wystarczający i tego właśnie obawiają się jastrzębie.
Problem inflacji jest szeroko dyskutowany także za oceanem. Ostatnie
spowolnienie gospodarcze sprawiło, że siła napięć jest nieco mniejsza, ale
wcale nie znaczy to, że przestały one istnieć. Porównując ceny rok do roku
widać wzrost dynamiki inflacji, ale tu mamy wynik bazy. Gdy bowiem
przyjrzymy się dynamice cen w trzech miesiącach III kw. 2006 r. okazuje
się, że jest ona mniejsza od dynamiki cen w II kw. 2006 r. Zatem, czy
inflacja jest jeszcze tak poważnym zagrożenie, jakim była kilka miesięcy
temu? Trzeba też zauważyć, że sytuacja na rynkach surowcowych nieco się
poprawiła.
Dyskusja związana z wielkością i prognozami inflacji nie dotyczy tylko
samych prognoz, ale także narzędzi, z jakich się przy stawianiu tych
prognoz korzysta. Oczywiście nikt już nie buduje modeli prognostycznych na
bazie wskaźników CPI, czy CPI core. Powodem jest tu sztywność tej miary, a
zatem brak płynnego dostosowania struktury koszyka dóbr do zmieniającej
się sytuacji. Inna sprawa, że koszyk ten jest znacznie węższy od
rzeczywistego koszyka konsumpcji. Obecnie za najbardziej wiarygodną miarę
inflacji uznaje się (łącznie z Fed) publikowany wraz z dynamiką PKB indeks
wydatków konsumpcyjnych (PCE). Dla jeszcze lepszego rozeznania, ze względu
na ich duża zmienność, nie bierze się pod uwagę cen energii i żywności
(wersja core). Jednak i ta mego pracy uzyskano dane, które sugerują, że ceny
faktycznie rosną nieco szybciej niż ostatnio publikowany wskaźnik PCE
core. Zdaniem Dolmasa dynamika cen jest znacznie bliższa wartości 3% niż
2%, jakich życzyliby sobie członkowie FOMC. Wniosek jego prac jest taki,
że obniżki stóp procentowych, o jakich czasem wspomina się "na ulicy" są
znacznie mniej prawdopodobne niż pojawienie się kolejnej podwyżki.
Brak możliwości poluzowania polityki pieniężnej może mieć swoje przykre
skutki dla gospodarki. Jak pokazały wstępne dane o dynamice PKB w III kw.
2006 r. wzrost gospodarczy jest obecnie skutecznie hamowany przez wynik w
handlu zagranicznym oraz sytuację na rynku nieruchomości. O ile tego
pierwszego czynnika nie wolno bagatelizować, to jednak ten drugi wyrządza
w tej chwili najwięcej szkód. Spadek wydatków na budowę domów w III kw.
2006 r. wpływa na spadek PKB o 1,1%. W II kw. ten negatywny wpływ był
mniejszy i wynosił -0,7%. Wpływ wymiany handlowej z zagranicą to -0,6%.
PKB podtrzymywane jest przez konsumpcję (+2,1%) oraz inwestycje
przedsiębiorstw (+0,9%).
Kluczem dla dynamiki PKB pozostaje więc sytuacja na rynku nieruchomości.
Właśnie tu widać pokładane przez wielu ekonomistów nadzieje w
wyeliminowaniu negatywnego wpływu na dynamikę PKB. Na poprawę wymiany z
zagranicą nikt na razie nie liczy, a deficyt handlowy notuje nowe rekordy.
Temat rynku nieruchomości jest delikatny nie tylko ze względu na wpływ na
dynamikę PKB, ale także z powodu jego powiązań z poziomem konsumpcji.
Zanadto przedłużające się problemy na rynku nieruchomości odcisną w końcu
swoje piętno na możliwościach konsumpcyjnych Amerykanów, co osłabiłoby
główny czynnik napędowy gospodarki.
Obecnie wydaje się przeważać przekonanie, że najgorsze na rynku
nieruchomości jest już przeszłością i teraz można liczyć na lekką poprawę,
a przynajmniej na wyhamowanie spadku. Tu czynnikiem sugerującym takie
myślenie ma być ostatni wzrost liczby wniosków o kredyt hipoteczny oraz
wzrost liczby nowych budów, a także wzrost sprzedaży nowych domów. Tak, to
są sygnały, których nie należy ignorować, ale są też takie jak spadek
liczby wydanych pozwoleń na budowę (miara znacznie mniej zmienna niż
liczba rozpoczętych budów), spadek sprzedaży domów już istniejących czy
oraz ogólny spadek cen na rynku nieruchomości. W przypadku rynku wtórnego
jest on jeszcze delikatny, ale na rynku pierwotnym tylko we wrześniu
wyniósł on 9,3% (w porównaniu z rokiem poprzednim ceny spadły o 9,7%). Nie
wolno zapomnieć, że mowa tu tylko o cenach kontraktowych, które nie
uwzględniają szeregu bonifikat i dodatków mających uatrakcyjnić zakup
domu. Waga sytuacji na rynku nieruchomości jest na tyle znacząca, że
szybkie bagatelizowanie zagrożenia może być bardzo kosztowne.
Kamil Jaros
[email protected]