– Spadek jakości portfela kredytowego będzie oznaczał konieczność pokrycia ryzyka dodatkowymi kapitałami, więc i tak wzmocnienie banku będzie potrzebne. Trzeba też rozważyć, jaki wpływ miałaby wypłata dywidendy przez PKO BP na właścicieli innych banków, a także na akcję kredytową w całym sektorze – mówi Marta Chmielewska-Racławska, rzecznik KNF.
Czy stanowisko wyrażające obawę o wysokość kapitałów największego polskiego banku ma na celu wywarcie presji na resort skarbu, który kontroluje PKO BP? Przedstawicielka nadzoru nie chciała bezpośrednio odpowiedzieć na to pytanie.
– Warto zwrócić uwagę na dążenie do wzmocnienia kapitałów, które staje się priorytetem nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach. Przykład amerykańskich banków pokazuje, że do bezpiecznego funkcjonowania instytucjom finansowym potrzebny jest dodatkowy kapitał – dodaje jedynie Chmielewska-Racławska. Zaznacza przy tym, że ostateczna decyzja w sprawie dywidendy należy do właścicieli (51,49 proc. akcji ma Skarb Państwa).
Czwartkowa „Rzeczpospolita”, powołując się na anonimowe źródła napisała, że resort skarbu chciałby wypłacić część 3,12 mld zł zysku PKO BP w formie dywidendy. „Rz” podkreślała, że rzecznik ministerstwa nie zaprzeczał tym informacjom, a jedynie zaznaczył, że trwają analizy w tym zakresie.
Przypomnijmy, że Komisja Nadzoru Finansowego naciska na wszystkie banki, aby pozostawiły zyski wypracowane w ubiegłym roku w bilansach i w ten sposób zwiększyły współczynniki wypłacalności. Dotychczas postąpiły w ten sposób niemal wszystkie banki. Jedynie Noble Bank wypłacił udziałowcom część zysków, choć i tak dywidenda – po interwencji nadzoru finansowego – była mniejsza, niż pierwotnie planowano.