Przybywa głosów przeciwko wycofaniu Elektrimu z giełdowego obrotu. Nasi rozmówcy podważają argumentację, której władze konglomeratu używają, tłumacząc, dlaczego spółka miałaby opuścić parkiet. Według Mateusza Rodzynkiewicza, partnera w Kancelarii Prawnej Oleś & Rodzynkiewicz, notowania w niczym nie przeszkadzają w realizacji postępowania układowego. Były prezes GPW Wiesław Rozłucki wskazuje, że najważniejszą kwestią, którą zarząd giełdy powinien wziąć pod uwagę jest dobro mniejszościowych akcjonariuszy Elektrimu. Według niego, gdyby GPW zdecydowała się wykluczyć konglomerat z obrotu, drobni gracze powinni dostać przynajmniej kilka tygodni na wyjście z inwestycji. - Usilnie pracujemy nad tym, aby wypracować rozwiązanie w dużym stopniu uwzględniające zarówno interesy małych, jak i największych inwestorów Elektrimu. Decyzję ogłosimy w poniedziałek po sesji - powiedział Ludwik Sobolewski, prezes GPW. Nie ujawnił, ku czemu skłania się zarząd Giełdy.
Prawie bez obowiązków
Co dałoby Elektrimowi odsunięcie się w cień? Zygmunt Solorz-Żak, największy akcjonariusz spółki, tłumaczył, że skończyłyby się spekulacje (i na giełdzie, i w prasie). Skończyłyby się też kłopotliwe dla spółki obowiązki informacyjne. Elektrim od lat albo publikuje suche, krótkie informacje, nie wyjaśniając, co oznacza ich treść, albo robi to ze sporym opóźnieniem, albo - jak przez ostatnich kilka miesięcy - ukrywa informacje, zasłaniając się słusznym interesem firmy. - Obowiązki informacyjne są związane z notowaniem na Giełdzie Papierów Wartościowych. Gdyby giełda zgodziła się na wykluczenie Elektrimu z obrotu, to spółka przestałaby raportować z dniem wejścia w życie decyzji GPW - przyznaje Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego.
Elektrim nie musiałby przesyłać sprawozdań finansowych, zawiadomień o kolejnych sprawach sądowych, informacji o ważnych umowach czy nowych roszczeniach wierzycieli. Nie musiałoby też wyjść na jaw, czy i w jaki sposób porozumiał się z Vivendi i Deutsche Telekom.
Akcjonariusze na musiku