Rosyjski Gazprom ostrzegł wczoraj, że 1 stycznia wstrzyma dostawy gazu dla Białorusi, jeśli Mińsk nie zgodzi się na podwyżkę ceny. Białoruś odpowiedziała groźbą zablokowania tranzytu rosyjskiego gazu do UE. PGNiG zapewnia, że gdyby do tego doszło, ma przygotowane różne scenariusze. Zdaniem eksperta rynku paliwowego Andrzeja Szczęśniaka, konflikt ten dla Polski nie ma żadnego znaczenia. Jak powiedział PAP, nawet gdyby dostawy gazu zostały wstrzymane na Białoruś, to będą one niezauważalne dla polskich odbiorców. Jego zdaniem, Polska mogłaby odczuć zakłócenia w dostawie gazu jedynie przy długotrwałym konflikcie.
Ciśnienie spadnie?
Chociaż Gazprom zapewnia, że gaz popłynie rurociągiem jamalskim aż do białoruskiej granicy, to nie można być pewnym, że będzie dalej przesyłany do Unii. - Nie chcę spekulować, jak zachowa się Mińsk - mówi Aleksander Miedwiediew, prezes Gazprom Export. Jeżeli nasi wschodni sąsiedzi nie zdążą do końca tygodnia podpisać kontraktu na dostawy rosyjskiego gazu i Gazprom zdecyduje się zakręcić kurek dla Białorusi, to jest niebezpieczeństwo, że kraj zacznie podkradać gaz przeznaczony na wysyłkę do Wspólnoty.
Taka sytuacja zdarzyła się już raz na początku 2004 r., kiedy Moskwa chciała podnieść ceny surowca i, wobec braku zgody Mińska na takie posunięcie, wstrzymała dostawy. Wtedy nasi wschodni sąsiedzi zaczęli czerpać gaz z rurociągu tranzytowego, który kontroluje państwowy Biełtransgaz. Ciśnienie spadło do tego stopnia, że straty poniosło wiele polskich przedsiębiorstw, które przez kilkanaście dni nie mogły normalnie funkcjonować. - Jeśli nie będziemy mieli kontraktu na dostawy gazu na potrzeby krajowe, to koncern nie będzie miał umowy w sprawie tranzytu - groził we wtorek wieczorem wicepremier Białorusi Uładzimir Siemaszko.
Preferencyjne warunki