Zespół, który pracował nad reformą rozwiązań dotyczących funkcjonowania funduszy emerytalnych, proponuje, aby OFE zwiększyły zaangażowanie pieniędzy klientów w akcje. W tym celu powołane mają być specjalne subfundusze „A”, do których trafiać mają nowe składki klientów. Jednocześnie następować będzie stopniowe przenoszenie już uzbieranych składek (które stanowić będą tzw. subfundusz „B”) do subfunduszu akcyjnego.
Wszystko po to, aby zwiększyć stopę zwrotu z inwestycji. Jednocześnie OFE będą redukowały zaangażowanie w akcje w wypadku osób w wieku przedemerytalnym (dla nich reforma przewiduje powołanie subfunduszy typu „C”).
[srodtytul]Miliardy na giełdę[/srodtytul]
Subfundusze „A” będą mogły inwestować aż 85 proc. aktywów w akcje, w tym 15 proc. – w akcje zagraniczne. Obecnie ustawowy limit wynosi 40 proc. aktywów. Z szacunków twórców proponowanej reformy (szefem zespołu jest prof. Marek Góra) wynika, że w roku 2012 – pierwszym roku funkcjonowania nowych wytycznych – OFE zainwestować mogą w akcje dodatkowo nawet 15 mld zł. Potem ekstraprzepływy będą już mniejsze, ale i tak wynosić mają ponad 10 mld zł rocznie. Zakupy funduszy mają stopniowo doprowadzić do tego, że w 2025 r. udział akcji krajowych w portfelach sięgnąć ma 55 proc. Na koniec sierpnia odsetek ten wynosił około 32,6 proc.
Doradcy pracujący nad reformą stwierdzili, że proponowane przez nich tempo tzw. konwersji funduszy „pozwala uniknąć wygenerowania bąbla spekulacyjnego na GPW”. Zarządzający OFE zwracali jednak uwagę, że niekoniecznie musi to być prawdziwe. – Problemem jest pojemność polskiej giełdy. Nawet jeżeli płynność akcji największych spółek na polskiej giełdzie jest duża, to i tak – jeśli chcemy mieć zdywersyfikowany portfel – musimy również inwestować w papiery o mniejszej płynności, a to oznacza, że ich kursy mogłyby się oderwać od wszelkich wartości fundamentalnych – ostrzegał w wywiadzie dla „Parkietu” Piotr Sieradzan, b. wiceprezes i dyrektor inwestycyjny Pocztylion-Arka PTE.