Elektrim przeżył już niejedno. A wniosków o upadłość nawet kilka. Czy i tym razem uda mu się wyjść cało, o czym kiedyś z przekonaniem pisał Stanisław Sołtysiński, doradca firmy, do Ewy Bojar, rzeczniczki konglomeratu? Używał wówczas cytatu z Sienkiewicza, trawestując go na potrzeby chwili i rynku kapitałowego. "Nie ma takich opresji, z których Elektrim, przy pomocy Auksyliów Niebieskich oraz wsparcia zastępów własnych, jurystów i akcjonariuszy wiernych, obronną ręką na chwałę Rzplitej by nie wyszedł" - pisał wtedy ten uznany prawnik.

Elektrimu nadal strzegą zastępy prawników. Będą go bronić także w środę w warszawskim sądzie upadłościowo-naprawczym. Z rozmów z nimi wynika, że nie tracą wiary (w sprawiedliwość sądów), choć Piotr Nurowski, obecny prezes Elektrimu, mówił w piątek agencji ISB, że według niego, w środę zapadnie decyzja o upadłości spółki.

"Upadłość". To nie brzmi zbyt optymistycznie. Ci, co śledzą losy firmy, wiedzą jednak, że w jej przypadku to, co na pozór wygląda źle, może wyjść spółce czasem na zdrowie.

Teraz też tak się może stać. Bo do czego dąży zarząd Elektrimu? Chciałby, aby sąd ogłosił upadłość z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Już przedstawił propozycje, z których wynika, że - jeśli sąd tak zdecyduje - spróbuje renegocjować spłatę długu, jaki ma wobec obligatariuszy. Jeśli mu się to uda (wierzyciele już protestują) - może i wyjdzie z opresji obronną ręką.