Europa wchodzi w czas prowadzenia dwóch gier. W zewnętrznej musi odzyskać zdolność konkurowania z USA i Chinami oraz obrony przed Rosją. W wewnętrznej rozstrzyga się, kto sfinansuje wielką mobilizację inwestycji i gdzie trafią korzyści. Polska popełniłaby błąd, dostrzegając tylko jedną z tych logik. Silniejsza Europa jest nam potrzebna, lecz jej konsolidacja może równocześnie utrwalić podział na zachodnie centrum kapitału i technologii oraz wschodnią flankę bezpieczeństwa.

Zewnętrzna presja jest realna

Rozdrobniona Europa ma zbyt małą skalę, by samodzielnie przeciwstawiać się globalnym mocarstwom. Stany Zjednoczone pozostają głównym gwarantem jej bezpieczeństwa, ale prowadzą asertywną, czasem wręcz agresywną politykę przemysłową, technologiczną i energetyczną. Przyciągają europejski kapitał, przedsiębiorstwa i talenty, a od sojuszników oczekują większego wysiłku wojskowego, niekoniecznie zaś pełnej autonomii technologicznej czy zbrojeniowej.

Chiny są jednocześnie rynkiem, dostawcą, konkurentem i źródłem strategicznych zależności. Europejski przemysł coraz częściej rywalizuje z nimi także na własnym rynku – od samochodów elektrycznych i baterii po energetykę odnawialną, elektronikę i maszyny. Rosja natomiast pozostaje głównie zagrożeniem militarnym i politycznym. Wojna przeciw Ukrainie pokazała, że bezpieczeństwa nie da się oddzielić od przemysłu, energii, infrastruktury i zdolności mobilizacyjnych. Geopolityka na trwałe weszła do polityki gospodarczej.

Konieczna konsolidacja nie jest neutralna

Tak, Europa musi być silniejsza, ale gdzie powstaną nowe fabryki, kto zachowa patenty i dane, kto będzie kontrolował finansowanie oraz łańcuchy dostaw? Dotychczasowy model rozszerzenia Unii był asymetryczny, lecz obustronnie korzystny. Zachodnie firmy otrzymywały nowe rynki i tańsze zaplecze produkcyjne, a państwa dołączające do Unii – kapitał, infrastrukturę, dostęp do rynku pracy i środki na konwergencję.

Dziś ten układ może się zmienić. Europa Zachodnia potrzebuje ogromnych nakładów na przemysł, energetykę, obronność, cyfryzację i stabilność społeczną. Ponieważ nie ma politycznej gotowości do radykalnego zwiększenia wspólnego budżetu, pojawia się pokusa przesuwania środków z polityki spójności do polityki konkurencyjności: od rozwoju słabszych regionów ku strategicznym sektorom, wielkim konsorcjom i europejskim czempionom.

Europeizacja kosztów, koncentracja korzyści

Taki zwrot może pomagać Europie w grze zewnętrznej, bo nie da się równocześnie budować kilku czy kilkunastu systemów satelitarnych, platform sztucznej inteligencji czy fabryk półprzewodników. W grze wewnętrznej pojawia się jednak ryzyko, że cała Unia będzie finansować instrumenty, z których najwięcej skorzystają państwa już dysponujące kapitałem, technologiami, koncernami i silnymi uczelniami.

Formalnie dostęp do środków może pozostać otwarty. Wystarczy jednak, że kryteria będą premiowały skalę, gotowość technologiczną, współfinansowanie i szybkie wdrożenie. Polska firma wejdzie wtedy do konsorcjum jako poddostawca, podczas gdy własność intelektualna, decyzje i największa część marży pozostaną w zachodniej centrali. Podobnie działa pomoc publiczna: wspólne reguły dają większe możliwości krajom z zasobniejszymi budżetami. Także regulacje, choć chronią Europę przed nieuczciwą konkurencją zewnętrzną, wewnątrz Unii często premiują największe przedsiębiorstwa. Nie potrzeba żadnego tajnego planu – suma racjonalnych polityk narodowych może prowadzić do europeizacji kosztów i koncentracji korzyści.

Dwie geografie

Geograficzny środek bezpieczeństwa przesuwa się na północny wschód: od Skandynawii przez państwa bałtyckie i Polskę po Ukrainę, Rumunię i Morze Czarne. To tutaj skupiają się zagrożenie rosyjskie, infrastruktura wojskowa, wydatki obronne, logistyka i ochrona granic. Jednocześnie geografia kapitału, central korporacyjnych i własności technologicznej pozostaje zachodnia.

Może więc utrwalić się Europa dwóch map. Pierwsza będzie mapą bezpieczeństwa – wschodnią, militarną, ponoszącą największe ryzyko. Druga pozostanie mapą rozwoju – skupioną wokół Niemiec, Francji, Beneluksu, północnych Włoch i części Skandynawii. Taki podział może przez pewien czas działać, ale długofalowo stanie się politycznie niestabilny. Państwa płacące najwyższą cenę za bezpieczeństwo zaczną pytać, dlaczego nadal zajmują podporządkowane miejsce w łańcuchach wartości.

Polska między Ameryką a Europą

Polska nie może traktować europejskiej autonomii strategicznej jako pełnej alternatywy dla amerykańskich zdolności wojskowych. Potrzebuje jednak podwójnego zakotwiczenia: silnej relacji militarnej z USA oraz europejskiej i regionalnej podmiotowości przemysłowej. Zakupy uzbrojenia powinny oznaczać nie tylko dostawy sprzętu, lecz także zdobywanie kompetencji, praw produkcyjnych, dostępu do serwisu, modernizacji, kodów i technologii. Celem nie może być wyłącznie bezpieczne użytkowanie systemów, ale zdolność ich współtworzenia i kontrolowania.

Chiny i pokusa taniego rozwoju

Wobec Chin Polska powinna unikać zarówno naiwnej otwartości, jak i mechanicznego odcinania powiązań. Tanie produkty, komponenty i kapitał mogą obniżać koszty modernizacji, ale nadmierna zależność osłabi krajowy przemysł i zwiększy podatność na wstrząsy geopolityczne. Trzeba odróżniać import wspierający rozwój od importu, który zamyka drogę do własnej produkcji.

Polska powinna uczestniczyć w europejskiej ochronie strategicznych sektorów, pilnując zarazem, by chroniony rynek nie został podzielony wyłącznie między firmy ze starego rdzenia Unii. Zastępowanie zależności od Chin trwałą zależnością od kilku zachodnioeuropejskich producentów również nie jest rozwiązaniem.

Rosja i ryzyko zachodniego resetu

Dla wschodniej flanki zagrożenie rosyjskie ma charakter egzystencjalny. Dla części Europy Zachodniej jest przede wszystkim kosztownym problemem, który po zamrożeniu wojny może skłaniać do selektywnego resetu: częściowego odbudowania relacji gospodarczych i zmniejszenia kosztów sankcji. Dla Polski oznaczałoby to ryzyko zachowania przez Rosję zdolności do ponownej agresji. Państwa regionu muszą więc aktywnie wpływać na europejską politykę wobec Moskwy, zamiast ograniczać się do wykonywania decyzji podejmowanych w Waszyngtonie, Berlinie i Paryżu.

Ukraina – część obu gier

Ukraina łączy obie logiki najmocniej. Jej przetrwanie ogranicza rosyjską dominację, a doświadczenia wojenne, przemysł dronowy, energetyka i dostęp do Morza Czarnego mogą wzmacniać całą Europę. Zarazem odbudowa Ukrainy stanie się polem rywalizacji o kontrakty, infrastrukturę, transport, produkcję, pracowników i fundusze. Ukraina może być również konkurentem Polski w logistyce, rolnictwie i produkcji (pułap średniej wartości dodanej).

Polska może ponieść dużą część kosztów obrony i integracji Ukrainy, podczas gdy główne korzyści przejmą zachodnie koncerny lub inwestorzy spoza Europy. Potrzebne są więc wspólne przedsiębiorstwa, wehikuły finansowe, uzgodnienia infrastrukturalne i świadomy podział funkcji w łańcuchach wartości. Współpraca jest strategiczną koniecznością, ale nie może być pozbawiona strategii gospodarczej.

Skandynawia: możliwy łącznik

Państwa nordyckie należą do północno-wschodniej przestrzeni bezpieczeństwa, a jednocześnie dysponują kapitałem, energią, technologiami i silnymi instytucjami. Nie są jednak automatycznym rzecznikiem Europy Środkowej. Współpraca powinna opierać się na konkretnych interesach: bezpieczeństwie Bałtyku, energetyce, cyfryzacji, przemyśle obronnym, ochronie jednolitego rynku i przeciwdziałaniu oligopolizacji europejskiej gospodarki.

Trzy scenariusze

Pierwszy scenariusz to zachodnia konsolidacja bez wschodniej podmiotowości. Europa staje się silniejsza, lecz kapitał i technologie skupiają się w starym centrum, a Polska pozostaje podwykonawcą.

Drugi to Europa komplementarnych kręgów. Zachód zachowuje funkcję centrum kapitałowego, Wschód staje się zapleczem bezpieczeństwa i przemysłu dual use, Południe – pomostem do Afryki i państw Mercosur, a Północ łączy różne role. Polska w takiej rzeczywistości musiałaby budować koalicje o zmiennej geometrii, zależnie od celu.

Najkorzystniejszy byłby scenariusz policentryczny: integracja wzmacnia Europę wobec mocarstw, ale równocześnie tworzy nowe ośrodki kapitału, produkcji i technologii. Oś nordycko-bałtycko-polsko-ukraińsko-rumuńska stałaby się nie tylko flanką wojskową, lecz także przestrzenią energetyki, logistyki, przemysłu obronnego i technologii podwójnego zastosowania. Ten wariant wymaga jednak świadomej polityki, kapitału, instytucji i trwałych koalicji.

Polski interes nie polega na słabej Europie

Polska nie powinna blokować europejskiej konsolidacji. Słaba Unia byłaby bardziej zależna od USA, podatna na presję Chin i bezbronna wobec Rosji. Nie może jednak zakładać, że każda forma europejskiej siły automatycznie wzmacnia także ją.

Strategicznym celem powinno być uczestnictwo w budowie silnej Europy i wpływanie na rozmieszczenie jej ośrodków. Oznacza to zabieganie o wspólnotowe finansowanie polityki przemysłowej, kryteria geograficzne i odpornościowe, dostęp partnerów do technologii, ograniczenie koncentracji pomocy publicznej, lokalizowanie produkcji na wschodniej flance oraz łączenie wydatków bezpieczeństwa z rozwojem przemysłowym regionu. Polska potrzebuje jednocześnie trzech kierunków: militarnego zakotwiczenia w USA, głębokiej obecności w gospodarce europejskiej i regionalnego układu ze Skandynawią, państwami bałtyckimi, Ukrainą i Rumunią.

Najważniejszy dylemat dekady

Stawką nie jest wybór między silną Unią a silną Polską, lecz taki model europejskiej siły, w którym Polska nie zostanie sprowadzona do roli rynku, poddostawcy i militarnej rubieży. Istnieje ryzyko, że staniemy się jednym z najważniejszych gwarantów bezpieczeństwa Europy, a zarazem pozostaniemy peryferyjni pod względem kapitału i technologii.

Możemy jednak wykorzystać przesunięcie geopolitycznego środka ciężkości do budowy nowego bieguna przemysłowego, opartego na technologiach podwójnego zastosowania, energetyce i sztucznej inteligencji. W wymiarze bezpieczeństwa nasza nowa rola kształtuje się niemal automatycznie. Drugi wymiar wymaga strategii, nowej jakości instytucjonalnej – przejścia od państwa „końca historii” do państwa rozwoju uzbrojonego – oraz współpracy ponad podziałami politycznymi.