Inwestorzy znad Wisły nie zdążyli jeszcze dobrze ochłonąć po emocjach związanych z wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych, a już otrzymali serię nowych, niestety negatywnych, impulsów z rodzimego podwórka. W ubiegły wtorek poznaliśmy słabe dane o PKB w III kwartale. Dane w układzie rok do roku (wyrównane sezonowo) pokazały wzrost o 2,5 proc., podczas gdy prognozy kształtowały się na poziomie 2,9 proc., a odczyt za II kwartał był o 0,6 pkt proc. wyższy. W piątek z kolei pojawiły się pogłoski dotyczące pełnej nacjonalizacji środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych. Tym samym wróciły stare obawy – o spowolnienie gospodarcze i polityczne ingerencje w system emerytalny. Do tego dochodzi osłabienie złotego oraz skok rentowności obligacji dziesięcioletnich. Kurs dolara przekroczył już 4,2 zł, co jest najwyższym poziomem od 14 lat. Rentowność papierów dłużnych z kolei znalazła się powyżej 3,65 proc., a więc najwyżej od dwóch lat.
Po giełdowych notowaniach też niestety widać odwrót kapitału z polskiego rynku akcji. WIG20 stracił w minionym tygodniu 3,6 proc. W piątek kurs indeksu dotarł w porywach do 1717 pkt. Zaledwie 7 pkt niżej znajduje się silne wsparcie, które już trzy razy ratowało bykom skórę. Jeśli w najbliższych dniach zostanie przebite, to może nas czekać ruch do brexitowego dołka przy 1650 pkt. Patrząc na wykres z szerokiej perspektywy, taki scenariusz wydaje się bardziej prawdopodobny. By ta perspektywa się zmieniła, notowania powinny pokonać opór 1831 pkt, który zarówno w październiku, jak i na początku tego miesiąca skutecznie zatrzymał ataki popytu. Na plus dla byków można zapisać to, że średnie kroczące zaczęły się poruszać horyzontalnie, co sugeruje, że przynajmniej w średnioterminowym ujęciu układ sił w portfelu dużych spółek jest dość wyrównany.
Niepokojąco zaczęły znów wyglądać segmenty średnich i małych spółek. W minionym tygodniu notowania mWIG40 i sWIG80 wróciły poniżej ważnych wsparć, odpowiednio 4000 pkt i 14 000 pkt. Ruch ten sugeruje, że rozpoczęta w październiku korekta jeszcze nie dobiegła końca. Indeks WIG80 spadał w piątek w porywach do 13 840 pkt. Tak nisko nie był od początku sierpnia. Z technicznego punktu widzenia istnieją jednak szanse na odbicie. Oba wskaźniki po raz drugi obroniły (przynajmniej na razie) krótkoterminowe dołki, co daje możliwość utworzenia formacji podwójnego dna. Ponadto ewentualny rajd św. Mikołaja powinien być bardziej odczuwalny właśnie wśród spółek o mniejszej kapitalizacji, które są mniej płynne.
W porównaniu z rynkami zagranicznymi wypadamy blado. S&P500 wrócił pod historyczne szczyty, DAX pod opór 10 800 pkt, a MSCI EM zatrzymał falę wyprzedaży.