Urząd Komunikacji Elektronicznej sam obniży ceny, jakie klienci Telekomunikacji Polskiej będą płacić za połączenia z sieciami komórkowymi. Stwierdził, że operator zbyt opieszale wykonuje jego zalecenie w tej sprawie.
W lipcu UKE przedstawił propozycję zmiany opłat za rozmowy z telefonu stacjonarnego na komórkowy. Zgodnie z nią, ceny miały do końca roku spaść o 35 proc., a do końca 2008 roku o ok. 70 proc. Obniżka miała dotyczyć wzajemnych rozliczeń pomiędzy operatorami za ruch kierowany z sieci stacjonarnej do komórkowej. Na przykład, opłata za 1 minutę połączenia w godzinach szczytu miała wynosić w rozliczeniach międzyoperatorskich 42,5 gr, a nie 65 gr, jak to ma miejsce obecnie. W zamierzeniu regulatora spadek tych stawek miał skutkować niższymi cenami detalicznymi.
- Operatorzy komórkowi pozytywnie odpowiedzieli na naszą sugestię. Przedstawili swoją propozycję, która była zbliżona do naszej. Rozpoczęli też negocjacje z operatorami stacjonarnymi w celu zmiany umów. Jednak napotkali opór ze strony TP - mówi Jacek Strzałkowski, rzecznik UKE. Dodaje, że spółka stwierdziła, że obniżka może nastąpić dopiero za "kilka miesięcy - być może w lutym przyszłego roku".
Jeśli przed tym terminem konkurenci TP na rynku stacjonarnym doszliby do porozumienia z operatorami komórkowymi, to mogliby oferować rozmowy telefoniczne znacznie taniej niż operator narodowy.
Jak jednak podkreśla J. Strzałkowski, w przypadku małych operatorów alternatywnych obniżka byłaby niemożliwa, ponieważ ich sieci nie łączą się bezpośrednio z sieciami firm komórkowych, a ruch telefoniczny idzie przez łącza TP. Ta zaś pobierałaby nadal stare opłaty. Z tych powodów UKE postanowił sam narzucić TP nowe ceny i doprowadzić do zmiany umów pomiędzy spółką a operatorami komórkowymi.