Piątkowa sesja na warszawskiej giełdzie zapowiadała się niezwykle ciekawie. Inwestorzy mogli się zastanawiać, jak rynek przyjmie zapowiedź wyższego podatku, który ma objąć spółki energetyczne i paliwowe. Jakby tego mało, pewne już jest, że w przyszłym roku Polska awansuje do grona rynków rozwiniętych według metodologii S&P DJI, co też mogło wpłynąć na notowania. W tym wszystkim jest jeszcze trwający sezon wynikowy. I patrząc na całokształt sesji można powiedzieć, że to właśnie ten ostatni element był najbardziej widoczny na GPW.

Jeśli mówić o nowym podatku, to jego wpływ na rynek widać na początku notowań, kiedy to na wartości traciły akcje PGE, Tauronu czy też Orlenu. W tym przypadku kurz jednak szybko został otrzepany i w połowie dnia ciężko było mówić o jakiejś większej reakcji. WIG20 zyskiwał bowiem około 1 proc. i znów był powyżej 4000 pkt. Pomagała w tym przede wszystkim mocna postawa Dino. Inwestorzy z ulgą przyjęli wyniki firmy za II kwartał, wychodząc najwidoczniej z założenia, że spółka najgorsze ma już za sobą. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że w drugiej części dnia akcje Dino zyskiwały nawet blisko 10 proc.

Czytaj więcej

Inwestorzy odzyskali wiarę w Dino. Słusznie?

Problem jednak w tym, że patrząc na rynek przez pryzmat WIG20 można też było dostrzec, że mocne zachowanie Dino to za mało, by utrzymać skalę wzrostów. W końcówce znów dali o sobie znać maruderzy z początku sesji. Tauron ostatecznie stracił ponad 2 proc., a Orlen 1,8 proc. Sam WIG20 zamknął notowania 0,45 proc. nad kreską, ale nie wystarczyło to do zamknięcia powyżej 4000 pkt.

Jeśli rozliczać cały tydzień, to zwycięsko z niego wyszły niedźwiedzie. WIG20 stracił bowiem 0,9 proc. To wciąż jednak kosmetyka, a nie sygnał ostrzegawczy.