Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 09.12.2007 12:20

Rynki światowe już od dłuższego czasu przygotowują się do wydarzenia,

jakie ma zajść w najbliższy wtorek. To właśnie we wtorek o ok. 20:15

naszego czasu FOMC ogłosi swoją decyzję co do wysokości stóp procentowych

w USA. Wszelkie dane, jakie ostatnio spływały na rynek były badane pod

kątem możliwej decyzji. Jeszcze w połowie tygodnia dominującym pytaniem

Reklama
Reklama

było, czy stopy procentowe zostaną obniżone o 25 pkt. bazowych, czy też

będzie to silniejszy ruch i FOMC zdecyduje o spadku ceny pieniądza aż o 50

pkt. bazowych? Oba scenariusze oceniano na równie prawdopodobne. Do piątku.

W piątek pojawiły się wyczekiwane dane o stanie rynku pracy w Stanach

Zjednoczonych. Jak pamiętamy, pierwotne prognozy nie były zbyt

optymistyczne, ale to się zmieniło po środowym raporcie ADP. Opublikowane

Reklama
Reklama

dane okazały się bliskie podniesionym prognozom, choć nie aż tak

rewelacyjne, jak sugerował to środowy raport. Nie znaczy to jednak, że

publikacja nie była istotna. Rynek pracy nadal rośnie, choć dynamika

słabnie. Sytuacja nie jest więc tu dramatyczna, a tym samym oczekiwanie na

to, że FOMC dokona poważniejszego cięcia stóp procentowych nie jest

zasadne. Obecnie prawdopodobieństwo scenariusza obniżki stóp procentowych

Reklama
Reklama

o 50 pkt. bazowych ocenianych jest na 30 proc. Wydaje się więc, że rynek

pogodził się już z obniżką o 25 pkt. bazowych, choć niektórzy wspominają,

że nadal możliwa jest poważniejsza obniżka stopy dyskontowej. Zmiana

nastawienia rynku prawdopodobnie sprawi, że sama decyzja, o ile będzie

potwierdzeniem prognoz, nie wzbudzi większego entuzjazmu. Tym bardziej, że

Reklama
Reklama

rynek już w tej chwili oczekuje kolejnego ruchu luzującego politykę

pieniężną w styczniu.

Niejako w tle wtorkowej decyzji pojawią się w dalszej części tygodnia dane

o dynamice sprzedaży detalicznej, czy produkcji przemysłowej, a także

informacje o wartości wskaźników cen na poziomie producentów i

Reklama
Reklama

konsumentów. Tym razem, paradoksalnie, tło może okazać się bardziej

emocjonujące niż wydarzenie główne. Tu bowiem jest więcej szans na

zaskoczenie, a zatem i wpływ na poziom notowań.

Można przypuszczać, że nadchodzący tydzień będzie także bogaty w

komentarze i analizy dotyczące ostatnio zaproponowanego przez

Reklama
Reklama

administrację prezydenta G.W. Busha planu pomocy osobom, które zaciągnęły

kredyty hipoteczne klasy subprime. Już teraz, kilka dni po poinformowaniu

o szczegółach rządowej propozycji, mieliśmy okazję poznać część opinii na

ten temat. Celem tego projektu jest zapobieżenie skokowego wzrostu liczby

zerwanych umów kredytowych. Już obecnie liczba umów kredytowych, które

zostały zamknięte jest rekordowo wysoka, a istnieje zagrożenie, że w ciągu

najbliższych dwóch lat może ona skokowo wzrosnąć do poziomów, które trudne

będą do zaakceptowania. Skąd to nagłe zagrożenie? Nie jest no nagłe, ale

zaczęło być poważne, gdy okazało się, że rynek nieruchomości słabnie oraz

słabnie wypłacalność kredytobiorców, którzy właściwie kredytu otrzymać

wcześniej nie powinni. Teraz by już nie otrzymali, bo zaostrzono

procedury. To odcięło rynek nieruchomości od nowego kapitału, co szybko

przełożyło się na poziom cen.

Teoretycznie banki nie powinny się przejmować trudniejszą sytuacją części

kredytobiorców. W końcu nie każdy kredyt jest spłacany. Część umów jest

zrywana wcześniej, a banki przejmują przedmiot zabezpieczenia. Nie jest

przecież tak, że wszystkie kredyty są regularnie spłacane. Teoria mija się

z praktyką, gdy dodamy efekt skali. Okazuje się, że banki zbyt lekką ręką

dopuściły do kredytów osoby nie posiadające zdolności, by takie kredyty

zaciągać. Takich potencjarzez sektor bankowy zdusiłaby ceny nieruchomości jeszcze

bardziej. Oczywiście to przełożyłoby się także na resztę gospodarki.

Plan rządowy ma temu zapobiec poprzez zamrożenie oprocentowania kredytów

typu subprime na okres pięciu lat. Ma to być ulga głownie dla tych

kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyty z opóźnionym naliczaniem

realnych odsetek i te odsetki miały się pojawić w ciągu najbliższych dwóch

lat. Wg propozycji rządowej, nie pojawią się teraz, ale później. Ma to

uratować rynek kredytów, a zatem i banki, oraz ustrzec rynek nieruchomości

przed załamaniem. Wątpliwości pozostaje jednak wiele.

Najpoważniejszą jest pytanie, czy to faktycznie pomoże, czy tylko odroczy

w czasie nieuniknione załamanie na rynku nieruchomości. W końcu po pięciu

latach ci sami kredytobiorcy będą jednak musieli się zmierzyć z

obciążeniem wynikającym z zaciągniętego przez nich kredytu. Czy w ogóle

jest sens angażowania się administracji w coś, co powinno być domeną

rynku? Skoro banki zbyt pochopnie udzieliły kredytów, to niech teraz za to

zapłacą. Zbyt lekkie podejście do ryzyka powinno mieć swoje konsekwencje.

Premiowane byłyby te instytucje, które nie poddały się tej tendencji.

Wreszcie, istnieje wiele zastrzeżeń co do samego mechanizmu pomocy.

Analitycy wspominają, że zakres osób, które potencjalnie mogą z tego

programu korzystać jest trudny do oszacowania. Administracja wspomina o

1,2 mln kredytobiorców, ale już mówi się o tym, że oczekuje się, że część

osób, które nie podpadałyby pod ten program może się skusić na podjęcie

działań mających na celu spełnienie warunków. Chodzi tu głównie o

manipulację wartością wskaźnika oceny wypłacalności kredytobiorcy FICO. Im

jest on niższy, tym niższa ocena, a więc i większa szansa na pięcioletnią

ulgę. Można go obniżyć m.in. poprzez zaprzestanie płacenie rachunków za

prąd czy gaz.

Wprowadzając ten program, przyjęto założenie, że problem jest zbyt duży,

by pozostawić go tylko rynkowi, gdyż konsekwencje załamania na rynku

nieruchomości i skokowego wzrostu złych kredytów w bankach byłyby

katastrofalne, co mogłoby się przełożyć na poważny kryzys. Uznano, że

koszty wprowadzenia programu będą niższe od ewentualnych skutków

zaniechania. Dla wielu ekonomistów takie podejście jest dyskusyjne, gdyż

demoralizuje uczestników rynku. Wg nich to kolejny krok, który oducza

kalkulacji ryzyka.

Rynek akcji po zbliżeniu się do okolic poważnych długoterminowym wsparć

odbił się od nich i zakończył ostatni tydzień znacznie wyżej końcówki

poprzedniego. Biała świeca na wykresie tygodniowym indeksu robi wrażenie

( Wykres_1.gif ). Na wykresie dziennym sytuacja wygląda bardziej

klarownie. Ceny kontraktów wyszły ponad poziom oporu, który wcześniej nie

były w stanie pokonać, co należało uznać za sygnał kupna ( Wykres_2.gif ).

Miało to miejsce w środę, a dwa kolejny dni to utrzymująca się przewaga

popytu, na co wskazuje płaski przebieg notowań. Perspektywy są pomyślne,

choć można się spodziewać, że bariera 3800 pkt. będzie dla byków trudną

próbą. Trzeba oczywiście pamiętać, że wzrost nie jest przesądzony. Gdyby

czwartkowo-piątkowa korekta miała się przedłużać, to wśród byków

pojawiłoby się zwątpienie. Wsparciem jest dołek z 4 grudnia.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama