Z kolei za oszczędności przedsiębiorstw banki płaciły 3,3 proc., podczas gdy miesiąc wcześniej było to 3,4 proc.
Łącznie oprocentowanie portfela depozytowego spadło z 3,8 do 3,6 proc. Po kilku miesiącach wojny depozytowej instytucje finansowe znów płacą więc za oszczędności mniej, niż wynosi oprocentowanie pożyczek na rynku międzybankowym (na koniec kwietnia WIBOR wynosił 4,19 proc., wczoraj już 4,48 proc.)
– Banki rozpoczęły walkę o oszczędności w czasie, kiedy każdy z nich chciał mieć jak największą poduszkę nadpłynności, na wypadek gwałtownego pogorszenia sytuacji. To był priorytet prezesów tych instytucji – tłumaczy Marcin Materna, szef działu analiz Millennium Domu Maklerskiego. – Kiedy okazało się, że tak duża nadpłynność nie jest im potrzebna, a kurs złotego ustabilizował się i portfele kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich już nie puchną, banki mogły powrócić do rozsądnych poziomów oprocentowania depozytów – dodaje ekspert.
Jego zdaniem, bankowcom znacznie łatwiej jest obecnie „po cichu” zmniejszać wysokość oferowanych odsetek. – Klient był bardziej wybredny przy wyborze depozytu, kiedy płacono 8 czy 9 proc. Różnica pomiędzy 4 a 3,5 proc. wydaje się klientom już znacznie mniej istotna – dodaje Marcin Materna.
Bankowcy znacznie większą wagę – niż jeszcze kilka miesięcy temu – przywiązują obecnie do wyników finansowych i dlatego decydują się na obniżki. Z drugiej strony, próbują rekompensować koszty ryzyka kredytowego, które rosną wraz ze zwiększającą się liczbą nieregularnych zobowiązań. Wciąż podwyższają więc marże na nowo udzielanych pożyczkach.