Nie wiem, jak Państwo, ale ja ostatnio mam złe przeczucia. Generalnie wynika to z przekonania, że nic nie może wiecznie trwać, a zwłaszcza hossa giełdowa. Na dodatek te złe przeczucia pogłębiają pojawiające się ostatnio złe omeny.
Pierwszym z nich była informacja, że spółka 7bulls rozpoczyna działalność deweloperską. W sumie nic dziwnego, bo to dzisiaj świetny biznes. Tyle tylko, że mnie spółka 7bulls kojarzy się z hossą internetową - gdy na fali wielkiego głodu internetowego firma ta postanowiła zostać gigantem nowych technologii. Zrobiła to jako jedna z ostatnich, jeśli nie ostatnia, i to tuż przed bessą. Pytanie brzmi, na jak długo przed bessą następuje obecnie zapowiadana zmiana.
Drugą oznaką jest informacja z "Forbesa", że być może do gry powróci Barbara Lundberg. Ta dawna wiceszefowa Enterprise Investors w latach hossy internetowej objęła rządy w Elektrimie. Ten "cesarz" notowań, popularniejsza wśród inwestorów spółka, po okresie prezesury pani Lundberg już nigdy nie wrócił do poprzedniej, dobrej kondycji.
Po latach widać, że jej przyjście do Elektrimu było świetnym sygnałem do wyprzedaży akcji tej spółki. Być może więc powrót B. Lundberg też warto potraktować jako rekomendację "sprzedaj".
No i na koniec mamy piątkowe, poranne załamanie indeksów. Wszyscy się przyzwyczaili, że giełda rośnie. Nikt nie jest w stanie podać jakichś sensownych powodów, dla których rosnąć miałaby przestać - gospodarka kwitnie, ludzie zarabiają więcej, bezrobocie spada. Jest super - i nagle na pysk lecą najważniejsze wskaźniki. Jakby przypominając nam, że bessa zaczyna się w szczycie hossy.