Wreszcie Pekao i BPH będą mogły zacząć mówić o tym, co będzie się działo w nadchodzących miesiącach. Najwyższy czas, bo do tej pory komunikacja opierała się na samych ogólnikach. Konkrety mają pojawić się w poniedziałek, gdy we wszystkich placówkach Pekao na zdezorientowanych klientów będą czekały sztaby konsultantów, którzy poprowadzą, wytłumaczą, dadzą ulotkę. Tylko że zrozumienie takich procesów, jak połączenie instytucji finansowych, trzeba budować miesiącami.
Obydwa banki tłumaczą, że proaktywna komunikacja byłaby jednoznaczna z wywieraniem nacisku na nadzór i sądy, i że takie zachowania byłyby naruszeniem prawa.
Może tak by było, ale w efekcie konsekwencje ponieśli klienci, którzy do tej pory nie wiedzą, co czeka ich w poniedziałek. Jeżeli pominiemy enigmatyczne informacje na stronach internetowych oraz publikacje w mediach, nie byli oni w ogóle powiadamiani o tym, co będzie się działo z ich kontami. Najbardziej zdeterminowani mogli przedzierać się przez komunikaty dla inwestorów.
Przedstawiciele Pekao bardzo dziękują dziennikarzom, bo to media stały się głównym kanałem komunikacji z klientami. Ależ proszę bardzo, taka nasza rola!
Tylko szkoda, że wszyscy mają poczucie niesmaku: klienci, bo nikt nie lubi nie panować nad sytuacją, szczególnie gdy chodzi o jego pieniądze; dziennikarze - ponieważ pisaliśmy samymi ogólnikami; a banki - bo po dwóch latach przygotowań panuje przekonanie, że nic gotowe nie jest.