W piątek francuski koncern Vivendi zamieścił w prasie płatne ogłoszenie, w którym twierdzi, że z Elektrimu tylnymi drzwiami wyprowadzono majątek wart 12 mld zł. Wczoraj zarząd polskiej firmy zamieścił swoją ripostę. Po dość zaskakującym wstępie, zawierającym m.in. cytat Kalego z "W pustyni i w puszczy", wymienia w niej listę postępowań prowadzonych przeciwko Elektrimowi przez Vivendi i spółki zależne. Zarzuca też, że były partner giełdowego konglomeratu chce "zniszczyć" Elektrim.
- Wygląda na to, że "krowa, którą ukradł Kali", jest warta około 12 mld zł i aktualnie pasie się na Cyprze - w taki oto sposób ogłoszenie Elektrimu skomentował Aleksander Kobecki, doradca ds. mediów Elektrimu-Telekomunikacja, spółki powiązanej z Vivendi. - W swoich ogłoszeniach Elektrim nadal nie odpowiedział, gdzie są jego aktywa, ani skąd wzięło się dwumiliardowe roszczenie cypryjskiego Darimaksu (firmy powiązanej kapitałowo z Elektrimem - przyp. red.) - dodaje A. Kobecki.
Darimax to firma powiązana kapitałowo z Elektrimem. Nie wiadomo jednak, jaki udział w niej ma giełdowa firma. - To spółka zależna Elektrimu w rozumieniu przepisów - mówi Ewa Bojar, rzecznik giełdowej firmy. Nie podaje dalszych szczegółów. Zgodnie z międzynarodowymi standardami rachunkowości, oznaczałoby to, że Elektrim kontroluje od 50 proc. do 100 proc. papierów Darimeksu.
Tymczasem okazuje się, że wbrew powszechnym opiniom, które mówią, że obroty akcjami Elektrimu są zdominowane przez drobnych spekulantów, od czasu do czasu papierami interesują się także inwestorzy finansowi.
Chodzi o luksemburski fundusz rynków Europy Wschodniej, należący do szwajcarskiego banku Lombard Odier Darier Hentsch, znany z wcześniejszych inwestycji m.in. w papiery takich spółek, jak Atlantis, Tras Intur, Centrostal Gdańsk, Stalexport czy Zachodni NFI.