Reklama

Sąd oceni prywatyzację

Ukraińskiego producenta lokomotyw oddano w prywatne ręce w tajemniczych okolicznościach. Sprawą zajmie się sąd, co może opóźnić prywatyzację innych firm

Aktualizacja: 23.02.2017 00:14 Publikacja: 27.03.2007 09:03

Na Ukrainie wybuchł prywatyzacyjny skandal. FDM, tamtejszy odpowiednik ministerstwa skarbu, sprzedał Ługańsktiepłowoz, wiodącego producenta lokomotyw, rosyjskiemu koncernowi Transmaszholding.

Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że o przetargu wiedziały tylko dwie spółki, wchodzące w skład koncernu z Rosji. Za 76 proc. udziałów ukraińskiej firmy zapłacono 59,9 milionów dolarów.

Zadziwiająco tania spółka

Eksperci uważają jednak, że za Ługańsktiepłowoz do budżetu mogło wpłynąć nawet 50 proc. więcej pieniędzy. Kupnem producenta lokomotyw interesowała się też grupa Priwat, należąca do Igora Kołomojskiego, oraz holding TAS, kontrolowany przez Siergieja Tigipko. - Nie było żadnej walki, nikt nie podwyższał ceny - czy to jest przetarg? - pyta retorycznie oburzony Timur Nowikow, zastępca dyrektora PriwatBanku, wchodzącego w skład biznesu Kołomojskiego. Przedstawiciele spółek, które chciały kupić Ługańsktiepłowoz, twierdzą, że nie zostali poinformowani o dacie przetargu. - Jeszcze w piątek próbowałam dowiedzieć się w siedzibie FDM, kiedy będą sprzedawane udziały spółki. Jednak milicja wyprowadziła mnie z budynku - mówi Marina Perejesławskaja przedstawiciel Marganeckiego kombinatu, który należy do grupy Priwat.

Walentyna Semeniuk, szefowa FDM, nie potrafi wyjaśnić, dlaczego nie poinformowała zainteresowanych o przetargu. Wcześniej zapowiadała, że przetarg na Ługansktiepłowoz będzie odbywać się w obecności dziennikarzy i kamer. Prywatyzacja zakładów z Ługańska ciągnęła się pięć lat.

Reklama
Reklama

Parlament i sąd wezmą

sprzedaż pod lupę

Priwat i TAS jednak nie odpuszczają i zamierzają sprawę skierować do sądu. Prywatyzacją producenta lokomotyw zajmie się też specjalna komisja parlamentarna. Jeśli ukraińscy posłowie dopatrzą się nieprawidłowości w sprzedaży koncernu, Semeniuk może stracić stanowisko. Ewentualna dymisja szefowej FDM może odbić się na przebiegu prywatyzacji w tym roku. Jej kluczowym punktem jest sprzedaż udziałów Ukrtelekomu. Niewykluczone, że 37,8 proc. akcji trafi na giełdę w Warszawie.

"Dieło"

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama