Prezydent Trump potrafi być wybredny, jeśli chodzi o politykę kadrową. Podchodzi do niej tak samo jak w prywatnym biznesie. Sięga po ludzi, którzy go przekonają, że zasługują na oferowaną im posadę. Dostają bardzo dużą autonomię działania, ale są surowo oceniani za wyniki. Muszą trzymać się ogólnej wizji politycznej, jaką ma prezydent, ale mają też duże szanse, by przekonywać go do korekty tej wizji. Wygrywają ci, którzy potrafią złapać z nim dobry osobisty kontakt, a przy tym są skuteczni. Czy można to powiedzieć o szefowej Fedu Janet Yellen? Relacje Trumpa z nią są poprawne i wyzute z wszelkich emocji. Nie słychać, by ekscentryczny prezydent ją krytykował. Nie ma jednak też „chemii", jaką wytwarzał w relacjach z kolejnymi prezydentami Alan Greenspan, długoletni szef Fedu. Yellen nie jest przy tym szefową Rezerwy Federalnej, którą można by uznać za mistrzynię polityki pieniężnej. Według wielu komentatorów pospieszyła się z pierwszą podwyżką stóp procentowych po kryzysie i teraz może zbyt szybko zabrać się do redukowania sumy bilansowej Fedu (wartej 4,5 bln USD). Ale często wykazywała się też dużą ostrożnością. Fed pod jej rządami najpierw podgrzewał oczekiwania inwestorów, a później je studził.