Stopy procentowe pozostały niezmienione - ale podwyżka była szacowana z 30 proc. prawdopodobieństwem. Sam ten fakt implikował jednak mocne oczekiwania, co do wielu "jastrzębich" akcentów w przekazie. Tymczasem podobnie jak ostatnio za podwyżką stóp wyraźnie opowiedziało się tylko trzech członków FED zasiadającym w tym roku w Komitecie Otwartego Rynku, a treść komunikatu była w zasadzie taka sama, jak w czerwcu. Rynek oczekiwał zatem, że "jastrzębią" narrację mocniej wypełni sam Kevin Warsh podczas konferencji prasowej, tymczasem choć mówił on długo (45 minut), to jednak w zasadzie nie dał żadnych wskazówek, ani też nie odniósł się bardziej konkretnie do ostatniej sytuacji. Jeżeli inwestorzy chcieliby "połączyć kropki", to im się to zbytnio nie udało. Efekt? Wzrost niepewności, co do przyszłych działań - rynek zaczyna myśleć, że Warsh we wrześniu również będzie robił uniki. Model CME FED Watch pokazał redukcję szans na podwyżkę w tym terminie do 67 proc. z ponad 95 proc. przed wczorajszym posiedzeniem. Jeżeli na tym ma polegać brak forward guidance w wydaniu amerykańskich bankierów, to wprowadza to nazbyt wiele zamieszania, a do Kevina Warsha zaraz przylgnie określenie WACO, podobnie jak TACO w przypadku Donalda Trumpa. Bo rzeczywiście po czerwcowym posiedzeniu, ale i też podczas lipcowych przesłuchań w Kongresie brzmiał on bardzo "jastrzębio", a teraz... blef, czy celowa taktyka?

Bilans po wczorajszym przekazie z FED to wyższe rentowności długoterminowych obligacji - 10-letni benchmark znów jest powyżej 4,70 proc. - co może sygnalizować obawy rynku co do utrzymania inflacji w ryzach w dłuższym terminie. Zwłaszcza w kontekście ponownie rosnącej ceny ropy i perspektyw długotrwałego konfliktu na Bliskim Wschodzie (wczoraj USA przeprowadziły naloty na Iran w odwecie za wcześniejsze ataki na amerykańskie bazy w Jordanii). Cofnęły się indeksy na Wall Street, choć bardziej był to efekt informacji z Iranu, oraz mieszanych wyników amerykańskich big-techów po sesji. Dzisiaj rano kontrakty na amerykańskie indeksy próbują się stabilizować, choć znów nerwowo było w Azji (uwagę wciąż przyciąga gigantyczna zmienność na koreańskiej giełdzie).

Dzisiaj w kalendarzu mamy sporo danych ze strefy euro dotyczących szacunków inflacji za lipiec, oraz wstępnych odczytów PKB za II kwartał - za nami już dane z Hiszpanii, które wypadły nieco powyżej prognoz (inflacja 3,5 proc. r/r, PKB 2,7 proc. r/r), przed nami dane z Włoch, Niemiec, oraz szacunek PKB dla całej strefy euro. Później uwagę skupią informacje po posiedzeniu Banku Anglii (komunikat o godz. 13:00 i konferencja prasowa prezesa Bailey'a pół godziny później). Rynek nie zakłada teraz zmian w stopach procentowych, ale będzie uważnie śledzić m.in. to co pojawi się w tzw. Raporcie o inflacji. Z kolei po południu poznamy dane z USA - inflacja PCE Core za czerwiec i szacunki PKB za II kwartał, oraz cotygodniowe dane o bezrobociu (wszystko o godz. 14:30).

EURUSD - negacja wskazań?

Wczorajsze odbicie EURUSD po zaskakującym przekazie z FED zaczyna negować wcześniejsze układy spadkowe - mocny powrót ponad poziom 1,14, który znów staje się wsparciem. Niemniej trudno też wskazać silniejsze przesłanki za zmianą krótkoterminowego trendu, co skutkowałoby wyraźnym wyjściem ponad poziom 1,15. Najbliższy opór to szczyt z 15 lipca przy 1,1482. Rynek będzie dzisiaj analizował wczorajszy przekaz z FED, ale i też zerkał na dane, czy też sytuację na rynku ropy. Jeżeli inwestorzy uznają, że zaufanie wobec tego, że FED będzie kontrolować inflację zacznie spadać, to będzie to negatywna informacja dla dolara.

Foto: DM BOŚ

Wykres dzienny EURUSD

 Sporządził: Marek Rogalski – główny analityk rynkowy DM BOŚ