Przyznaję, że rozważamy zakupy zagranicznych spółek, które przyspieszyłyby nasz rozwój poza krajem.
To są luźne wizje czy też Comarch rozpoczął już jakieś działania?
Dostajemy oferty od zachodnich firm doradczych z propozycjami kupna różnego rodzaju przedsiębiorstw. Badaliśmy już nawet jedną spółkę z Londynu. Jesteśmy jednak bardzo ostrożni. Każde przejęcie to złożony proces, który rodzi wiele problemów. Absolutnie nie czujemy presji, żeby szybko finalizować tego typu operacje.
Comarch szuka poza Polską spółek, producentów oprogramowania czy raczej chodzi o dostęp do klientów?
Zdecydowanie druga odpowiedź.
Macie za granicą kilka spółek. Przez ostatnie lata wpompowaliście w ich rozwój miliony złotych. Czy plany zagranicznych przejęć oznaczają, że samodzielne budowanie pozycji poza Polską było nietrafioną decyzją?
Wprost przeciwnie. Przywiązujemy dużą wagę do umacniania naszej pozycji za granicą. Wciągnąłem w ten proces swoje dzieci. Moja córka, która oprócz SGH skończyła kilka zachodnich uczelni, została szefem niemieckiego Comarch Software AG. Rezyduje w Brukseli i ma misję budowy naszej pozycji w Europie Zachodniej. Syn, który ukończył uczelnie amerykańskie, ma do realizacji podobne zadanie w Stanach Zjednoczonych. Pierwszym ruchem jest przeprowadzka naszej spółki zależnej z Miami do Chicago.
Oboje dostali bardzo duże uprawnienia i swobodę w samodzielnym podejmowaniu decyzji, które wcześniej zapadały w Krakowie. Będą zatrudniać nowych pracowników i mieć nad nimi bezpośredni nadzór. To powinno przełożyć się na wysoki wzrost wolumenu sprzedaży.
A co ze wschodnim kierunkiem ekspansji?
Przygotowujemy strategię. Mamy jednak w zarządzie rozbieżne stanowiska na ten temat. Na pewno nie chcemy wchodzić do Rosjiprzeszłości już dwa razy dzieliliśmy akcje.
Trzeba sobie jednak powiedzieć jasno: to bardzo trudne rynki. Wymagają olbrzymich inwestycji i często wieloletnich starań, żeby zdobyć duży kontrakt. Podpisanie umowy to jednak dopiero połowa sukcesu. System trzeba jeszcze wdrożyć. Tymczasem prace ciągną się miesiącami, bo zleceniodawcy często są kompletnie nieprzygotowani do przyjęcia pewnych standardów. To wszystko sprawia, że kontrakty stają się mało opłacalne. Nie jestem więc przekonany, czy wchodzenie do Rosji albo na Ukrainź jest najlepszym pomysłem. Bardziej skłaniam się do stwierdzenia, że lepiej wyrobić sobie markę na Zachodzie i dopiero później na tej bazie podbijać Wschód.
Kolejne polskie spółki deklarują, że wchodzą na rynki bałkańskie. Może i Comarch powinien o tym pomyśleć?
Nie musimy wchodzić na Bałkany, bo jesteśmy tam obecni już od kilku lat. Mamy dwóch klientów telekomunikacyjnych w Bułgarii. Realizowaliśmy też kontrakt rządowy. Interesująco wyglądają kraje dawnej Jugosławii. Mamy kontrahentów z Czarnogóry, Serbii i Macedonii. Wprowadzaliśmy też duży system w Albanii.
Skoro Comarch radzi sobie coraz lepiej w Europie, może nie warto walczyć o tak egzotyczne rynki jak Ameryka Łacińska i z nich się wycofać?
Nasz panamski oddział zatrudniający ok. 30 osób, w dużej części miejscowych, tylko w tym roku podpisał kontrakty za ponad 15 mln zł. Jesteśmy jednym z wiodących dostawców systemów telekomunikacyjnych w tym regionie Ameryki, a na liście klientów znajduje się spora część lokalnych operatorów. Nie widzę powodów, żeby nie zarabiać pieniędzy w tej części świata.
Od kilku już lat sprzedaż poza Polską zapewnia Comarchowi około 20 proc. rocznych przychodów. Czy ten wskaźnik zmieni się w kolejnych latach?
Dla nas nie jest ważne, czy sprzedaż odbywa się w kraju czy za granicą. Liczy się klient, kontrakt i przede wszystkim to, ile zarobimy. Nie wiem, jaki będzie wskaźnik sprzedaży eksportowej w tym roku i w przyszłych latach.
Ilu cudzoziemców pracuje w Comarchu?
Przyznam, że nie znam dokładnej liczby. Ale myślę, że jest to kilkadziesiąt, może nawet sto osób.
A ile osób zatrudnia obecnie Comarch? Na początku roku było ich 1800 i deklarował Pan, podobnie zresztą jak w poprzednich latach, że chce zmniejszyć tempo rekrutacji.
Przyznaję, że mamy z tym kłopot. W kwietniu mówiłem, że przyjmiemy 300-400 osób. Tymczasem już po siedmiu miesiącach mamy 2100 pracowników i zatrudniamy kolejnych. Mamy 200 studentów na stażach. Jesienią połowa z nich zostanie przyjęta do pracy. Mimo to jest nadal bardzo duże parcie na zatrudnianie nowych osób. Spróbujemy, w skali całego roku, zmieścić się w liczbie 400 nowo zatrudnionych, ale nie wykluczam, że przekroczymy plan o kilkadziesiąt osób.
Jaką strategię dla Interii ma Comarch? Wiosną sprzedał niewielki pakiet, ale wciąż pozostaje inwestorem strategicznym.
Rynek telekomunikacyjny, portale, usługi dodane, operatorzy komórkowi, telefonia IP - to wszystko miesza się ze sobą. Dlatego uważamy, że powinniśmy nawet zacieśnić związki z Interią, żeby lepiej sprostać wyzwaniom rynkowym. Sporo rzeczy moglibyśmy zrobić razem, żeby wyprzedzić konkurencję.
Czyli Interia ma swoje miejsce w grupie Comarchu?
Oczywiście. Interia może stać się platformą do handlu tekstami, reklamą, filmami, teledyskami, grami komputerowymi. My, jako Comarch, zajmowalibyśmy się dostarczaniem systemów, które obsługiwałyby i rozliczały transakcje. Pracujemy obecnie nad podobnym rozwiązaniem dla Polkomtela. Pozwoli ono rozliczać setki dostawców i odbiorców różnej wielkości. Dla aplikacji IT to potężne wyzwanie. W niedługim czasie podobny system zacznie wdrażać Interia. W przyszłości chcemy wspólnie tworzyć nowe usługi - my będziemy odpowiadać za stronę technologiczną, a Interia za skuteczne wykorzystywanie aplikacji. Nieskromnie powiem, że jeśli chodzi o systemy tego typu, mamy szanse stać się światowym liderem.
Rozumiem zatem, że Comarch niNasz pakiet jest obecnie wart ok. 100 mln zł. Nie potrafię wskazać, co moglibyśmy zrobić z taką górą gotówki.
Może warto zastanowić się wówczas nad dywidendą?
(Śmiech). Nie, na pewno nie. Moja niechęć do płacenia dywidendy jest znana i nie zamierzam zmieniać stanowiska w tej sprawie.
Dziękuję za rozmowę.
CV
Janusz Filipiak
Ma 54 lata. Jest absolwentem AGH. Do Krakowa
przeniósł się z rodzinnej Bydgoszczy. Ukończył elektrotechnikę w 1976 r. Naukowo związał się z uczelnią. W 1979 r. obronił doktorat, a w 1984 r. uzyskał habilitację. Lata 80. spędził głównie za granicą. Po habilitacji pracował rok w laboratoriach France Telecom w Paryżu. Spędził kilka lat w USA i Australii. Do Polski wrócił w 1989 r. i ponownie zatrudnił się na AGH.
W 1994 r., razem z żoną i kilkoma współpracownikami, założył Comarch. Początkowo firma mieściła się w 16-metrowym pokoju w budynku krakowskiej uczelni.
Comarch w marcu 1999 r. zadebiutował na giełdzie. Dzisiaj kapitalizacja spółki przekracza 1,1 mld zł.