- Nie chcemy, żeby Elektrim był przedmiotem spekulacji i aby manipulowano kursem - mówił nam wczoraj Zygmunt Solorz-Żak, tłumacząc, dlaczego zarząd spółki złożył wniosek o wycofanie jej akcji z notowań na warszawskiej giełdzie. Konglomerat poinformował o wniosku po wtorkowej sesji, sugerując, że ma to związek z ogłoszeniem upadłości z możliwością zawarcia układu z wierzycielami firmy. Do prezesa zarządu Elektrimu, Piotra Nurowskiego, nie udało nam się dodzwonić. W jego komórce "odzywała się" poczta. Ewa Bojar, rzecznik spółki, także nie odpowiadała na telefony.
Z. Solorz-Żak, największy akcjonariusz Elektrimu (poprzez PAI Media) twierdził tymczasem w rozmowie z nami, że wniosek o wycofanie akcji z notowań jest podyktowany troską zarządu o dobro spółki. Mówił, że zarząd chce się skoncentrować na jej obronie, a tymczasem rozpraszają go kolejne spekulacje: dziennikarze zadają pytania w sądzie i wyciągają błędne wnioski, bo nie znają zasad rachunkowości. Twierdził też, że jeśli Elektrim przetrwa, czyli nie zostanie zlikwidowany, obecni akcjonariusze firmy nie stracą. Nie wykluczył powrotu spółki na giełdę w przyszłości.
Czy GPW przychyli się do wniosku władz Elektrimu?
- Będziemy go analizować - odpowiedział wczoraj jedynie Ludwik Sobolewski, szef GPW. Zaznaczył, że decyzja w tej sprawie nie zapadnie w środę. Nie chciał odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, czy notowania Elektrimu zostaną zawieszone.
- Zobaczymy jutro - odpowiedział wczoraj, gdy sesja przyniosła wzrost kursu Elektrimu o 3,5 proc., do 6,21 zł.