Od początku 2024 roku z giełdy w Londynie zeszło już 45 spółek na skutek fuzji i przejęć – wynika z danych agencji Bloomberga. Zniknęło ich najwięcej od 2010 r. Tymczasem wartość transakcji, w ramach których przejmowane zostają brytyjskie spółki, wzrosła w tym roku o 81 proc., do ponad 160 mld USD.

Brytyjskie firmy przyciągają nabywców zagranicznych, gdyż wyceny wielu z nich wydają się im atrakcyjne. Często nabywane są spółki o średniej kapitalizacji notowane na londyńskim rynku AIM, które przyciągają małe zainteresowanie wśród analityków. Wśród największych tegorocznych transakcji tego typu są m.in. zakup spółki matki Royal Mail (wycenionej na 3,6 mld funtów) przez czeskiego miliardera Daniela Kretinsky’ego i nabycie przez duńskiego Carlsberga brytyjskiej firmy Britvic Plc. za 3,3 mld funtów.

Tymczasem aktywność na londyńskim rynku ofert publicznych wyraźnie w tym roku osłabła. Od początku stycznia doszło tam do 11 debiutów giełdowych, w ramach których zebrano łącznie około 1 mld funtów, czyli o 11 proc. mniej niż w takim samym okresie zeszłego roku. Stało się tak, choć poluzowano w tym roku regulacje, by zachęcić do przeprowadzania ofert. Niektóre spółki zrezygnowały w ostatnich kwartałach z przeprowadzenia IPO w Londynie. Pod koniec listopada firma Just Eat Takeaway ogłosiła natomiast, że 24 grudnia przestanie być notowana na giełdzie londyńskiej, ale pozostanie na parkiecie w Amsterdamie. Decyzję tę uzasadniła zbyt dużymi kosztami obecności na London Stock Exchange.

– Jeśli Londyn chce utrzymać swoją pozycję centrum finansowego Europy, potrzebne będą poważne reformy. Nadszedł czas, by brytyjskie banki inwestycyjne, London Stock Exchange oraz regulatorzy zdali sobie sprawę z tego, jak poważna jest sytuacja, oraz by podjęli odpowiednie działania. Niestety, nie ma prostych rozwiązań dla tego problemu – twierdzi Joachim Klement, strateg w firmie doradczej Panmure Liberum.