Duża nowela ustawy o OFE, szykowana przez resort pracy, okazuje się z powodów technicznych trudniejsza, niż przypuszczano. Wczoraj członkowie zespołu międzyresortowego oraz Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych dostali od minister pracy Jolanty Fedak pismo w sprawie rozwiązań dotyczących powołania tzw. OFE B, w które lokowane miałyby być oszczędności osób zbliżających się do emerytury. Ich powołanie planowano już w 1999 r. Poza obligacyjnymi funduszami B mogą też powstać akcyjne C (znalazły się w założeniach do dużej noweli ustawy o OFE).
[srodtytul]Przykład z TFI[/srodtytul]
Z pisma, do którego dotarł „Parkiet”, wynika, że zaletą powołania OFE B jako osobnego funduszu z osobowością prawną są: możliwość wykorzystania obecnych przepisów i procedur dotyczących OFE oraz gwarancja wyższego bezpieczeństwa i przejrzystości przepływów finansowych. Z kolei zaletą powołania subfunduszy mogą być niższe koszty. – Wolelibyśmy właśnie to rozwiązanie, bo osobny podmiot oznaczałby m.in. konieczność prowadzenia oddzielnej księgowości i audytów – mówi Agnieszka Nogajczyk-Simeonow, prezes Allianz PTE.
Wydaje się, że także resort jest zwolennikiem tego drugiego rozwiązania. Obecnie subfundusze prowadzone są w ramach funduszy inwestycyjnych. I część z tych rozwiązań musiałaby być dostosowana do potrzeb OFE. Trzeba jednak pamiętać, że OFE muszą być o wiele dokładniej kontrolowane niż TFI, bo przynależność do nich jest obowiązkowa. Stąd resort prosi o opinię na temat tych propozycji głównie KNF. Nieoficjalnie wiadomo, że Komisja nie jest zwolennikiem subfunduszy.
Małe OFE boją się, że zrujnują je koszty agentów transferowych, zwłaszcza jeśli poza OFE B powstałyby kolejne. Subfundusze tych kosztów nie obniżą. – Nasi klienci formalnie mają jedno konto, ale rejestry w różnych subfunduszach. My agentowi płacimy za każdy rejestr – mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.