Choć słabnie entuzjazm inwestorów venture capital nad Wisłą, to strumień pieniędzy, który płynie do młodych, innowacyjnych spółek jest wciąż pokaźny. W III kwartale tylko nieznacznie skurczył się poziom finansowania polskich start-upów, co – patrząc na załamanie tego rynku w USA, Chinach czy Europie Zachodniej – należy uznać za sukces. W ostatnich tygodniach nie było, co prawda, spektakularnych inwestycji VC, ale wiele dopiero rodzących i rozkręcających się biznesów zostało zasilonych pieniędzmi. Wystarczy wspomnieć o takich start-upach jak Wimba, PureCity czy EduCat. Zdaniem ekspertów to pokazuje trend, z jakim mamy do czynienia na świecie w dobie gwałtownego spowolnienia gospodarczego i niepewnej sytuacji geopolitycznej. Inwestorzy obawiają się wykładania dużych kwot na rozwinięte spółki technologiczne, bo takie „karmienie” przyszłych lub obecnych jednorożców (start-upy o wycenie ponad 1 mld dol.) obarczone jest dziś dużym ryzykiem. Stąd tak wiele transakcji na etapie zalążkowym (z ang. seed).