Bioton obniżył prognozę zysku do 90 mln zł w 2006 roku" - taką niepokojącą informację opublikowała tuż po południu agencja Reuters. Niemal identyczny tytuł - "Bioton obniżył prognozę zysku netto na 2006 r. do 90 mln zł" - nadała w depeszy agencja ISB. Kurs akcji błyskawicznie obniżył się o 10 groszy, do 2,76 zł. Na zamknięcie sesji był tylko 4 grosze wyższy. Łącznie od szczytu z 13 listopada notowania obniżyły się już ponad 12 proc., co jest największą korektą w trendzie wzrostowym od czasu odłączenia prawa poboru od akcji serii G w czerwcu tego roku.

I po co to całe zamieszanie?

Przecież Bioton nie miał i nie ma prognoz na 2006 rok! Nie dalej przecież jak we wtorek, przy okazji publikacji raportu finansowego za III kwartał, spółka napisała, że "Bioton nie publikował prognoz wyników na rok 2006". To tylko naiwni dziennikarze sądzą, że kiedy prezes zarządu czołowej giełdowej firmy, którą rynek wycenia na 7,5 mld zł, mówi o zyskach ("Na pewno w kategoriach brutto, a przy sprzyjających warunkach także zysk netto może być trzycyfrowy w tym roku" - taką wypowiedź prezesa Adama Wilczyńskiego zacytował Reuters 17 sierpnia), to jest to prognoza. Tymczasem są to tylko słowa, które pozwalają podgrzać atmosferę wokół spółki, ale nie ponieść odpowiedzialności w razie porażki.

Tak jak udało się jej uniknąć w 2005 roku, kiedy zasłaniając się przejęciem SciGenu, Bioton odwołał prognozy. Później - to oczywiście przypadek - okazało się, że spółka zarobiła 19 mln zł, zamiast oczekiwanych 28 mln zł.