Reklama

To nie jest ich hossa

W najdłuższej hossie w historii warszawskiej giełdy spółki informatyczne odgrywają drugoplanowe role. Inwestorów nie przekonuje tempo, w jakim poprawiają się zyski w branży

Publikacja: 26.09.2006 09:16

Można się spierać, kiedy rozpoczęła się obecna hossa - czy w październiku 2001 r., kiedy WIG i WIG20 zanotowały najniższe wartości po trwających ponad półtora roku spadkach (zapoczątkowana wtedy fala wzrostowa została niemal w całości zniesiona), czy może w marcu 2003 r., kiedy startująca z okolic 1000 pkt (dla WIG20) zwyżka doprowadziła do zmiany trendu długoterminowego na wzrostowy. Na potrzeby niniejszego artykułu przyjmijmy, że hossa została zapoczątkowana w październiku 2002 r., wraz z osiągnięciem dołka przez Indeks Cenowy Parkietu, w którego wyliczaniu uwzględniamy wszystkie firmy notowane na warszawskim parkiecie. Bez względu jednak na to, jaki okres uwzględnimy w analizie, okaże się, że w trakcie tej hossy spółki informatyczne nie grają pierwszoplanowych ról.

Tylko trzy firmy lepsze

niż rynek

Od 10 października 2002 r. do 15 września 2006 r. wartość Indeksu Cenowego Parkietu wzrosła 617 proc. Spośród 14 firm informatycznych, które były przez cały ten okres notowane na giełdzie, w większym stopniu wzrosły kursy trzech: Igroup (1264 proc.), IB System (951,7 proc.) oraz MacroSoftu (915,1 proc.). Tylko w przypadku MacroSoftu zwyżka kursów ma związek z poprawą wyników finansowych. Igroup i IB System notują zyski tylko w pojedynczych kwartałach.

Z dużych spółek informatycznych dobrze w trakcie hossy poradził sobie przede wszystkim Comarch (+567 proc.), a także Softbank (+274 proc.), którego notowania rosły wprawdzie istotnie wolniej niż szeroki rynek, ale utrzymywały tempo wyznaczane przez WIG20. Poniżej oczekiwań wypadają w trakcie hossy Prokom (38,9 proc.) i ComputerLand (10,2 proc.). Ze spółek WIG20 słabiej od Prokomu prezentuje się tylko Agora.

Reklama
Reklama

Spada znaczenie informatyki

W trakcie trwającej już prawie cztery lata hossy znaczenie spółek informatycznych znacznie spadło. Branża miała pięciu przedstawicieli w WIG20 i pod względem wpływu na wartość indeksu ustępowała tylko bankom. Teraz w składzie flagowego indeksu warszawskiej giełdy został tylko Prokom. Jego wpływ na wartość wskaźnika nie przekracza 2,5 proc. Pod względem wartości rynkowej (1,9 mld zł) Prokom zajmuje 31. miejsce na 259 polskich spółek giełdowych. Mic-rosoft, największy na świecie producent oprogramowania, jest wart na rynku 263 mld USD i jest pod tym względem trzecią amerykańską (i światową) spółką. W gronie 20 największych pod względem wartości rynkowej amerykańskich spółek znajduje się jeszcze Cisco (139 mld USD) i Google (127,4 mld USD). Wpływ krajowych spółek informatycznych na koniunkturę na warszawskiej giełdzie jest niewielki, także jeśli odnieść go do standardów światowych.

Również w skali całej gospodarki spółki informatyczne nie zaliczają się do gigantów. Pod względem przychodów ze sprzedaży (1,8 mld zł) w 2005 r. Prokom uplasował się na 91. miejscu na "Liście 500" sporządzanej przez "Rzeczpospolitą". Ze spółek pozagiełdowych, które działają w podobnej branży, został wyprzedzony przez polski oddział Siemensa. Na 144. miejscu listy uplasował się tegoroczny debiutant - Action, który handluje sprzętem komputerowym. Pod względem wysokości zysku netto Prokom uplasował się na 58. miejscu.

Z analizy "Listy 500" można wyciągnąć przynajmniej jeszcze jeden wniosek, rzucający więcej światła na to, co jest przyczyną tego, że spółki informatyczne nie cieszą się uznaniem inwestorów. Na tle innych branż niskie są wskaźniki rentowności największych spółek informatycznych - najwyższy wskaźnik rentowności brutto (relacja zysku brutto do przychodów ze sprzedaży) spośród firm uwzględnionych w zestawieniu miał Softbank. Było to jednak tylko 9,8 proc. Biorąc pod uwagę, że granicę 10 proc. bez trudu przekraczały przedsiębiorstwa przemysłu spożywczego, nie jest to dużo. Liczą się inne sektory

Przez ostatnie IV kwartały (III kw. 2005 r. - II kw. 2006 r.) 22 spółki informatyczne (uwzględniamy tylko te, które opublikowały już dostatecznie dużo raportów) wypracowały 5 215 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, 342,6 mln zł zysku operacyjnego i 284,0 mln zysku netto. W odniesieniu do kwartału wcześniej, kiedy przychody i zyski były najwyższe w historii, oznaczało to nieznacznie obniżenie wszystkich trzech wartości. Nie można zatem powiedzieć, żeby spółki informatycznie nie poprawiały wyników finansowych. Biorąc jednak pod uwagę korzystne otoczenie (w II kwartale 2006 r. roczna dynamika PKB wyniosła 5,5 proc., a wzrost inwestycji był najwyższy od ośmiu lat - 14,4 proc.) inwestorzy oczekują, że poprawa powinna następować szybciej.

Trudna jest konkurencja z innymi branżami, które korzystne warunki wykorzystują lepiej - banki, spółki paliwowe, firmy wydobywające i przetwarzające metale, niektóre przedsiębiorstwa budowlane i handlowe biją informatykę regularnością lub tempem, w jakim poprawiają wyniki finansowe.

Reklama
Reklama

Największym mankamentem branży jest niska rentowność. Wskaźnik ROS (relacja zysku netto i przychodów netto ze sprzedaży) osiągnął wprawdzie po wynikach za I kwartał 2006 r. najwyższy poziom od ponad 5 lat, ale było to tylko 5,8 proc. W II kwartale spadł do 5,4 proc. Granicę 10 proc. przekroczyły tylko trzy spółki: Asseco Poland, ATM i MacroSoft. Nie dziwi zatem pęd do łączenia się firm informatycznych. Trend zapoczątkował jeszcze w 2002 r. Prokom, przejmując kontrolę nad Softbankiem. Później gdyńska firma przyłączyła do grupy kapitałowej Spin, kupiła pakiet akcji Compu, a przez Softbank kontroluje także AssecoPoland. Prokom doprowadził także do połączenia ABG ze SterProjektem. Obecnie trwa łączenie ComputerLandu i Emaksu oraz Asseco z Softbankiem. Czy ich efekt będzie dla inwestorów korzystny? Na razie wątpliwości nie mają tylko analitycy, wydając rekomendacje zachęcające do kupowania akcji. Tymczasem z czterech łączących się firm, tylko o notowaniach Asseco można powiedzieć, że znajdują się w trendzie wzrostowym. Softbank wierzchołek zbudował w styczniu, Emax w kwietniu, notowania ComputerLandu znajdują się w tym samym miejscu co dziewięć lat wcześniej.

Uwagę przykuwa kurs Comarchu, który od początku roku do majowego wierzchołka podskoczył ponad 100 proc. To pierwsza duża informatyczna spółka, której notowania odrobiły niemal całość strat poniesionych w wyniku pęknięcia bańki internetowej. Na szczycie w marcu 2000 r. za papiery firmy płacono 162,25 zł, w ostatni piątek jedna akcja Comarchu kosztowała 160,70 zł.

Fot. Andrzej Cynka

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama