Krakowski producent słodyczy zamierza iść śladem swoich giełdowych konkurentów. Też chce sprzedawać wyroby na Wschodzie. Myśli głównie o Ukrainie. - Decyzje w tej sprawie już zapadły - twierdzi Dariusz Orłowski, prezes Wawelu. Przyznaje, że Ukraina to atrakcyjny, ale trudny rynek. - Mało komu udaje się odnieść tam sukces - dodaje.
Na razie za wcześnie, by mówić o jakichkolwiek terminach. Zarząd nie ujawnia też, ile pieniędzy mógłby zainwestować w nowy rynek. Wiadomo jedynie, że aktualnie może sobie pozwolić na spore wydatki. Pieniędzmi, które spółka uzyskała niedawno ze sprzedaży krakowskiej nieruchomości, spłaciła praktycznie wszystkie długi. Dlatego nie przewiduje problemów z ewentualnym wzięciem kredytu. Nie zamierza posiłkować się emisją akcji.
Zamiar rozszerzenia dystrybucji na Wschód ogłosił niedawno Mieszko. Zawarł w tym celu umowę z Lambertzem - niemieckim producentem pierników. Zamierza skorzystać z jego sieci dystrybucji. Na pierwszy ogień pójdą państwa bałtyckie, potem przyjdzie też czas m.in. na Ukrainę. - Nie zdecydowałbym się na rozwiązanie, na które postawił Mieszko - komentuje tymczasem prezes Orłowski. Jego zdaniem, na Ukrainie sens ma jedynie robienie interesów na własną rękę. Dlatego konieczne jest znalezienie tam dobrego miejscowego partnera. Władze Wawelu nie zdradzają na razie, czy już go mają.
Niedawno o wejściu na Ukrainę poinformowała również Jutrzenka. Dystrybucją jej produktów zajmie się tam spółka zależna Kolanski Trade. Będzie rozprowadzać wyroby Jutrzenki (m. in. ciastka Jeżyki) i Ziołopeksu (przyprawy). Władze spółki twierdzą, że na razie nie rozważają wejścia na kolejne rynki Europy Wschodniej
Łakocie trafiają