednej godziny, gdy nagle ni stąd, ni zowąd pojawiły się spore obroty, a kurs "Elka" zaczął skokowo rosnąć. Różnice między zleceniami podaży i popytu były tak duże, że przez blisko godzinę (od ok. 12.43 do 13.47) giełdowy system nie zezwolił na żadną transakcję. W tym czasie dotarła do nas informacja o zmianach w zarządzie Polskiej Telefonii Cyfrowej. O 13.47 kurs był już o ponad 23 proc. wyższy niż w poniedziałek. Po minucie handlu jeszcze raz doszło do tzw. równoważenia rynku. I znowu trwało około godziny. W drugiej części sesji notowania "Elka" znowu skoczyły. Na zamknięciu były o 53,3 proc. droższe niż dzień wcześniej.
Jak dalej będzie zachowywał się kurs Elektrimu? Według Deutsche Telekom, zmiany we władzach PTC, operatora sieci Era, to bezpośrednia konsekwencja transakcji zakupu 48 proc. udziałów komórkowego operatora. Niemiecki operator nie podał jednak jej wartości. Większość osób, z którymi rozmawialiśmy o tym, co mogło się wczoraj wydarzyć w Erze, sądziła, że DT i Elektrim nie ustaliły jeszcze ostatecznej ceny za 48-
-proc. pakiet udziałów PTC.
Elektrim tymczasem milczał. Zygmunt Solorz-Żak, największy akcjonariusz Elektrimu, i Piotr Nurowski, prezes firmy, wczoraj po południu nie odbierali telefonów. Rzeczniczka konglomeratu była nieuchwytna, a biuro prasowe PTC nie udzielało komentarzy.
Dała o sobie znać natomiast trzecia strona sporu o Erę - Elektrim Telekomunikacja, spółka kontrolowana przez francuski koncern Vivendi. Uważa się za właściciela tych samych udziałów, które ma Elektrim, a które w ramach opcji call przejęli Niemcy. Na mocy decyzji sądów ET w tym roku zostało już drugi raz wykreślone z Krajowego Rejestru Sądowego PTC, ale nadal walczy. Wczoraj poinformowało, że nie uznaje decyzji rady nadzorczej ani zarządu Ery.