Planowany na pierwszą połowę 2000 r. początek prywatyzacji części wydobywczej i dystrybucyjnej Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, prawdopodobnie zbiegnie się w czasie z wejściem w życie tzw. gazowej dyrektywy Unii Europejskiej i z polskimi negocjacjami w Brukseli na temat energetyki. Jest to zła wiadomość dla PGNiG, ale dobra dla przemysłowych odbiorców gazu.
Minister Emil Wąsacz potwierdził w grudniu ub.r., że MSP chce podzielić firmę na 3 części, a następnie sprywatyzować wydobycie i dystrybucję. - Prywatyzacja całości nie spełniałaby wymagań UE. Będziemy też musieli przyjąć trudną zasadę dostępu strony trzeciej - powiedział minister.
Wymagania Brukseli
Dyrektywa UE jest obliczona na większą konkurencyjność cenową i otwarcie dostępu dla nowych operatorów. Już w tym roku unijny rynek gazu ma zostać otwarty dla równowartości 20% rocznego zużycia i dla największych odbiorców, kupujących ponad 25 mln metrów sześciennych gazu rocznie. W latach następnych udział wolnorynkowego gazu w ogólnokrajowym zużyciu będzie się zwiększać, a minimalny limit rocznego zapotrzebowania, uprawniający finalnych odbiorców gazu do swobodnego negocjowania cen - zmniejszać.
Polska w stanowisku negocjacyjnym w obszarze "energetyka" wystąpiła o okres przejściowy, który spółkom wyodrębnionym z PGNiG dawałby co najmniej rok "spokoju" przed konfrontacją z zagraniczną konkurencją. Oznaczałoby to jednocześnie, że firmy dystrybucyjne dyktowałyby ceny gazu co najmniej do 2004 - 2005 r. W I kwartale br. planowana jest podwyżka cen o 11-20% (najniższą przewidziano dla największych odbiorców gazu).