Wierzytelności

GetBack: „Wpadłam w szpony przez doradcę klienta”

Na naszą skrzynkę e-mailową sos@parkiet.com spływają relacje kolejnych czytelników, którzy nabyli obligacje GetBacku. Wielu z nich skarży się, że na zakup namówili ich doradcy bankowi, którzy przedstawiali papiery windykatora jako instrumenty porównywalne z lokatami bankowymi. Fragmenty trzech e-maili przedstawiamy poniżej.
Foto: Adobestock

„Niestety wpadłam w szpony GetBacku dzięki mojej opiekunce klienta w [banku]*. Ponieważ długo się znamy, zaufałam jej, a ona to wykorzystała. Miałam pieniądze na przeżycie, teraz nie mam nic poza zszarpanymi nerwami i brakiem snu.

W poniedziałek 20 lutego 2018 r. dostałam od mojej opiekunki klienta maila zapraszającego do zakupu obligacji dwuletnich ze stałym oprocentowaniem 5,5 proc. Odsetki płatne kwartalnie. Opiekunka zapraszała mnie do kontaktu jako stara dobra znajoma. Weszłam w to, bo obligacje GetBacku były przedstawiane jako produkt całkowicie bezpieczny!

6 marca zrobiłam przelew na 120 tys. złotych. Opiekunka znała mój poziom ryzyka i wiedziała, że mnie interesują tylko bezpieczne lokaty bankowe. Wyraźnie zadałam pytanie o zabezpieczenie kapitału, opiekunka klienta odpowiedziała, że moje pieniądze mają w 100 proc. bezpieczny kapitał i 5,5 proc. stałego rocznego zysku wypłacanego kwartalnie. Jak nie wstyd było tej pani wcisnąć mi taki produkt! Z wiadomości w internecie doczytałam, że pośrednicy otrzymywali za namówionego do tych obligacji przez nich klienta 6 proc. od wysokości jego wpłaty.

Byłam przekonywana, że obligacje tej spółki są bezpieczne jak lokata, a firma jest stabilna, bo działa w odpornym na kryzysy ekonomiczne sektorze. Zostałam celowo i z premedytacją wprowadzona w błąd przez opiekuna klienta.

Wszyscy pracownicy w banku teraz nabrali wody w usta. A co w tej sprawie zamierzają zrobić organy państwowe?".

„W czerwcu 2017 r. kupiłem 150 obligacji z terminem wykupu w kwietniu 2019 r. o wartości 1000 zł każda – razem za 150 tys. zł. To, że kupiłem obligacje, dowiedziałem się dopiero po otrzymaniu listu z [domu maklerskiego]*, w którym dziękowano mi za wybór tego produktu, bo podpisując dyspozycję przelewu w [banku] pracownik mówił o zakładaniu lokaty.

Dopóki otrzymywałem odsetki, wszystko było OK, ale 19 kwietnia, w dniu wypłaty kolejnych odsetek, kiedy pieniądze nie wpłynęły na moje konto i po informacji z [domu maklerskiego], że pieniądze nie zostały przelane, bo GetBack ich nie przekazał, a przede wszystkim w świetle wszystkich obecnie informacji o stanie firmy, czuję się oszukany i zaczynam się bać".

„Tzw. team leader/senior private banker prał mi mózg metodologicznie i konsekwentnie, wciskając obligacje GetBack jako najbardziej bezpieczną w stosunku do lokat formę mego zabezpieczenia kilkudziesięcioletnich oszczędności. Robił to na rzecz [domu maklerskiego], oferując to jako własny i gwarantowany przez [bank] produkt, a przed podpisaniem umowy mówiąc, że to tylko tak technicznie jest zrobione".

* Z e-maili usunęliśmy dane osobowe i nazwy firm. red

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.