REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Świat

MFW: Globalny policjant, ministerstwo finansów czy kasa zapomogowa

Kryzys, w którym tkwi nadal lwia część światowej gospodarki, spowodował całkowicie inne postrzeganie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Inna sprawa, że MFW na to po prostu zasłużył

Nagle okazało się, że tylko z MFW mogą otrzymać środki biedne kraje Afryki, Europy Środkowo- -Wschodniej i Ameryki Łacińskiej. Szef Funduszu Dominique Strauss-Kahn sytuację stara się też śledzić z bliska. Na zdjęciu kupuje moskitierę na bazarze w Dar es Salaam (Tanzania).

Foto: Bloomberg

Błyskawiczne interwencje i kredyty udzielone Węgrom, Estonii, Islandii uratowały te kraje przed gospodarczą zapaścią. Twarde warunki postawione Rumunom i Ukraińcom, którzy usłyszeli, że nie ma takiej możliwości, by miliardy dolarów z MFW zasiliły budżet i umożliwiły zwiększenie wydatków bez jakichkolwiek reform, zmusiły władze w Kijowie i Bukareszcie do odejścia od postawy roszczeniowej. Z kolei wielomiliardowe kredyty „do wzięcia” w każdej chwili, by w ten sposób podreperować zmniejszone przez kryzys rezerwy walutowe, pozwoliły ustabilizować sytuację gospodarczą w Meksyku i w Polsce.

[srodtytul]Wielki powrót[/srodtytul]

– To MFW będzie pomagał Komisji Europejskiej w wydobyciu greckiej gospodarki z obecnego kryzysu – uważa Norbert Walter, główny ekonomista Deutsche Banku. MFW ma pomagać krajowi eurolandu? – To oczywiste, Unia Europejska jako pierwszy udziałowiec dofinansowała Fundusz i przystała na emisję jego obligacji. Zrobiła to, bo wierzy, że MFW jest jedyną instytucją, która jest w stanie kontrolować sytuację w globalnej gospodarce, przewidzieć nadchodzący kryzys i znaleźć odpowiednie środki, by złagodzić jego skutki.

Jego zdaniem całkowitą przemianę Fundusz zawdzięcza obecnemu dyrektorowi generalnemu- Francuzowi Dominique Strauss-Kahnowi. – Kiedy usłyszałem go po raz pierwszy półtora roku temu podczas walnego zgromadzenia MFW i Banku Światowego, powiedziałem sobie – wrócił MFW. Taki, jaki powinien być. Potem wstałem i powiedziałem wszystkim głośno: Wrócił MFW, taki, jaki powinien być – wspomina Walter.

[srodtytul]Chirurg i anestezjolog[/srodtytul]

Kiedy w roku 1944 w Bretton Woods powołano MFW i Bank Światowy, te dwie siostrzane instytucje, których centrale sąsiadują ze sobą w Waszyngtonie zaledwie o kilkaset metrów od Białego Domu, miały odgrywać w gospodarce światowej uzupełniające się role. Bank Światowy, którego pełna nazwa brzmi Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju, miał zająć się odbudowaniem Europy po zniszczeniach wojennych. Zadaniem MFW było pilnowanie, aby kraje, gdzie doszło do gospodarczego załamania i otrzymały pomoc z zewnątrz, trzymały publiczne wydatki w ryzach.

To MFW wchodził do kraju jako pierwszy, zalecał konkretne reformy i udzielał wypłacanych w transzach kredytów. Kolejne wypłaty były uzależnione od tego, czy rząd wprowadził uzgodnione z Funduszem reformy lub też dokonał niezbędnych cięć. Przy tym to nie Fundusz zalecał konkretne posunięcia, tylko dyskutował z resortami finansów i gospodarki, jakie środki byłyby najskuteczniejsze. Ostatecznie więc rząd właśnie decydował się na konkretne reformy. Przy tym MFW i rząd podpisywały, a w niektórych przypadkach nadal podpisują list intencyjny. W tym dokumencie władze danego kraju wymieniają kolejne etapy programu naprawczego, Fundusz zaś zobowiązuje się do udzielenia finansowego wsparcia wówczas, gdy kolejne cele są realizowane. Najczęściej dotyczą one cięcia deficytu budżetowego i obniżenia inflacji.

Te reformy zazwyczaj wiązały się z poważnymi kosztami społecznymi, bo chociażby obniżenie inflacji zazwyczaj wymaga kontroli płac, wzrostu wydajności, zdarza się, że okresowo – także bezrobocia. Wtedy wkraczał Bank Światowy ze swoimi programami ochrony grup najbardziej dotkniętych kosztami reform. Ostatecznie utarło się że MFW jest chirurgiem, który przeprowadza bolesną interwencję, Bankowi Światowemu zaś pozostawiono rolę anestezjologa, który łagodził skutki zalecanej terapii szokowej.

Tak było w latach 80. w Meksyku i potem ponownie w 1995 roku w Południowo-Wschodniej Azji i w Rosji pod koniec lat 90., wreszcie w Argentynie w 2001 roku. Wszędzie wejściu MFW towarzyszyły protesty, tym silniejsze, im bardziej radykalne były zalecone środki naprawcze i im bliżej było do wyborów. Podczas kryzysu azjatyckiego, który rozpoczął się pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości w Tajlandii i Indonezji, MFW zalecił nie tylko zwyczajowe cięcia, ale i również reformę systemu bankowego oraz wprowadzenie przejrzystej księgowości w Korei Południowej. To miał być początek zmian w polityce MFW.

[srodtytul]Tort dla dyrektora[/srodtytul]

MFW stał się jednak obiektem zaciekłej krytyki. Mimo prób niestandardowego podejścia do łagodzenia kryzysu w Azji, ekonomiści, wśród nich także laureat Nobla, Joseph Stiglitz zarzucali Funduszowi, że nie jest w stanie dostosować środków do specyfiki poszczególnych krajów. A przede wszystkim, że jego metody kuracji gospodarczej są często zbyt ostre, zwłaszcza wówczas, gdy trzeba ciąć wydatki budżetowe i inflację. W 2000 roku podczas konferencji w Tajlandii, ówczesny dyrektor generalny MFW Michel Camdessus dostał w twarz tortem z ogromną ilością bitej śmietany. Po trudnym w realizacji i dotkliwym dla społeczeństwa programie naprawczym Fundusz został uznany za wroga publicznego nr 1. Każdej większej konferencji, w której uczestniczyli przedstawiciele MFW, towarzyszyły coraz ostrzejsze protesty.

Wizerunkowi MFW nie pomagało i to, że zaleceniami MFW często tłumaczyli się politycy, niechętni do przyjęcia na siebie odpowiedzialności za cięcia wydatków niezbędnych do przywrócenia równowagi w finansach publicznych. Odejście w 2000 roku Camdessusa i przejęcie sterów funduszu przez obecnego prezydenta Niemiec Horsta Kohlera spowodowało, że MFW stał się bezbarwny, ale niemniej krytykowany. Rezygnacja Kohlera w 2004 roku i „odbicie” funduszu przez Hiszpanów, którzy wywalczyli tę posadę dla Rodrigo de Rato, też nie zmieniło postrzegania tej instytucji. Dopiero Francuz Dominique Strauss Kahn, były minister gospodarki w socjalistycznym rządzie Lionela Jospina, udowodnił, że można to zrobić.

– To prawda, MFW wrócił do biznesu – mówił Strauss-Kahn podczas ostatniego WZA Funduszu i Banku Światowego. Przejął stery MFW po szeroko zakrojonej ofensywie dyplomatycznej Nicolasa Sarkozy’ego. Prezydent Francji wziął na siebie przekonanie do jego kandydatury Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Nie udało mu się skłonić Rosjan do głosowania za Strauss-Kahnem, bo uważali że lepszy będzie Czech Josef Toszowski. Były polski premier i minister finansów Marek Belka, którego kandydaturę forsował nieśmiało rząd Jarosława Kaczyńskiego, sam się wycofał. Strauss-Kahn mu to zapamiętał i jako dowód wdzięczności zaproponował funkcję dyrektora Departamentu Europejskiego. To Belka teraz będzie odpowiedzialny za program ratunkowy dla Grecji.

[srodtytul]Astronomiczne środki[/srodtytul]

W ciągu pierwszego roku urzędowania Strauss-Kahn uruchomił astronomiczne, jak na dotychczasową praktykę środki. Łączna wartość kredytów udzielona od upadku Lehman Brothers do dzisiaj wynosi 160 mld dolarów. Od tego czasu do dzisiaj, MFW udzielił wsparcia 30 krajom, wśród nich Polsce, Strauss-Kahn zreformował sam Fundusz, zwolnił 10 procent pracowników, głównie administracji.

Dbając o stan kasy MFW wyemitował obligacje na 250 mld dol., które uzyskały od wszystkich agencji ratingowych najwyższą ocenę AAA. W szczycie kryzysu latem tego roku, wraz z zasileniem najbogatszych krajów członkowskich, dysponował kwotą 750 mld dol. – najwięcej w historii instytucji. Kolejna emisja we własnej walucie – tzw. SDR (specjalne prawa ciągnienia, równe dolarowi) w wysokości 300 mld, zatwierdzona już przez G20 – grupę najbogatszych krajów świata i najszybciej rozwijające się kraje, zwiększy zasoby funduszu do ponad biliona dolarów.

[srodtytul]Pragmatyczny i elastyczny[/srodtytul]

Dzisiaj warunki, na jakich MFW udziela kredytów, nie są tak sztywne, jak podczas kryzysu azjatyckiego, Fundusz stał się pragmatyczny i elastyczny. Nagle okazało się, że tylko z tego źródła mogą otrzymać środki biedne kraje Afryki, Europy Środkowej i Wschodniej i Ameryki Łacińskiej, bo banki wstrzymały praktycznie akcję kredytową.

Dofinansowanie MFW miało swoich zwolenników i przeciwników. Amerykański profesor i były dyrektor generalny MFW Richard Erb początkowo sądził, że zwiększenie zasobów MFW nie będzie miało większego znaczenia, za to wiąże się z wysokim ryzykiem. – Nie sądzę, żeby to zmieniło wizerunek Funduszu, zwłaszcza w krajach Azji – wtórował mu były zastępca sekretarza skarbu USA Tim Adams. Przyznał jednak, że w sytuacji kiedy światu groziła deflacja, zasilenie MFW mającego możliwość dotarcia do każdego potrzebującego pieniędzy kraju, jest jedynym sposobem na odsunięcie tego zagrożenia. – Trzeba będzie tylko poważnie się zastanowić, czy MFW nie powinien być trochę przycięty i czy w „swojej szafce” ma wszystkie niezbędne narzędzia do likwidowania napięć w gospodarce – mówił Adams.

MFW był już „przycinany” za czasów Rodrigo de Rato. Na nic nie zdały się jego protesty. Francuzi zrobili wszystko, aby „ich” dyrektor był skuteczny. Odwdzięczył im się przebudową organizacji w instytucję działającą przejrzyście, ujawniając przesłanki do podjęcia każdej konkretnej decyzji.

Strauss-Kahn jest krytykowany, że udziela kredytów zbyt łatwo. I być może, kiedy kryzys już wygaśnie, znów będzie trzeba zaostrzyć warunki udzielanego finansowego wsparcia. – Jest jeszcze zbyt wcześnie, aby można było ocenić efekty nowej polityki MFW – uspokaja Erb. Warunki udzielenia kredytów zostały złagodzone od początku 2009 roku. Zmieniła się również rola Funduszu w programach naprawczych. Teraz trwa tylko do zakończenia programu przywrócenia stabilizacji makroekonomicznej. Kiedy udaje się ją uzyskać, MFW się wycofuje.

[srodtytul]Wrócić do Azji[/srodtytul]

Sam Strauss-Kahn nie ukrywa, że jednym z najważniejszych celów, jakie sobie postawił, jest odzyskanie dobrego imienia w krajach Azji. Zamierza im zaproponować środki, do których mogłyby sięgnąć, zamiast korzystania z własnych rezerw. To tańsze, niż pożyczanie na rynku kapitałowym, a nie trzeba oszczędzać na wydatkach, które pomogą we wzroście PKB – tłumaczy. I wskazuje na przykład Polski, Meksyku i Kolumbii, które skorzystały z elastycznej linii kredytowej Funduszu, aby w chwili pilnych potrzeb finansowych nie musiały zmniejszać „żelaznego zapasu”. Ma przy tym nadzieję, że skoro w Ameryce Łacińskiej nie jest już oskarżany o rozprzestrzenianie neoliberalizmu, także w Azji będzie w stanie przekonać do swojej polityki.

Strauss-Kahna czeka jeszcze jedno wyzwanie: udowodnienie, że tak naprawdę to nie Biały Dom decyduje kto, ile i na co dostanie pieniądze, bo ostatnie słowo należy do rządu kraju, który te pieniądze pożycza. Żeby tak się stało, musi zmienić podział głosów podczas podejmowania kluczowych decyzji funduszu. Na razie najbogatsi mają 57,9 proc., kraje rozwijające się 42,1 proc. Kluczowe zaś decyzje muszą uzyskać co najmniej 85 proc. głosów. Jak Strauss-Kahn wyobraża sobie tę przebudowę? Ano sądzi, że najłatwiej będzie ciąć głosy UE, która w tej chwili ma ich aż 32,4 proc. Czy jednak poparcie Brukseli dla niego osobiście i tego wszystkiego, co robi pójdzie aż tak daleko?

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA