W porównaniu z planami deficytu z ostatnich lat, które oscylowały na poziomie 41–60 mld zł, to zaskakująco mało. Choć z drugiej strony to nieco więcej niż wykonanie w 2017 r., czyli 25 mld zł.
Ciekawe, że w przyszłym roku mamy wybory parlamentarne, a zanosi się na to, że rząd nie przygotował szczególnych zachęt dla wyborców, które byłyby kosztowne dla kasy państwa. Z wtorkowego komunikatu rządu wynika, że wzrost wydatków to raczej rezultat obligatoryjnych zadań i kontynuacji programów, które już znamy. Przykładowo chodzi o program 500+ (roczny koszt to ok. 26 mld zł), wyprawkę szkolną (1,4 mld zł), obniżenie wieku emerytalnego (12 mld zł), podwyżki płac dla nauczycieli o 5 proc. (1,8 mld zł), podwyżki dla pracowników budżetówki (2,4 mld zł), waloryzacja rent i emerytur (7 mld zł), zwiększenie wydatków na obronność itp. Wśród nowych propozycji pojawiły się m.in. ulgi dla małych firm (tzw. mały ZUS i obniżka CIT do 9 proc.), czy emerytury dla mam wychowujących co najmniej czwórkę dzieci. To realizacja tzw. piątki Morawieckiego, ale ogólne koszty nie są bardzo duże – ok. 2–3 mld zł rocznie.
W sumie wydatki budżetu w 2019 r. mają sięgnąć 415,4 mld zł, czyli o ok. 4,5 proc. więcej niż plan na 2018 r. – Podejrzewamy jednak, że w trakcie dalszych prac legislacyjnych wydatki i deficyt ulegną zwiększeniu ze względu na rok wyborczy – komentuje Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku.
Z kolei dochody budżetu w 2019 r. zaplanowano na 386,9 mld zł. To aż o 8,5 proc. więcej niż plan na ten rok. Ministerstwo Finansów liczy na dobrą koniunkturę gospodarczą (realny wzrost PKB o 3,8 proc., inflacja - 2,3 proc.) oraz dalsze efekty uszczelnienia systemu podatkowego.
– Deficyt na poziomie 28,5 mld zł w przyszłym roku to bardzo ambitny plan – komentuje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – W przyszłym roku dynamika PKB będzie znacznie niższa niż w tym roku. Wzrost budżetowych dochodów wydaje się więc być zawyżony, a wydatków – zaniżony – dodaje.